IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  


Share | 
 

 Black Shine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 08, 2015 7:31 pm

- Przestań się tak na mnie boczyć, skarbie. Minę masz, jak chmura gradowa, a przecież to dzięki mnie wyszliśmy z tej kabały bez szwanku... No, prawie bez szwanku...Too.... Jak tam moja ulubiona dupcia? - – Gawrona ani na chwilę nie opuszczały wesołe nuty, choć z biegiem upływających nieubłaganie sekund, przyglądał się swemu kociakowi z coraz większą uwagą. W pewnym momencie nawet przestał się głupkowato uśmiechać, jednak tylko po to by pochylić się nad dziewczęciem i złożyć skąpy pocałunek na jej czułku. W tym celu poradził sobie nawet z zawadzającym w owej chwili kapturem, choć nie ściągnął go z głowy Szafir na dłużej, niż to konieczne.
- Dobrze, już dobrze! Niech będzie... - żachnął się widząc, że jego zachowanie nie tylko nie przynosi spodziewanego rezultatu, ale na dodatek wzmacnia mordercze intencje z pozoru niewinnie wyglądającej kobiety, która w momencie tym zaczęła patrzeć na niego, jak na jakiegoś karalucha.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - dodał też po chwili, cofając się na większą odległość, a następnie sięgając po teatralny ukłon i trzeba mu przy tym oddać, że pięknie skrzyżował nóżki i pokłonił się, wysuwając przy tym dłoń w stronę zielarki. W ten, sarkastyczny bądź co bądź. sposób chciał udobruchać zielarkę, która nadal znajdowała się w posiadaniu jego noża i najwyraźniej w najbliższej przyszłości nie miała ani zamiaru ani ochoty go oddawać. Ale dlatego też właśnie nie czekał na jej reakcje, lecz bez zwłoki odwrócił się i zniknął za krzywizną ceglanej ściany, pozwalając blondyneczce rozglądnąć się w spokoju po pomieszczeniu.
Miejsce, do którego mężczyzna ją uprowadził, był doprawdy nietypowe. Bo choć znajdowali się w piwnicy i nie było co do tego najmniejszych wątpliwości, dźwięki jakie docierały do przemienionej jasno wskazywały, że jest to przybytek uciech cielesnych w pełnym tego słowa znaczeniu. Pomimo wczesnej pory, do jej wyczulonych uszu docierały pijackie awantury, charakteryzująca się fałszem, prosta i skoczna melodia, a także dźwięki osób potrzebujących chyba nieco więcej prywatności, niż dawało im to miejsce. Ona sama siedziała w dość dyskretnej alkowie, zamkniętej z dwóch stron ceglaną ścianą, oraz trzecią utworzoną z drewnianego parawanu. Od góry co prawda przytłaczał ją sufit o kształcie kopuły, ale za to niewielki, czteroosobowy stolik starał się zachować pozory przytulnego miejsca, gdzie dla odmiany od hucznej zabawy można spokojnie porozmawiać... Kolejny jęk podpowiedział dziewczynie, że nie tylko...
Rook wrócił do niej po dobrym kwadransie, gdy polimorfka zaczęła już podejrzewać że podlec ten raczył ją tu zostawić na pastwę losu (oraz szemranego towarzystwa), w zamian za to stawiając przed nią drewnianą misę z wciąż parującym pieczystym, a także pękatą butlę z zdaje się ciemnym rumem. Chwilę potem o blat zastukały dwa gliniane kubki, które człek z nabytą latami doświadczeń wprawą napełnił aż po brzegi. Nie minęła sekunda, jak łotrzyk rozsiadł się nonszalancko naprzeciwko swej panny i zaczął wpatrywać się w nią maślanym wzrokiem.
- To co? Za udany wypad do sauny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 08, 2015 8:19 pm

Gdy Szafir została na chwilę sama, z początku wbijała wzrok w stolik, ale po kilku minutach odważyła się rozejrzeć. Z ulgą odkryła, że nie siedzieli na środku jakiejś zatłoczonej sali, a w loży, oddzielonej częściowo od reszty przybytku. Nastawiała uszu, chcąc dowiedzieć się, w jakiego typu miejscu byli. Niezbyt dyskretne jęki, przebijające się co jakiś czas przez niezbyt wybitną muzykę szybko zwróciły jej uwagę. Ale potrzebowała chwili, aby skojarzyć wszelkie konsekwencje związane z ich obecnością.
- O ty kurwi synu... - Szepnęła do siebie po kolejnym razie, gdy dobiegł jej wyraźnie kobiecy głos. Nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo, ale zdawała sobie sprawę, że miała na sobie dość skąpe ubranie. Szczególnie od momentu, gdy straciła bluzkę i musiała polegać tylko na zbyt krótkiej kamizeleczce. Ich wejście musiało wyglądać tak, jakby Gawron sprowadził sobie pannę to towarzystwa i zaniósł ją prosto do kącika zapewniającego minimum prywatności w celach wiadomych. Mogła tylko wyobrażać sobie, jak szeroki uśmiech musiał mieć, wchodząc. Aż zazgrzytała zębami z wściekłości.
Podczas oczekiwania na powrót mężczyzny, kotka nabierała coraz większej ochoty do przyozdobienia mu twarzy pazurami wszystkich czterech łap. Zaczynała też powoli martwić się, że cholernik zostawił ją na pastwę losu. Jedną dłoń położyła na nożu złodzieja zatkniętym za jej pasek. Właściwie mówił, że wróci chociaż po broń, więc powinien jeszcze przyjść. Przez chwilę dziewczynę strasznie korciło, żeby spróbować pozbyć się prowizorycznej obroży. Wyjęła nawet nóż zza paska i wsunęła pod rzemyki. Usiłowała przeciąć je na tyle ostrożnie, aby się przy tym nie pokaleczyć. Na szczęście miała iście koci refleks i zdążyła schować klingę, gdy tylko usłyszała zbliżające się kroki. Jakoś wolała, aby łotrzyk nie był świadkiem tych działań. Dała radę tylko lekko naciąć rzemienie, a przy pospiesznym pozbywaniu się dowodów lekko skaleczyła się w szyję. Mimo to miała nadzieję, że jej "pan" nic nie zauważy. Podejrzewała, że za nieudaną próbę dostałoby jej się bardziej, niż za udaną.
Nie zaszczyciła toastu niczym więcej, niż wymamrotaniem pod nosem, co myślała o Gawronie. Ale kubek chwyciła. Następnie, nