IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  


Share | 
 

 Tawerna Falcon Eye

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sob Lip 11, 2015 10:48 pm

Szafir sama nie wiedziała, jak długo siedziała pod drzwiami tawerny. Dość, że zdążyła załamać się całkowicie i zrezygnować nawet z miauczenia na przechodniów. Zamiast tego podwinęła w pewnej chwili łapy pod siebie i położyła się na brudnym, wilgotnym bruku. Zezowała tylko czasem ze zrezygnowaniem na drzwi przybytku, do którego nie dane jej było wejść. W teorii mogłaby pójść w jakiś ciemny kąt, przemienić się i wrócić. W teorii. W praktyce bała się, że znowu się zgubi i nie znajdzie już żadnego lokalu. Dodatkowo miała wbite do głowy, że nawet w ludzkiej postaci mocno różniła się od człowieka i obcy mogliby nabrać podejrzeń. Dlatego też leżała i klęła w myślach na wszystko.
Nawet nie zauważyła, kiedy zaczęła przysypiać. Z nieplanowanej drzemki wyrwał ją jakiś nieznany głos. Otworzyła gwałtownie oczy z cichym pomrukiem i spojrzała wprost na wyciągniętą w jej stronę rękę. W pierwszym odruchu zjeżyła sierść i położyła po sobie uszy, pokazując swój stosunek do budzenia jej. Przez chwilę gapiła się na mężczyznę nieufnie. Nawet chciała syknąć i odreagować na nim całe zło, jakie ją spotkało. Szybko doszła jednak do wniosku, że powinna darować sobie dumę i przyjąć pomoc. Uznała tak tylko dlatego, że pusty żołądek przypomniał o sobie dokładnie w tym momencie. Powoli podniosła się na cztery łapki, nie odrywając upartego spojrzenia od nieznajomego. Pokazała przy tym, że leżenie na ziemi miało swoje konsekwencje w postaci brudnego futerka. Wreszcie syknęła krótko, ostrzegawczo, po czym z cichym miauknięciem wskoczyła mu na kolana. Uniosła przy tym dumnie ogon. Ani przez chwilę nie pomyślała, że przez to jej "dobrodziej" mógł dostać puchatą kitą w twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sob Lip 11, 2015 11:11 pm

Chłopak zadarł lekko łeb w górę. Zrobił tak po części dlatego, żeby uniknąć smagnięcia ogonem - co po prawdzie wcale nie bolało, ale odruchy robiły swoje - a także ponieważ srogo zaskoczyło go to, że kocisko usłuchało go. Spodziewał się już raczej uroczego ciosu łapką... Ha! jakby te pazury nie były wstanie poorać jego skóry do krwi. Czuł je nawet teraz, gdy puchata kulka wczepiła się mu w spodnie, próbując utrzymać równowagę.
Gawron uznał więc, że ten "kociak" musiał być dość mocno przyzwyczajony do ludzi. Swego czasu widział, jak taki jeden podobny, tyle że znacznie mniejszy, bezczelnie zapierdzielił całą rybę ze straganu. Zaimponowało mu to wtedy, bo wciąż jeszcze pamiętał te wszystkie otrzymane raz, jak kiedyś sam jako dzieciak spróbował szczęścia. Oczywiście, to było kiedyś. Wciąż jednak podziwiał te zwinne istoty za to, jak świetnie potrafiły sobie radzić w niesprzyjających warunkach.
- No dobra... Panie Dumny. Właź pod płaszcz i cicho sza! - zanim futrzak zdążył się zorientować, Rook bezczelnie wepchnął go pod swój wierzchni ubiór i nakrył połą w taki sposób, że nawet gdyby przemienionej zachciało się wyrwać nie byłaby w stanie tego zrobić... Choć zapewne pokaleczyłaby go wtedy, bo jego koszula była raczej cienka. Kompletny brak szacunku.
Chwilę potem przeszli przez drzwi karczmy, a złodziejaszek od razu skierował swe kroki ku upragnionemu od dawna kominkowi. Tak się złożyło, w jego pobliżu stał wolny stół. Jego kolejną zaletą było to, że stał przy ścianie i prawie że w rogu. Dość ustronne miejsce, choć tym razem mu to bardzo odpowiadała.
Skrzypek znowu wesoło przygrywał, a gwar wewnątrz brzmiał zachęcająco. W Falcon Eye było głośno i wesoło, jak zawsze. Pomimo zmęczenia, wykonał nawet kilka tanecznych ruchów, przy okazji podle poklepując zawiniątko skrywane pod płaszczem. Od czasu do czasu witał się z kimś rubasznie, a raz zapytany o to, co takiego tam chowa, wesoło odpowiedział że kochankę. W końcu jednak udało mu się dopchnąć do upatrzonego wcześniej miejsca. Dopiero tam pozwolił zeskoczyć nastroszonemu kotu na ławę, a chwilę potem nakrył go zwiniętym nakryciem.
- Zaraz wrócę - burknął ostrzegawczo, zanim kocisko zdążyło syknąć w odpowiedzi na takie traktowanie i rzeczywiście po chwili wrócił. Szkoda tylko, że w dłoni miał tylko jeden kufel czegoś, co wyglądało na piwo korzenne...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 11:49 am

Całe szczęście, że w karczmie panował chociaż minimalny hałas. Inaczej z pewnością ktoś, być może nawet "nosiciel", usłyszałby ciche, wściekłe pomruki kocicy. Powstrzymywała się od szarpaniny, czy głośnego miauczenia tylko dlatego, że chciała jak najszybciej znaleźć się poza płaszczem mężczyzny. Została tak niefortunnie chwycona, że pyszczek miała wciśnięty w pachę człowieka i z tego powodu mogłaby służyć za pewien autorytet w dyskusji na temat dystansu pokonanego przez niego biegiem oraz czasu, który upłynął od ostatniej porządnej kąpieli. Chociaż i tak był to mniej drażniący zapach niż odór miasta jako takiego. Nawet woda w niewielkich kałużach cuchnęła jak wszystko wokół i Szafir bała się jej napić.
Przy każdym klepnięciu sierść na karku zwierzęcia jeżyła się coraz bardziej. Kilka razy miała ochotę nawet wbić ostre pazurki w żebra człowieka, ale obawiała się, że ten ją upuści i znów stałaby się ofiarą podłego karczmarza, wykidajły, czy kto tam ją uparcie wyrzucał za drzwi.
- Kochanka? Ja Ci dam kochankę, jak mnie zaraz nie postawisz! Tak Cię pazurami załatwię, że miesiąc nawet żadnej nie pokażesz, o niczym więcej nie mówiąc. - Pomyślała, usłyszawszy wyjaśnienie, co też mężczyzna ściskał pod płaszczem. Gdy wreszcie poczuła pewny grunt pod łapami, obróciła się szybko, by zademonstrować swoje niezadowolenie. Nie zdążyła jednak nawet syknąć, zanim została zakryta ciężkim płaszczem. Cała zjeżyła się z wściekłości, ale dojrzała pewien sens w pozostawaniu w ukryciu. Przynajmniej do momentu, gdy jej "nosiciel" powrócił. Niósł ze sobą kufel... piwa? Kocica aż oblizała wąsy, wystawiwszy mordkę spod nakrycia. Nie był to tradycyjny napitek dachowców, ale w końcu Kotu Czarownicy było bardzo daleko do zwykłego futrzaka. No i strasznie chciało jej się pić. Gdy tylko człowiek łaskawie postawił naczynie na stole i zajął miejsce obok niej, zerwała się z miejsca i stanęła na tylnych łapkach. Jedną z przednich oparła na blacie, a drugą wyciągnęła ku krawędzi kufla, wysunąwszy pazury. Ciężko było określić, czy raczej chciała przysunąć piwo do siebie, czy zwyczajnie je rozlać. Pewnym było tylko, że była zdeterminowana zrobić coś i najpewniej miała dość siły, by to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 12:57 pm

Rook westchnął ciężko, chcąc zapewne całemu światu pokazać, jak wielce zmęczonym człowiekiem był. Nie, żeby kogokolwiek - włącznie z puchatym białaskiem - to interesowało, no ale czuł w sobie taką wewnętrzną potrzebę. Siadając do stołu, już właściwie myślał o posiłku, który pomimo później pory, udało mu się jeszcze wybłagać na uroczej kelnereczce. Za to był jej tak wdzięczny, że aż pałał nadzieją, iż będzie jej to policzone w życiu po życiu... choć nie był przesądnym człekiem. Przez to wszystko jakoś tak się stało, że kufel z ulubionym piwem odstawił na skraj blatu, co już samo w sobie było niebezpieczne... A gdy na dodatek miało się przy sobie wredne kocisko... Cóż, była to iście wybuchowa mieszanka.
Marząc o gorącym jedzeniu, Gawron jednak nie zwrócił na to najmniejszej uwagi, choć zanim kotka zdołała choćby dotknąć kufel choćby raz, zdążył podnieść go do ust i w ten sposób pozbawić połowy zawartości. Chociaż tyle jego... Zwierzak chyba był jednak mniej tym faktem zachwycony, bo chwilę potem zaczął energicznie pacać naczynie. Łotrzyk zaś, widząc to, z początku jeno uśmiechnął się. Chyba nawet uznał, że to było urocze, choć ułamek sekundy później kufel zachwiał się niebezpiecznie i prawie że upadł z hukiem na ziemie. Gawron uchował go i siebie przed tym tylko dzięki swej prawie że nadludzkiej zwinności, choć przez to spora cześć trunku chlapnęła na stół. Człek postanowił więc asekuracyjnie przesunąć kufel na środek stołu, lecz chromolony sierściuch nie zamierzał mu na to pozwolić. Przez chwilę więc siłowali się, przesuwając naczynko to w jedną, to w drugą stronę... do czasu, aż oboje nie pociągnęli w tym samym momencie. W efekcie tego ich zabawka przewróciła się z potwornym łoskotem, a zawartość srogo rozlała się po blacie, a następnie ściekać w większości na spodnie nieszczęśnika. Złodziejaszek wpierw zrobił nietęgą minę, a potem spojrzał z ukosa na kota, który kompletnie nie przejmował się jego tragedią i z ochotą zlizywał trunek z blatu... A właściwie to raz za razem maczał łapkę w kałuży piwa i podnosił sobie kulturalnie do pyszczka.
- Jebany dżentelmen się znalazł, w zad chromolony... - zdążył jeszcze warknąć pod nosem, bo oczywiście na to wszystko nadeszła kelnerka z tacą zawaloną parującym jedzeniem. Widząc burdel na stronie i zwierzę, dosłownie spiorunowała oboje wzrokiem. Chłopak jeszcze starał się to jakoś wytłumaczyć niemu, szaleńczo przy tym gestykulując, szybko jednak stwierdził że nie ma to najmniejszego sensu i machnął ręką.
- Prosimy jeszcze jeden - rzucił najbardziej czarująco, jak tylko umiał i odstawił na tacę pusty kufel, chwilę wcześniej zdejmując miski z jadłem. W międzyczasie dziewczę przetarło nieco stół, za co był jej wdzięczny. Właściwie, to nawet wpadła mu w oko, bo oprócz nieprzeciętnej urody i młodego wieku, okazała się być naprawdę rozgarnięta i rezolutna. To zaś było nietypowe w tych czasach. No cóż, może kiedyś...
Gdy kelnerka odeszła, Rook zajął się jedzeniem, przezornie odgradzając się od kota ręką. Z początku chciał się podzielić, ale to miała być kara za rozlanie piwa...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 2:31 pm

Koteczka była wyraźnie zadowolona efektem swoich działań. Może nie zachwycona, w końcu wolałaby przyciągnąć kufel bliżej i pić z niego, niż z blatu, ale piwo i tak było smaczne. Musiała tylko pamiętać, żeby nie przesadzić, bo jako kot upijała się znacznie łatwiej, niż w swojej ludzkiej postaci. Na obelgi zareagowała krótko: spojrzała na mężczyznę i prychnęła lekceważąco. Kelnerce nie poświęciła nawet chwili uwagi. Przynajmniej do momentu, gdy ta wytarła blat, pozbawiając zwierzę trunku. Wtedy intensywnie niebieskie skupiły się na dziewczęciu, demonstrując dezaprobatę dla takiego zachowania. Ale i tak miauknęła za nią, mając nadzieję, że oprócz piwa pojawi się też jakaś miseczka dla niej.
Szafir rzuciła się do jedzenia w tej samej chwili, co mężczyzna. Z tym, że ona nie dopchała się do misek przez podstępnie ustawioną rękę. W pierwszej chwili miauknęła tylko cicho, zdziwiona. Zaraz potem zaczęła kombinować, jak zdobyć trochę jedzenia. Próbowała dopaść naczyń z różnych stron, ale za każdym razem była odpychana. Raz nawet spróbowała zwyczajnie przeleźć nad ręką człowieka, ale zaraz znów siedziała na ławie, nie mogąc przestać się dziwić. Jak można było tak po prostu ją zignorować?! Toż to jawna bezczelność! Rozważała przez chwilę wepchnięcie się na kolana towarzysza. Z tego pomysłu zrezygnowała, gdy zobaczyła, że miał spodnie mokre od piwa.
Została więc tylko jedna metoda. Kotka cofnęła się o krok, jakby zrezygnowała z prób porwania jakiegoś kąska. Zaczekała, aż mężczyzna pochyli się nad miską, a wtedy odbiła się gwałtownie od podłoża. Próbowała wskoczyć na ramiona i kark człowieka, skąd mogłaby spróbować złapać troszkę jedzenia pazurkami, albo zwyczajnie zeskoczyć na blat stołu. Nie pomyślała tylko, że dobre "naście" kilo kota opadające z zaskoczenia na barki mieszczucha mogło dać inny efekt, niż w przypadku przyzwyczajonych do ciężkiej pracy chłopów, którzy na dodatek nawykli do ataków Szafir.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 3:27 pm

Mężczyzna z niezwykłym apetytem pałaszował jedzenie, którego z misek ubywało w zastraszającym wręcz tempie. To zaś z kolei doprowadzało puchatego białaska do furii. Rook, choć większą część swej uwagi poświęcał jadłu, kątem oka przyglądał się coraz bardziej porywczym reakcją zwierzaka, niemo wyśmiewając jego irytację. Ba! Nawet jego pokryta kilkoma ziarnami ryżu twarz prezentowała iście złośliwy uśmiech, którym oczywiście z premedytacją pochwalił się sierściuchowi. Oczywiście, czuł się przy tym cholernie głupio. Wszak miał do czynienia ze zwykłym dachowcem, które najpewniej go nie rozumiał, a jedynie instynktownie walczył o kawałek strawy. Czyżby był aż tak bardzo wygłodzony? Patrząc na jego obfity wygląd nie szło tego stwierdzić, no ale Gawrona i tak ukłuło w serduszko poczucie winy. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co to znaczy prawdziwy głód i jak wiele złego można za jego sprawą uczynić. Już nawet właściwie miał odstąpić zwierzęciu jakiś konkretniejszy kąsek i właśnie zsuwał prawicę z blatu, gdy kątem oka zarejestrował zbliżającą się jego twarzy, puchatą i sporą kulkę. Dzięki niezłemu refleksowi instynktownie uchylił się, a kocisko w imponujący sposób przeleciało tuż nad jego karkiem, miotając się jeszcze w powietrzu, by złapać się pazurem choćby za kołnierz. Skończyło się jednak na tym, że z impetem spotkała się z gładko wyszorowanym i wciąż jeszcze wilgotnym od piwa drewnem stołu, rozkraczając się przy tym w dość zabawny sposób. Łotrzyk widząc to, aż parsknął ze śmiechu, mimo że chwilę wcześniej zamoczył sobie spory kawał koszuli w potrawce mięsnej, a jednak jego ręka szybko wystrzeliła w stronę zmiennokształtnej i chwyciła ją za puszysty ogon. Rook nie szarpnął... nie ciągnął i nie zgniatał palcami jej kity. Po prostu zacisnął lekko, spodziewając się że lada moment zostanie dotkliwie odrapany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 3:57 pm

Skok ma to do siebie, że gdy już się go zacznie, można tylko starać się sensownie wylądować. Szafir nie podołała temu zadaniu i jej spotkaniu z blatem brakowało nieco gracji i wdzięku. Łapki rozjechały jej się trochę na boki, ale zdołała uchronić się przed wyrżnięciem pyszczkiem o drewno. Zanim zdążyła się pozbierać i odzyskać choć odrobinę godności, poczuła coś, czego wybaczyć nie mogła w żadnym razie. Ktoś chwycił ją za ogon. Takiej bezczelności nikt w całej wsi nie śmiałby się dopuścić!
Kocica powoli obróciła się, by spojrzeć na winowajcę. Źrenice zwęziły się w dwie pionowe kreski, pozwalając swobodnie podziwiać kolor jej oczu. Sierść zjeżyła się na całym ciele, a uszy przylgnęły płasko do czaszki. Zmiennokształtna najpierw miauknęła nisko, przeciągle. Zaraz potem wysunęła pazury i syknęła głośno, pokazując małe, acz ostre ząbki. Takiej zniewagi nie mogła odpuścić. Właściwie nabierała ochoty, aby przemienić się i powiedzieć mężczyźnie, co myślała o takim zachowaniu. Jedynym, co ją powstrzymywało był fakt, że wciąż znajdowała się na stole. Nie mogła też skoczyć mu do twarzy, bo trzymał ją za ogon. Machnęła więc łapą w kierunku ręki bezczelnego człowieka, zdecydowana dać mu jakąś nauczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 5:12 pm

Łotrzyk był jednak sprytniejszy... a może zwyczajnie złośliwy? Zapewne jedno i drugie! Jakby jednak nie było, za każdym razem, gdy kotka - a teraz miał już pełną tego świadomość - próbowała boleśnie naznaczyć go pazurami, Rook mocniej zaciskał dłoń na ogonie. W ten sposób co prawda nie udało mu się spacyfikować sierściucha, ale jatka jaka wywiązała się w następnej chwili... Cóż, była epicka. Wystarczająco głośna i gwałtowna, żeby zwrócić uwagę co najmniej połowy sali, z czego lwia część zaczęła kibicować to jednemu, to drugiemu.
Gawron, którego dłoń powoli zaczynała przypominać karmazynową sieczkę, speszył się nieco widzą, ile uwagi przyciąga sobą i prychającą głośno, białą bestią. Nie czekając wiec, aż kocisko narobi więcej rabanu, bezpardonowo ściągnął ją wprost na swoje kolana... Tak, wciąż trzymając biedaczkę za ogon. Jakby tego było mało, gdy polimorfka spoczęła już spokojnie na jego przemoczonych piwem spodniach, złodziejaszek złapał ją pewnie za fald skóry na karku i przycisnął, by się czasem nie wyrwała. Druga dłoń zaś uspokajająco głaskała zwierze, choć to ostatnie nie przynosiło zamierzonego skutku... Cóż, miał jednak wystarczająco krzepy, żeby utrzymać kotkę.
Stół w tej chwili przypominał istne pobojowisko - znowu - a choć większość jedzenia została pochłonięta przez mężczyznę, lecz nadal sporo smakowicie wyglądających kąsków walało się po stole. Istne marnotrawstwo. Człek jednak chwilowo nie zwracał na to uwagi, uśmiechając się przymilnie do gapiów, jakby to miało w czymkolwiek pomóc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 6:22 pm

Szafir nie mogła przeboleć tego, że ten podły człowieczek tak się nią zabawiał! Ściskał ja za ogon i pozornie nic sobie nie robił z jej ataków. Ba! Nawet podstępnie wciągnął ją sobie na kolana i tam unieruchomił. Nic nie obchodziły go ciche, wściekłe pomruki. Nawet wbijanie pazurów w udo nie pomagało. Kotka nie mogła nawet doczyścić ubrudzonego podczas walki futra. A zapach sosu znajdującego się na niej tylko przypominał, że była głodna. Żeby chociaż tak była ustawiona odwrotnie i mogła pazurkami potraktować klejnoty rodowe dowcipnisia... Los nie był jednak tak łaskawy. Zamiast tego wymyśliła inny plan. Odczekała, aż większość gości zajęła się swoimi sprawami, a mężczyzna przestał się na nią gapić, najpewniej zainteresowany którąś z dziewczyn pracujących w karczmie.
Wzdłuż całego kociego kręgosłupa przeszedł gwałtowny dreszcz, a za nim drugi i kolejny. Zaraz potem skóra zaczęła mrowić, gdy futro zanikało, ustępując miejsca delikatniejszym, ludzkim włosom. Kości wydłużały się i przemieszczały lekko, wraz z mięśniami. Najdziwniejsze wrażenie zdecydowanie dotyczyło ogona oraz głowy, w tym przesuwających się uszu i znikających wibrysów. Na szczęście mężczyźnie dobry los oszczędził większości niezbyt ładnego widoku przemiany. Blondyneczka, która pojawiła się w miejscu kota siedziała po prawdzie na jego kolanach okrakiem, ale tyłem do niego. Powoli obróciła głowę, na ile pozwalała jej dłoń zaciśnięta wciąż na jej karku.
- Miau. Cwaniaczku. - Mruknęła, po czym uśmiechnęła się złośliwie. Tym, co pozwalało mieć absolutną pewność, że była tą samą istotą co biały futrzak były oczy. O źrenicach w kształcie wrzecion, równie niebieskie i równie wściekłe, jak u zwierzęcej formy. No i sos, którym zlepione były jej włosy, a który zgarnęła podczas niedawnej kotłowaniny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 7:51 pm

Gawronowi jakimś cudem udało się unormować sytuację i uspokoić gapiów. Prawda, patrzyli na niego, jak na kompletnego idiotę i może mieli nawet trochę racji – któż bowiem przynosi do tak zacnego przybytku kota? I to tak nieposłusznego? Na szczęście po tym jak kelnereczka przyniosła mu drugi kufel piwa – który Rook przezornie postawił z dala od sierściucha – nie pojawiła się już więcej, bo burdel na blacie stołu był wprost nieziemski. Zaczął go więc powoli układać miski i zgarniać do nich resztki jedzenia, jednak szło mu to strasznie topornie, jako że jedną ręką wciąż pilnował wredne kocisko, które zmuszał do uległego leżenia na kolanach mężczyzny po poprzez wymowne trzymanie za kark. Ostatecznie jakoś udało mu się to ogarnąć to na tyle, że stół wyglądał ledwie jak po kilkugodzinnej libacji zatwardziałych bywalców tawerny portowej. Jadła już nie zamierzał kończyć, a zresztą najadł się na tyle, że i tak by więcej w siebie nie wmusił. Szkoda było mu to jednak wyrzucać, no a że mimo wszystko pochylił się nad żałosnym losem kotki i wziął ją ze sobą, uznał że jednak się z nią podzieli resztkami. Już nawet trzymał miseczkę z kawałkami pieczonego kurczaka, zamierzając położyć ją na kolanach tak, by dachowiec był w stanie zjeść nieniepokojony przez nikogo, a przy okazji myślał o tym, co się z nim stało, odkąd odciął się od półświatka. Czyżby naprawdę tak osłabł i zmiękł? Doprawdy?! Użalał się nad losem jednego kociaka, mimo że nikt nigdy nie użalał się nad nim? Chyba do końca już zdziadział i stetryczał.
Te czcze dywagacje nad pobudkami, którym się kierował, przerwało mu coś cholernie nietypowego. Złodziejaszek pod dłonią poczuł niekontrolowany ruch kocich kości, które przemieszczały w dość przykry sposób, a także powiększały w szybkim, lecz nieregularnym tempie. Zmiennokształtna dosłownie więc rosła pod jego ręką, a człek obserwując to ze zgrozą w oczach, a także czując całym ciałem, aż cały zesztywniał. Niestety jednak nie tak, jak przystało na prawdziwego chłopa, lecz zwyczajnie sparaliżowało go ze strachu tak, że nie mógł się ruszyć. I tylko jego dłoń zacisnęła się bezwiednie na karku blondyneczki jeszcze mocniej, jakby to miało ją powstrzymać przed dalszą przemianą. Gdy ta spojrzała na niego ni to z przekorą, ni to złością, była w stanie dostrzec iście przezabawną maskę strachu, której nie posiadały nawet najzamożniejsze teatry. Oczy chłopaka rozszerzyły się w panice, a usta zamykały się i otwierały na przemian. Chyba chciał coś krzyknąć, lecz nawet nie był w stanie i tylko wyglądał sobie jak dorodna ryba, którą ktoś wyhaczył z rzeki i posłał na brzeg... Bardzo sino blada ryba.
Polimorfka z triumfem bijącym ze spojrzenia, mogła przyglądać się spowodowanemu przez siebie samą efektowi przez dobrą minutę, lecz Gawron w końcu ogarnął się na tyle, by wykonać ruch, a było nim... Ukrycie twarzy w skąpej tkaninie, która starała się z mizernym skutkiem skryć skórę dziewczęcia. Rook... Osoba, która nie posiadając wielkiej siły, mimo wszystko wzbudzała respekt na ulicy Byakko i miała wielu, wielu wrogów... Wielu z nich zapłaciło by sporą ilością kruszcu, by zobaczyć jak zachowuje się jak małe dziecko, myśląc że gdy przesłoni oczy, to staje się niewidzialny.
- Ha... hehe...buhahahaha – z jego piersi wyrwał się piskliwy i na szczęście stłumiony ubraniem przemienionej śmiech, który brzmiał tak, jakby złodziej w wyniku wielkiej traumy stracił rozum. Kobieta była jednak jedyną osobą, której dane było to usłyszeć
- Czego wy wszystkie ode mnie chcecie, że mnie tak nachodzicie?! To jakiś rodzaj karmy?! Kary za to, że nie zawsze byłem dobry dla kobiet? Bogowie was wysłały, żebyście mnie tak nachodziły do momentu aż zeświruję i się zabiję, tak?! - z rozpaczą zażądał od niej odpowiedzi, nie odrywając ani na moment swojej twarzy. Na szczęście dzięki temu nikt nie zwracał na oboje większej uwagi, choć przez wzgląd na pozycję dziewczyny, zaczęły pojawiać się już sprośne docinki. W tej samej chwili, gdy człek skończył mówić, coś połaskotało jej żebra. Coś, zimnego, metalowego i ostrego. Rook nie poranił jej wcale, choć dał do zrozumienia, że jeden fałszywy ruch sprawi, że wyśle ją na tamten świat bez mrugnięcia okiem. Szybko jednak jego nóż powędrował niżej, stykając się płazem z nagim udem zmiennokształtnej. Złośliwie przesunął po nim wpierw w dół, torturując dziewkę chłodem żelaza, a potem również w górę, przy okazji podwijając i tak już zbyt kusą spódniczkę.
- Widzisz przed sobą ten kufel z piwem? Weźmiesz go teraz w obie dłonie, przysuniesz do siebie i wypijesz naraz. Grzecznie, powoli i tak, żeby nikt nic nie podejrzewał... A potem sobie porozmawiamy spokojnie. I naprawdę nie próbuj nic głupiego. Nie chcę Ci robić krzywdy... jeszcze nie... – płynnym ruchem wsunął nóż kilka centymetrów pod spódnicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 8:34 pm

Wreszcie! Nareszcie ktoś zareagował na nią tak, jak powinien!
Zmiennokształtna przyglądała się reakcji mężczyzny na swoją przemianą z nieukrywaną satysfakcją. Jego strach przeszedł nawet jej najśmielsze oczekiwania. Ludzie w wiosce też się jej bali, ale w ich wzroku było równie wiele niechęci, czasem trochę pogardy czy nienawiści. A tu proszę! Czyste przerażenie. Nic, tylko podziwiać. Więc dziewczyna podziwiała. Po części dlatego, że człowiek zaciskał palce na jej karku za mocno, aby mogła spokojnie zejść mu z kolan. Kolejnej scenki robić nie chciała. I tak czuła się dostatecznie niepewnie w tej postaci przy tylu obcych. Miała jednak pewność, że dla takiego widoku warto było zaryzykować.
Czekając aż jej towarzysz dojdzie do siebie po takim szoku, nacisnęła lekko kciukiem kilka przednich zębów, chcąc się upewnić, że wszystkie były na swoich miejscach. Zawsze tuż po przemianie miała wrażenie, że któryś zaraz jej wypadnie. Ot, takie dziwne uczucie po tym, jak szczęka zmieniła swój kształt. Histeryczny śmiech zaskoczył ją dość mocno. Tak nie zareagował na nią jeszcze nikt. Ale takie poufałości jak chowanie twarzy w jej ubraniu, czy włosach uważała za swojego rodzaju brak szacunku. Tylko, co miała z tym fantem zrobić? Uderzyć młodzieńca? Spróbować wstać? Zaczekać, aż się uspokoi? Zanim podjęła decyzję, mężczyzna zaczął coś mówić. Konkretniej zadawać pytania, które wprawiły dziewczynę w lekkie osłupienie. Wyraźnie tak gwałtowna przemiana nie wpłynęła zbyt dobrze na jego psychikę. Oj, przydałaby mu się jakaś nalewka od czarownicy. Od razu by się rozluźnił i doszedł do siebie.
- Och... Więc nie chciałeś odpowiedzi. - Pomyślała nieco dziwnie, poczuwszy, jak coś nieprzyjemnie przypominającego ostrze zostało przyciśnięte do jej żeber. Natychmiast odruchowo wyprostowała się bardziej i znieruchomiała. Nikt nigdy jej nie groził. Nikt nigdy nawet nie pomyślał i podniesieniu na nią ręki, czy kamienia, nie mówiąc o jakimś nożu, czy innej broni! Szafir poczuła, jak niespodziewanie zaschło jej w gardle, a po karku spłynęła kropelka potu. Źrenice rozszerzyły się gwałtownie w strachu, czego na szczęście jej "współbiesiadnik" nie mógł zobaczyć. Była jednak Kotem Czarownicy, do cholery! Musiała sobie poradzić! I zachować zimną krew.
- Zabierz tą zabaweczkę, albo przemienię się i wydrapię Ci oczy. - Mruknęła przez zęby, ale uniosła dłonie do kufla, który przyciągnęła do siebie. Mówiła na tyle cicho, by głos nie zadrżał jej za mocno. Ale za to dłonie trzęsły się wyraźnie. Nie próbowała też wykonać żadnego niepotrzebnego ruchu, co świadczyło o skuteczności niemej groźby. Właściwie była tak spięta, że nawet uniesienie naczynia do ust stanowiło pewien problem. Odetchnęła jeszcze głęboko, ale za chwilę zamknęła oczy i zaczęła pić. Nieprzerwanie, niewielkimi łykami, by przypadkiem się nie zakrztusić. Kilka kropli trunku spłynęło jej po brodzie, ale nie odważyła się przerwać, by otrzeć usta.
Jej groźba była rzucona całkowicie bezpodstawnie, nigdy nie potrafiła się ponownie przemienić w tak krótkim odstępie czasu. Organizm musiał dojść do siebie, zanim znów wymusiłaby na nim tak wielkie zmiany. Wymagało to też sporych nakładów energetycznych. Nie mówiąc już o tym, że było zwyczajnie mało przyjemne.
Gdy wreszcie kotka przestała pić, odstawiła dość gwałtownie kufel, na dnie którego wciąż widać było odrobinę piwa. Dziewczyna i tak musiała kilkakrotnie odetchnąć głęboko, zanim zdołała oderwać dłonie od naczynia. Po chwili namysłu położyła je na stole, obawiała się nieco zrobić cokolwiek innego.
- Chcia... chciałeś rozmawiać? - Ciche pytanie przerwało jej piwo, którym odbiło jej się lekko, w konsekwencji wypicia takiej ilości naraz. Kątem oka Szafir próbowała dojrzeć twarz mężczyzny, by coś z niej może wyczytać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 9:30 pm

Dziewczę czuło na swoich plecach ciepły oddech Gawrona, choć przez to że się wyprostowała się, podlec nie przylegał do jej ciała tak ściśle... no, a przynajmniej chwilowo nie. Silniejszy przepływ gorącego powietrza poinformował ją, że mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi na jej ciche, lecz soczyste beknięcie.
-Ej, ej... Nie oddalaj się tak bardzo... Przecież mnie lubisz... – rzucił cichutko, a choć jego głos brzmiał doprawdy miło i niewinnie, polimorfka od razu wiedziała że to był rozkaz No i był jeszcze ten cholerny nóż, który zbliżył się niebezpiecznie blisko jej łona. Łotrzyk najwyraźniej czerpał sadystyczną przyjemność z przykładania zimnego żelaza do wrażliwej skóry dziewczęcia. W tym samym czasie wolna do tej pory przesunęła się sprytnie pod jej łokcie, z przyjemnością badając wąską talię. Kobieta była strasznie szczupła, jednak nie przeszkadzało mu to wcale. Zwłaszcza w chwili, gdy jego dłoń powędrowała jeszcze dalej, bezczelnie przesuwając się po brzuchu i ostatecznie docierając do piersi blondyneczki. Rook bez większego zastanowienia zaczął bawić się nią, zaciskając swe tłuste z jedzenia i lekko pokrwawione z jej winy paluchy, choć co ciekawe, robił to z niezwykłym uczuciem. Zmusił ją jednak, by oparła się wygodniej o jego tors.
- Zachowuj się naturalnie. W końcu teraz jesteś moim kociakiem i wszyscy powinni tak myśleć – zalecił spokojnym i dziwnie przesłodzonym głosem, a czubek noże ostrzegawczo zahaczył o fragment bielizny. Zdecydowanie nie żartował, choć zdawał się być okropnie niestabilny. Przemieniona kotka nie miała nawet pewności, czy lada moment jej nie potnie dla samego sadyzmu, który najwyraźniej był mu bliski.
- Widzisz? Nawet Ty potrafisz być być milutka, jeśli tylko się postarasz – jego dłoń wciąż intensywnie masowała pierś, lecz zaraz potem udało mu się wyczuć pod ubraniem sutek, który oczywiście momentalnie i jak najbardziej umyślnie ucisnął pomiędzy kciukiem, a palcem wskazującym.
- Spójrz, co mi zrobiłaś? - dodał po chwili, powoli podnosząc dłoń tak, by jej wierzch znajdował się kilka centymetrów przed jej twarzą. Cała ręka nie dość że nadal umorusana w sosie, pokryta była olbrzymią ilością krwawych pręg.
- Nie sądzisz, że powinnaś to teraz wyczyścić? - Kolejne grzeczne pytanie, podparte kolejnym drgnięciem żelaza...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 10:19 pm

Byle wytrzymać, aż będzie mogła się znów przemienić. Wytrzymać, a potem uciekać, ile sił w łapach. Dlaczego ze wszystkich ludzi oraz nieludzi w tym przeklętym mieście musiała trafić na chędożonego nożownika? Dlaczego w ogóle opuściła swoją wioskę? Było siedzieć na dupie, posłuchać grzecznie opieprzu,a potem zniknąć na dwa dni na polach, czy w czyjejś stodole. Ale nie, jej się zachciało wielkiego świata. No to teraz miała za swoje.
Obmacanie talii mogła jeszcze jakoś przeżyć. Głównym argumentem przemawiającym "za" był nóż, z tego co czuła ostry jak cholera. I przyciśnięty do wewnętrznej strony jej uda. Chwilowo skupiała się głównie na zachowaniu spokoju. Byle tylko nie sprowokować tego sadysty. Dłoń na jej piersi była już jawną bezczelnością. Ale jakoś obawiała się protestować, albo obrócić się i uderzyć mężczyznę w twarz. Zamiast tego posłusznie oparła plecy o jego pierś, umożliwiając mu tym samym oparcie brody na jej ramieniu, gdyby naszły go takie pomysły. Samą Szafir jakoś nieszczególnie to cieszyło. Przy zmianie pozycji, nie mogła już dłużej trzymać dłoni na blacie tak, aby wyglądało to naturalnie, więc powoli opuściła je na swoje kolana, dbając by nie zrobić żadnego gwałtownego ruchu. Zamknęła przy tym oczy, usiłując wymyślić jakiś plan.
Omal nie podskoczyła z zaskoczenia, czując uszczypnięcie w sutek. Ograniczyła się jednak tylko do zaskoczonego sapnięcia i otwarcia oczu. W rodzinnej wsi nie tylko nikt nie odważyłby się na coś takiego wobec niej, ale nikt raczej nawet nie pomyślałby o takim zachowaniu. Na wszystkich mieszkańców była Kotem Czarownicy. Dziwnym, bo dziwnym a także wrednym i nieco nieprzewidywalnym, ale kotem. Dlatego mogła sobie pozwolić na tak niepasujące damie ubrania. Żaden gospodarz, jego syn, czy parobek nawet przed sobą nie przyznaliby się do oglądania za nią i w za krótką spódniczką. Nikt nie chciał być posądzony o dziwne skłonności wobec zwierząt.
- Powinnam była bardziej się postarać. - Szepnęła do siebie, widząc ślady po własnych pazurach na dłoni mężczyzny. Kolejnego polecenia nie trzeba było jej powtarzać. Argument znajdujący się wciąż pod jej spódnicą był wystarczający, by posłuchała się od razu. Powoli podniosła jedną rękę i ostrożnie, delikatnie, by nie rozdrażnić "współbiesiadnika" o skłonnościach wyraźnie sadystycznych, przytrzymała jego dłoń przed swoją twarzą.
- Nie boisz się, że Ci palce odgryzę? - Mruknęła jeszcze, pewna że mężczyzna nie mógł jej usłyszeć. Zaraz potem posłusznie zabrała się za zlizanie krwi ze skóry mężczyzny. Mógł on poczuć, że język dziewczyny, jak na koci przystało, był odrobinę bardziej szorstki od ludzkiego. Najpewniej, gdyby się postarała, mogłaby nawet pić z miski po kociemu. To z resztą było prawdą i czasem tak robiła, gdy szczególnie jej się nudziło. Tym razem miała już jednak aż nadto rozrywki. Pomijając wszelkie metody umilania czasu zapewnione jej przez przemiłego nożownika, strzelała po sali szerokimi ze strachu oczami, szukając jakiegoś ratunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 10:45 pm

Nie przeszkadzał jej nijak, pozwalając by dziewczę czule zajęło się jego dłonią, choć rzeczywiście wsparł brodę na jej ramieniu. Wszak czego się nie robi dla odrobiny wygody. Co było jednak zastanawiające, mężczyzna trząsł się w jakiś taki tajemniczy sposób. Blondynka ni cholery nie znała powodu takiego zachowania i domyśliła dopiero wtedy, gdy jej czujne uszy wychwyciły wydobywający się wprost z ust łotrzyka, cichy chichot. Śmiał się! Naśmiewał z niej i to bardzo podle! Zresztą parę sekund później Gawron już nawet nie był w stanie ukrywać tego, jak bardzo był rozbawiany całą sytuacją, a jego śmiech był tak rubaszny, że poruszającym się torsem aż potrząsał drobne ciałko zmiennokształtnej. Nawet nie pozwolił jej dokończyć dzieła, którego na jego rozkaz się podjęła, a jego dłoń beznamiętnie opadła na jej kolano, gdzie złośliwie się zacisnęła.
- O Bogowie, naprawdę żeś to zrobiła! Aleś ty głupia! - tylko tyle zdołał z siebie wydobyć podczas nieprzerwanego nabijania się z biedaczki, którą jeszcze chwilę temu terroryzował nożem. Ten zaś, jak za sprawą magii, zniknął gdzieś, choć dłoń chłopaka nadal bezczelnie błądziła po wewnętrznej stronie jej zgrabnego uda. Najwyraźniej nie mógł sobie odmówić tej przyjemności i chociaż tyle dobrze, że postarał się wreszcie schować broń.
Jednak jeszcze nim kobieta kot na dobre pojęła, że nic jej już nie zagraża i właściwie stała się ofiarą okrutnego żartu – a przynajmniej tak się teraz zdawało - Gawron bezczelnie uwięził ją w niedźwiedzim uścisku w taki sposób, że jedna ręka oplotła ją w ramionach, a druga spoczęła na... głowie. Oczywiście, złodziejaszek okazał się być na tyle wredny, ze na sam koniec postanowił ją jeszcze pogłaskać na pocieszenie.
- Dobra z ciebie Kicia. A ja żem myślał, że jesteś z tamtymi dwiema...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 11:13 pm

Gdy kotka wreszcie zdała sobie sprawę z całej sytuacji, jej źrenice zwęziły się pod wpływem wściekłości równie gwałtownie, co wcześniej rozszerzyły z powodu strachu. Mężczyzna miał tyle szczęścia, że swoim uściskiem ograniczył jej ruchy. Inaczej najpewniej już usiłowałaby wydrapać mu oczy. W gardle dziewczyny narastał cichy warkot, który wyrwał się w formie syknięcia, wcale nie gorszego niż gdy była pod postacią zwierzęcia. Obróciła przy tym głowę tak, by spojrzeć na swojego niedawnego oprawcę. Nawet nie zapytała, o jakie dwie chodziło. Szarpnęła się tylko, zrzucając dłoń ze swojej głowy i chwyciwszy oburącz za ramię, które oplatało jej tułów. Wbiła w nie nawet paznokcie, choć nie były tak ostre jak pazurki kota, którym była wcześniej.
- Puść mnie... - Nakazała w sposób zaskakująco podobny do pomruku wściekłej kotki. - Puszczaj, albo urwę Ci klejnoty rodowe i wepchnę w czaszkę, zamiast oczu!
Do pełnego obrazu brakowało tylko, aby jakimś cudem dziewczyna zjeżyła włosy i położyła po sobie uszy. Zabawę psuł nieco dziewczynie fakt, że gdy wreszcie mogła się rozluźnić, przypomniało o sobie wypite duszkiem piwo. Spore piwo. No i czuła, że wyglądała tragicznie. W domu było nie do pomyślenia, aby doprowadziła się do takiego stanu. A tu proszę! Zajęło jej to chwilkę i wymagało tylko jednego wariata. Dziewczyna poruszyła się niespokojnie na kolanach człowieka i zaraz potem aż jęknęła pod nosem. Do pełni szczęścia brakowało tylko, by przypomniała sobie, że spodnie jej "przyjaciela" były mokre od wylanego wcześniej trunku. Bosko, wprost bosko! Nie wspominając o śladach po tłustych paluchach na piersi.
- Zapłacisz mi za to! Masz załatwić mi jakieś jedzenie. Najlepiej takie, żebym nie musiała siedzieć tu, tylko mogła z nim wyjść. I wyjaśnić, gdzie tu idzie się doprowadzić do porządku. I gdzie, do cholery, w miastach macie wychodki? Krzaki chociaż? Cokolwiek, niech was diabli! A! Bez głupich pomysłów, bo drugi raz nie dam się nabrać i pożałujesz, jak mi zagrozisz tą swoją zabawką. Zrozumiano?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lip 12, 2015 11:43 pm

Mężczyzna nie zareagował jakoś szczególnie, na szorstkie potraktowanie jego reki pazurami, choć po krótkiej chwili z punktów nacisku zaczęła się powoli sączyć krew. Najwidoczniej jednak nie sprawiało mu to aż tak wielkiego dyskomfortu, albo raczej bilans wychodził mu bardzo na plus. Nie co dzień zdarzało mu się bowiem trzymać w ramionach tak krewką panienkę, która jednocześnie nie byłaby w stanie sprzątnąć go skinieniem palca. A tego, że kotka nie była w stanie tak uczynić, był niemal pewien, więc nie bał się jej ani trochę. Może nie słusznie? Skarcił się w myślach, bo doskonale pamiętał czym grozi zignorowanie przeciwnika... Ale nie, zdecydowanie jej nie odpuści po tym wszystkim. Dziewczyna w ferworze gniewu nie była najwyraźniej świadoma, że w dalszym ciągu stanowił dla niej śmiertelne zagrożenie. Jako że znalazła się w takiej pozycji, z łatwością mógł skręcić jej kark. Wystarczył tylko prosty ruch ręką. Aż się dziwił, że nie zważała na to. Może rzeczywiście była głupia? Albo po prostu nie pochodziła stąd i nie widziała, jak załatwia się sprawy w tym mieście.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, Moja Pani – szepnął sarkastycznie wprost do jej ucha, a następnie perfidnie przesunął językiem po całej długości płatka. Kompletnie nie przejął się jej groźbami...
-  Wydaje mi się jednak, że jesteśmy kwita za to wcześniej i... masz rację. Powinniśmy się udać w jakieś ustronne miejsce, odkąd jesteś taka mokra – na jego twarzy wykwitł arogancki uśmieszek, lecz ostatecznie oswobodził dziewczynę. Ba, asekurował ją nawet, gdy pośpiesznie zbierała się z jego kolan – trzymając zmiennokształtną w tali. Na sam koniec jeszcze klepnął ją w tyłek i wywinął się zręcznie, nim zdążyła mu oddać za tą bezczelność. Pomimo słusznej wagi, człowiek zdawał się być w miarę zwinny.
I znowu zostawił ją z tymi samymi słowami „poczekaj tutaj” i zniknął, zanim zdążyła posłać go do czeluści piekieł. Chwilę potem pojawił się przy niej sekretnym pakunkiem sporych rozmiarów, owiniętych w brązowo-szary papier. Upaprany, przepocony i mokry, ale z zaczepnym uśmieszkiem na twarzy, wyglądał niczym szaleniec, który znalazł sobie nową zabaweczkę. Może tak właśnie było?
- To co? Idziemy? - zapytał, zakładając płaszcz. Nie czekając na odpowiedź, złapał ją chwilę potem za przedramię i przyciągnął do siebie.
- Ach, witamy w Byakko. Pozwól, że będę twoim przewodnikiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Wto Lip 14, 2015 5:39 pm

Polizana w ucho dziewczyna szarpnęła się lekko, chcąc odsunąć się od swojego "przyjaciela". Przy okazji pochyliła mocno głowę, by zasłonić twarz włosami, a szczególnie lekkie rumieńce, które wykwitły na jej policzkach. Ten cwaniaczek pozwalał sobie na zdecydowanie zbyt wiele! Gdy tylko wreszcie łaskawie ją wypuścił, zerwała się, aby wstać i przerwać scenkę rodzajową po tytułem "blondyneczka w zbyt kusej spódniczce siedzi okrakiem na kolanach podejrzanie zadowolonego z siebie młodzieńca". I tak widziała już dość porozumiewawczych uśmieszków wymienianych między gośćmi karczmy, za każdym razem gdy ktoś spojrzał w ich stronę. Była tak zajęta zbieraniem do kupy potrzaskanej godności, że nawet nie skomentowała łap trzymających ją w talii. Na klepnięcie zareagowała, tak dla odmiany. Odwróciła się gwałtownie z zamiarem uderzenia otwartą dłonią w podstępny pysk, ale paskudnik zdołał uniknąć ciosu. Niechby go diabli wszyscy naraz!
Zostawiona sama sobie Szafir oparła się o blat stołu. Nie dlatego, że się nudziła. Gwałtowne poderwanie się na nogi sprawiło, że dopiero teraz zaszumiało jej w głowie od wypitego alkoholu. Wcześniej adrenalina nie pozwalała jej odczuć w pełni skutków przymuszenia jej do wypicia piwa. Biedna kotka była na tyle drobną dziewuszką, aby taka porcyjka solidnie uderzyła jej do głowy. Gdy tak stała sobie, oparta bezpiecznie, głównymi elementami świadczącymi o upojeniu były wypieki, które wystąpiły na policzki oraz nieco zamglony wzrok. Był to też jedyny powód, dla którego pozwoliła się przyciągnąć bliżej swojego towarzysza.
Zaraz po otrzymaniu jakże oficjalnego powitania wyszarpnęła ramię z uścisku mężczyzny i cofnęła się o krok, zataczając się lekko. Potrząsnęła gwałtownie głową, a jej zapity umysł doszedł po zaskakująco krótkiej chwili do wniosku, że jednak bezpieczniej byłoby mieć jakieś oparcie. Chwyciła więc mężczyznę pod ramię, ale posłała mu przy tym nieprzychylne spojrzenie.
- Nie pozwalaj sobie leno! Jo? Ja nie jestem byle karaba, leno wiedźmia. I Cię łacno mogę przekląć! No. To pójdziem! - Podpita dziewczyna zaczynała wyraźnie zaciągać gwarą. Na dodatek nie tylko zastępowała niezbyt sensownie różne wyrazy znanymi sobie odpowiednikami, ale nawet inaczej intonowała całe zdania. Alkohol nie wpłynął zbyt korzystnie na jej prawdomówność, ale tego mężczyzna wiedzieć nie musiał.
- Było mnie zmuszać do picia? Twoja wina, kacapie jeden. - Szafir wymamrotała, naciągając kaptur na głowę. Sama nie wiedziała, co chciała w ten sposób osiągnąć, ale było to zachowanie absolutnie niezbędne w jej mniemaniu. Już na zewnątrz blondyneczka odetchnęła głęboko, zadowolona, że chwilowo nie czuła wszechobecnego w tawernie alkoholu. Dopiero, gdy podniosła wzrok na człowieka, zdała sobie sprawę, jak mała była przy nim. Jej zamroczony umysł nie wyciągnął jednak z tego żadnych głębszych wniosków, jak choćby to, że powinna być chyba nieco milsza wobec swojego przewodnika.
- No to kaj my idą, czemu tak daleko i po kiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sro Lip 15, 2015 9:26 pm

Rook, jakże sprytnie złapany pod ramię, nie ośmielił się choćby napocząć ciętego komentarza, choć w odpowiedzi na... niepewny stan dziewczęcia, złośliwie wywinął oczyma. To jednak był najprawdopodobniej jego komentarz na wszystko, jako że wstawione dziewczę zobaczyło to któryś raz z kolei, mimo że znali się ledwie parę minut. Jakby jednak nie było, miał srogi ubaw i wyraźnie odbijało się to tak na jego twarzy, jak i w samym spojrzeniu. A choć zachowanie kotki bawiło go niezmiernie, podziwiał ją za to, jak sprytnie wyrobiła go zwykłym chwytem pod ramię. Jeszcze w chwili, gdy ciągnął ją w swoją stronę, wierzył że będzie w stanie poprowadzić kobietę ku wyjściu, trzymając swoją łapę na jej zgrabnym pośladku... No, albo chociaż w talii! Ale nie, dziewczyna cwanie, choć zapewne kompletnie nieświadomie, zrobiła mu wielką przykrość. Aż nawet głośno prychnął i prawie że tupnął nóżką, taki był bowiem niepocieszony. Bliskość zmiennokształtnej, ciepło, które powoli przenikało z niej poprzez płaszcz, sprawiały mu dziwną przyjemność, dlatego też nie kombinował zbytnio.
- Pódziem, pódziem, spokojnie... Pachniesz sosem, wiesz? To nawet słodkie. Może w ramach rekompensaty powinienem cię teraz wylizać do czysta, co? Koty przecież tak właśnie robią, nie? - zaproponował nieoczekiwanie pół żartem, pół serio, gdy w końcu jakoś udało im się opuścić ów jakże zacny przybytek, co wcale nie było takie znowu łatwe. Okazało się bowiem, że łotrzyk kilkukrotnie zmuszony był zatrzymać, by wymienić z mało sympatycznie wyglądającymi typami, których najwidoczniej zbyt dobrze znał. Raz czy dwa zdarzyło mu się nawet pochwalić, jaką to dziką panienkę udało mu się właśnie wyhaczyć, choć zdecydowanie częściej wymieniał z ludźmi porozumiewawcze skinienia i brodą wskazywał na swą zwierzęcą brankę. Ogólnie atmosfera była dość zabawna.
Zanim jednak odpowiedziała mu na tą ostatnią złośliwość, chłopak bez skrupułów pociągnął ją i wrednie przyspieszył kroku. O wiele krótsze nóżki, mimo że na wygląd bardzo śliczne, nie nadążały za tempem narzuconym przez złodzieja, przez co blondyneczka raz po raz potykała się na nierównym bruku i musiała salwować ramieniem mężczyzny. Wypity w pośpiechu trunek też jej zbytnio nie ułatwiał życia.
- Oj nie marudź, jak małe dziecko. Zaraz dojdziemy... Jeszcze chwilę, wytrzymaj... Wiem że musisz bardzo siusiu, ale jak zrobisz to tutaj i przy tych wszystkich ludziach, to cię najpewniej straż zwinie i już nie wypuści... Bądź dużą dziewczynką! - i rzeczywiście, ulica pomimo później pory, zdawała się być wręcz przeludniona. Gdy jednak skręcili na najbliższym skrzyżowaniu, jej prostopadła sąsiadka wcale nie okazała się łaskawsza. Zupełnie, jak Gawron wybierał ruchliwe drogi specjalnie... złośliwie. Mimo to udało im się w miarę sprawie opuścić okolicę tawerny... Ale co z tego?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Sty 10, 2016 4:02 pm

Noc nie była łaskawa dla niego. Walkę stoczoną na arenie wygrał ledwie. Widmo do walki rzuciło mu barbarzyńcę Kreja, z którym miał do czynienia naprawdę. Gdy w realnym świecie z nim walczył, od odniesionych ran prawie zginął. W koszmarze było podobnie. Pokonał go resztkami sił i gdyby młot przeciwnika w ostatnich sekundach trafił, to widmo miałoby dziś kontrolę.

Wykończony snem Victim spędził cały dzień w lesie, w cieniu drzew, z dala od wszystkich. Gdy słońce zaczęło zachodzić postanowił, że chce skończyć ten dzień w ulubiony sposób. Na grze w bilarda. Wrócił, więc do miasta najrzadziej uczęszczanymi przez ludzi drogami i wszedł do tawerny. Od samego wejścia odczuł chłodny wzrok wszystkich w budynku. Nie przerywając rozmów od czasu do czasu patrzą na niego jakby zaraz miał coś zrobić. Rozglądając się chwilę Victim zauważył, że jego ulubiony stół do gry jest wolny. Podszedł prosto do niego. Nie widząc miejsca, gdzie może odwiesić płaszcz, zdjął go i zawinął, tworząc sporo cienia wewnątrz. Za pomocą swojej mocy stworzył sobie stojący wieszak na ubrania. Odwiesił na nim płaszcz, z którego wyciągnął dwie części swojego kija. Jednym szybkim ruchem złączył je i był gotowy do gry.

Podczas rozgrywki. W jego umyśle Widmo zaczęło rozmowę:
- Nawet nie wyobrażasz sobie jakiego miałeś dzisiaj farta! Gdyby dokończył cios zostałaby z ciebie mokra plama... Miło było popatrzeć na twoją przerażoną twarz od samego początku. Ojej... nie spodobał się chłoptasiowi tamten pan? - wszystko mówi śmiejąc się co chwila.

Victim przy stole wydaje się spokojny i każde uderzenie kija jest precyzyjne. Bile ląduję bez żadnej pomyłki tam, gdzie chce.

- Fart...? Ja bym to nazwał umiejętnościami. Nie łatwo włócznią pokonać kogoś w ciężkiej zbroi. Poza tym to nie był strach tylko zdziwienie. Myślałem, że ta trauma już nie wróci   - odparł lekko zmieszany.

Trzy bile już w łuzach. Większe przerwy robi między kolejnymi uderzeniami.

- Nie kłam! To był strach... Strach najczystszej postaci. Bałeś się, jak dziecko. Co chwilę na twojej twarzy malował się ten cudny zarys grozy. Uroczo, wtedy wyglądasz wiesz...?

- Zamilcz już lepiej...

Uderzył mocniej niż powinien, ale bila i tak wpadła.

-Widmo zaczęło się śmiać i kontynuuje: Popatrz, popatrz... Ktoś tu zaczyna się złościć! Daj mi kontrolę a twoją złość dobrze wykorzystam... Dawno nie dałeś mi kontroli na twoim ciałem. Mam pomysł jak to zmienić... -zaśmiał się złowieszczo. Hmm... Chyba nie miałbyś nic przeciwko żebyś tej nocy walczył z kimś, z tych najemników, z którymi byłeś...?

Po raz pierwszy Victim chybił uderzając kijem. Bila chaotycznie poodbijała się od band.

- Ani się waż! - uderzył pięścią w stół i krzyknął tym razem naprawdę, zwracając na siebie uwagę.

Usłyszał cichy głos z sali "Uwaga... Znowu się zaczyna." Po chwili przysiadł na krześle obok ze spuszczoną głową.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rosallie


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sro Sty 27, 2016 6:10 pm

//Można? :) miała tu wpaść wcześniej jeszcze jedna osoba, ale ponoć ma problemy z netem, idk.//

Nie czuła się aż tak spokojnie, jak za zwyczaj. Właściwie nie wiedziała co się dzieje, ale wyjaśniała sobie ten fakt najściem zimy. Nagłym, przedłużonym. Wokół kotłowała się tylko śmierć, lub stan agonalny tego, co czekało na fałszywe zmartwychwstanie gdy pierwszy obudzony ptak zaśpiewa.
To było dziwne uczucie. Naprawdę dziwne, które ściskało ją jeszcze bardziej, gdy próbowała w samotności to przeczekać. Niepoprawna melancholia. Przepływając przez jej żyły stawała się coraz bardziej irytująca.
Stanęła kilka kroków przed wejściem do tawerny, opierając się o ścianę. Wiedziała, że to zły pomysł, ale miała wrażenie że wszystko stawało się jasne. Cóż, niestety jasne w taki sposób, że nie dało się tego odczytać.
Weszła przez drzwi z impetem zatrzaskując je za sobą. Nawet nie uniosła przez to ramion, choć nie była zadowolona faktem, że kilkka par oczu powiodło za nią wzrokiem. Nie obdarzyła ich jednak równie chłodnym, przenikliwym spojrzeniem. Nie tym razem. Teraz wystarczyło jej kompletnie olać ich głupie i tak bardzo typowe zachowania pokazując swoją ignorancję nad istotami szarych ludzi.
Usiadła przy barze, wciąż zakrywając głowę pod najwyraźniej dobrze sprawującym swoją funkcję kapturem. Nie oglądała się na innych gości. Zależało jej głównie na tym by wpaść i wypaść. Tak, tak sobie wmawiaj.
Ludzie strasznie hałasowali. A ona dla kontrastu postanowiła nie okazywać szczególnego odezwu w ich stronę. Gdy pan za ladą zapytał, co ma być, ta nie spiesząc się do wyrywania słów z gardzieli wskazała mu jedynie ręką w niewiadomą stronę, jakby samym gestem chciała mu nadać wiadomość, żeby podał jakikolwiek alkohol. Ten musiał mieć już chyba doświadczenia z dalekiego od morale gośćmi, gdyż to byłby niezwykle szczęśliwy traf, gdyby tak po prostu będąc zielonym zrozumiał polecenie.
Przed jej oczami stanęła tradycyjna wiśniowa nalewka, nalewana do kieliszka. Cóż. Na początek, może być.
Lewostronny uśmiech na obliczu Rose był najwyraźniej dobrym powodem do zadowolenia człeczyny w fartuchu. Nawet bardzo, bo zadowolony że dobrze odgadł sam zrobił to samo, i otrzymując należność rzucił się do dalszej pracy przy klientach.
Ta za to znów wracając do swojej pierwotnej mimiki, nie szczędziła zbytnio kieliszkowi który nie wydawał się być zawiedziony że trafiły w niego na tyle niewielkie procenty, gdyż aromat wraz z słodkim posmakiem trafiający do ust Rose równoważył wszystko.
Już czuła jak coraz bardziej ma gdzieś całą resztę świata przy dobrym zamaskowaniu własnej obecności, gdy jednak coś musiało wybić jej zainteresowanie gdzie indziej.
- Ani się waż! -
Krzyknął ktoś z tyłu, wymuszając chwilową ciszę i tutejsze towarzystwo wraz z nią samą do obrócenia wzroku w tamtą stronę. Powoli obróciła się by mieć większy pogląd na sytuację, choć nie oczekiwała cudów. Można było dojrzeć, że jej oczy mimo złowieszczo morderczego blasku, miały inny wyraz niż mroczne spojrzenia ludzi wokół niej. Mogła w ten sposób mówić "właśnie mi przerwałeś" ale tu chodziło o coś innego. Ona dosłownie i w przenośni była inna. Nie podejmowała się jednak jak na razie żadnych działań, choć w jej spojrzeniu pojawił się mimowolnie lekki żal. Choć sama nie wiedziała dobrze o co chodzi, to już czuła, jak ci ludzie teraz wszystko oceniają mimo że ani trochę nie rozumieją całokształtu sytuacji. Jak to się mówi, oceniają koniec liny, nie wiedząc jaki jest jej początek. Głupi ludzie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nemesis


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Czw Sty 28, 2016 1:38 pm

Weszła do jakiejś głośnej i zatłoczonej tawerny. Było w nim duża ilość ludzi i spory gwar. Weszła do środka próbując nie zwracać na siebie uwagi po czym usiadła sobie gdzieś z boku. Czuła jak nogi ją bolą od spaceru po mieście. Nie była przyzwyczajona do tego by chodzić tak wiele po lądzie więc co jakiś czas musiała robić sobie krótkie przerwy. Kiedy weszła usłyszała jakiś krzyk i uderzenie pięścią w stół przez jakiegoś mężczyznę. Skierowała tam swój zaciekawiony wzrok nie wiedząc co się tam dzieje, a chciała by to wiedzieć.
Siedziała i machała lekko swoimi nogami spoglądając w podłogę. Siedziała tak dobre z pół godzinki może dłużej, sama nie wiedziała, nie liczyła czasu. Wstała po jakimś czasie i wyszła z tawerny, chyba czas wracać do domu, do wody.

z/t



Ostatnio zmieniony przez Nemesis dnia Nie Lut 14, 2016 7:51 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sob Sty 30, 2016 5:57 pm

Dawno nikt go tak nie wyprowadził z równowagi. Uświadomił sobie, że jeśli słowa widma się spełnią to dzisiaj przegra... Jego ciężki stan pogłębia jeszcze chłodny wzrok całej sali, który nieumyślnie na siebie ściągnął. Każdy go ocenia za to co widzi a nie za to co o nim wie. Nienawidzi tego uczucia.
-A więc ustalone... Jestem pewny, że jutro twe ciało będzie należeć do mnie. Przygotuj się na grubą zabawę - mówi poważnym głosem.
-Victim milczy

Ludzie dookoła coraz dziwniej na niego patrzą. Nagły atak agresji z jego strony, po czym nic... Siedzi nieruchomo jakby był posągiem. Paraliżuje go ten nienawistny wzrok. "Mogłem tutaj nie przychodzić." - pomyślał Victim.
"Dziwadło... Powinienem przyzwyczaić się do tego miana." Długo się zbierał żeby wstać. Nałożył swój płaszcz i odesłał wcześniej stworzony wieszak. Rozłączył kij i schował go w płaszczu. Ludzie już mniej zwracają na niego uwagi, ale niektórzy dalej gorliwie się na niego gapią. Podszedł i usiadł przy barze. "Wino poproszę" - powiedział spokojnym głosem. W jego głosie było coś dziwnego. Różnił się barwą od tamtego krzyku. Pięknie brzmiące słowa tym razem wydobyły się z jego ust. Barman popatrzył się na niego chwilę i lekko zmieszany sięgnął po butelkę. Otworzył ją i otwartą położył w raz z kieliszkiem przed nim. Barman wciąż patrzył się na jego pas na oczach, zastanawiając się ciągle jak on widzi i czy da sobie radę samemu to nalać. "Dziękuję" Znów powiedział tym samym głosem. Nalał sobie kieliszek wina i sączył powoli. "Skoro jutro nie wiem czy będę sobą to przynajmniej niech ten wieczór będzie mi miły..." -pomyślał Victim.
-Ty może nie wiesz, ale ja tak.

Kilku mężczyzn przy jednym ze stołów patrzy się dalej na niego, jakby chcieli go pobić za byle co...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sro Lut 24, 2016 7:19 pm

Mężczyźni, którzy tak wrogo na niego patrzyli, zaczęli coś szeptać między sobą. Po chwili jeden z nich rzucił w Victima pustą butelką. Ten nie zauważył tego, bo był odwrócony plecami do reszty sali. Butelka rozbiła mu się na głowie. Szkło poraniło mu skórę a wolno spadające krople spływały mu po karku. Reszta szkła z impetem poleciała za ladę baru. Barman zbladł. Nie chciał żadnej awantury w tawernie a to, co się właśnie stało tylko ją zapowiada.
-Chyba nie pozwolisz żeby uszło to komuś płazem?
-Jeszcze nie wybił dla kogoś dzwon... Matka natura nie obdarzyła go instynktem samozachowawczym, ale może jeszcze się nauczy.
-Durniu... Od tak nie chcesz nic zrobić?
-Tak właśnie, tak...
-Nic Ci nie jest? - spytał barman.
-Wszystko w porządku... - odpowiedział Victim.
Najwidoczniej brak jakiejkolwiek reakcji zdenerwował owych facetów. Cała trójka wstała od swojego stolika. Zmierzając do miejsca przy, którym siedzi Victim, podciągają rękawy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Okami


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Sro Lut 24, 2016 8:13 pm

Jeszcze przed Tawerną wzięła kilka głębszych oddechów, nienawidziła wchodzić do tak tłocznych miejsc zwłaszcza w godzinach największego szczytu- godzinach późno wieczornych. Dodatkowo niepewność spowodowana przyćmionym postrzeganiem świata dookoła... Tak po prawdzie? Widziała tylko nieco bardziej odznaczające się kontury w kolorze bieli, przechodzące im dalej sięgając wzrokiem w czerwień.

Patrząc na dalsze przedmioty Okami nie widziała prawie nic, burgund wszelakich konturów zlewał się z nieprzeniknionym mrokiem przed oczyma, a ona sama musiała się zdawać się wyłącznie na słuch i dotyk.

Potrzebowała w końcu pozbyć się przedziwnej zaćmy. To nie była rzecz, którą jakikolwiek łowca czy drapieżnik mógłby przyjąć bez wzruszenia. Z resztą... Wzrok był jej jedyną obroną, gdy pośród ludzi spacerowała... Spacerowała jako Okami.

-Fushimi... Mam nadzieję, że nie skończył jeszcze zmiany...-myślała gorączkowo, wahając się u wejścia przez chwilę zanim jej bose stopy przekroczyły próg Tawerny. Gdy już weszła usłyszała trzask tłuczonego szkła, który zmroził jej krew w żyłach i chwilowo uniemożliwił poszukiwania Karczmarza. Rozejrzała się rzutem jogurtowo barwionych tęczówek po barze. Zapach krwi. Znów się skrzywiła, zaciskając mimowolnie pięści. Dochodził znad baru, czyżby Karczmarzowi coś się stało?

-Nic Ci nie jest? - usłyszała głos barmana, którym jednak nie był Fushimi. Skupiła wzrok na barze, by dostrzec chociaż cień owej postaci. Wstrzymała oddech, bo możliwe, że kaleczony butelką został właśnie Właściciel Tawerny, a teraz z dozą egoizmu w nastawieniu takowe wypadki były jej całkiem nie w interesie. Potrzebowała informacji od Niego. Musiała się z nim spotkać.

-Wszystko w porządku... - odpowiedział przychrypnięty, jakby całkiem wyprany z jakichkolwiek emocji męski głos. Nie był to na szczęście dla jej interesów głos Karczmarza, jednak... Nieco zaintrygował młodą Okami. Zapach Jego krwi był dość dziwny. Z cała pewnością owy tajemniczy Jegomość nie był człowiekiem. Nie tak do końca... Z zamyślenia wyrwały ją kroki pozostałych mężczyzn, nie potrafiła rozróżnić ilu ich było, którzy z dość ciężkim chodem zmierzali w stronę baru. Nie zapowiadało to nic dobrego. Wyczuła jeszcze jedną znajomą woń. Był tu ktoś kogo znała, ale na myśl o owym zapachu nie otrzymywała w swym umyśle radosnych wizji. Wiązał się on z czymś bolesnym, jednak póki nie widziała nic poza czernią pozostawały spekulacje. Nie ma na nie czasu, uwagi zwracać na siebie również nie powinna.

Przeszła szybkim krokiem niemalże na palcach w stronę drzwi w tylnej części Karczmy otoczonej już tylko pojedynczymi błyskami świec. Wyszła na zaplecze.

-Fushimi-kun. -poczuła Jego zapach na zapleczu, był obecny, można było mówić. A mówić trzeba było szybko i na temat.

-Fushimi-kun, mówiłeś mi kiedyś o pewnym miejscu...

-Witaj Okami.-szeroki uśmiech rozjaśnił oblicze Fioletowowłosego.- Jakże dawno Cię tutaj nie widziałem. Czego potrzebujesz mała?

Najprawdopodobniej mężczyzna zakładał kurtkę. Gdy Okami uniosła nań wzrok i mógł dostrzec wszystko bez wyjaśnień, szelest odzieży za czym idzie ruch postaci ustał. Zdziwił się? Przestraszył?

-Klątwa..?-szeptem wypowiedziane słowo odbiło się niewiarygodnie wyraźnie po pustych pomieszczeniach zaplecza.


Pod wpływem działa mocy Elementu.
☯️
Aktualny wiek: 12 lat
☯️
Zdolności: Wszystkie, prócz pierwszej umiejętności "Utrata kontroli". Osłabienie pozostałych zdolności, włączając trudności przy transmutacji ciała, umiejętności posługiwania się, wskrzeszania z dłoni płomieni.
☯️
Wpływy: Brak wpływów Demonów.
☯️
Zaspokajanie głodu: sporadyczne w nikłych ilościach krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Okami


avatar


PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   Nie Lut 28, 2016 2:50 pm

-Zabłądziłam. Jeden z słabszych dni. -zamknęła niewidzące oczy, odwracając głowę. Fioletowowłosy podszedł do Okami z lewej strony, wykorzystując fakt, że jako jeden z nielicznych faktycznie tak blisko mógł kiedyś z nią być. Śmieszna rzecz... To całe zaufanie. Bywa tak zgubne, prawda?

-Więc mówisz, że to ten czas? Wszystko się musi zakończyć Okami. Pamiętasz, prawda? Nie wspominaj, to zgubi Cię po raz kolejny, a wtedy... Wątpię bym nawet ja mógł coś zaradzić.

-Ja tylko potrzebuję czasu..!
-zacisnęła pięść zupełnie jak małe dziecko, gdy targają nim zbyt wielkie emocje. Całkiem bezradna.

-Ughh, ty młoda, naiwna...-skarcił ją niemalże braterskim wzrokiem jak miewał w zwyczaju, czego jednak Okami domyśliła się dopiero po głosie wypowiedzianych przez Niego słów.

Zbliżył się na tyle, by nikt nie mógł posłyszeć Jego szeptu. Wypowiedziawszy kilka słów wprost do ucha Wadery, sprawił, że ta gwałtownie otworzyła oczy, patrząc w kąt pomieszczenia przejętym, a nawet rozczulonym wzrokiem.

-Arigatou...-szepnęła na odchodnym i nawet nie żegnając spojrzeniem przyjaciela, wyszła z zaplecza, przechodząc do zaludnionej sali. Wydawała się strasznie zamyślona, ale nie na tyle by nie dosłyszeć przekleństw ze strony kilku łajdaków o zbyt ciężkim i chrypowatym głosie. Do kogo były skierowane? Czy nadal nieszczęśnikiem był posiadacz owego smutnego głosu? Jeszcze zanim ktoś mógł dojrzeć sylwetkę kobiety, przybrała ciało białego Wilka. Stanęła w drzwiach teraz już pewnym wzrokiem spoglądając na sytuację. Nie wykonywała niepotrzebnych ruchów. Musiała się skupić, by dostrzec jakiekolwiek kontury, a i słuch w tej postaci wyostrzył się razy kilka. Przemiana nie uszła uwadze kilku biesiadnikom, jednak i Ci zamiast gwałtownie reagować, z szeroko rozdziawionymi paszczami patrzyli to na tajemniczego Niewzruszonego, to na tłum, zatrzymywali z niedowierzaniem wzrok na pięknej kobiecie o niespotykanie bladej skórze, którą to całe zajście nie wzruszało choćby w najmniejszej części tak jak pozostałych. Niektórzy spoglądali z osłupieniem na Wilka.

Wadera oblizała nerwowo pysk, delikatnie unosząc górną wargę. Jednak na szczęście w zaciemnionej ramie drzwi była widoczna tylko dla niektórych gości lokalu.


Pod wpływem działa mocy Elementu.
☯️
Aktualny wiek: 12 lat
☯️
Zdolności: Wszystkie, prócz pierwszej umiejętności "Utrata kontroli". Osłabienie pozostałych zdolności, włączając trudności przy transmutacji ciała, umiejętności posługiwania się, wskrzeszania z dłoni płomieni.
☯️
Wpływy: Brak wpływów Demonów.
☯️
Zaspokajanie głodu: sporadyczne w nikłych ilościach krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Tawerna Falcon Eye   

Powrót do góry Go down
 

Tawerna Falcon Eye

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Byakko :: Ruiny Starego Miasta :: Tawerna-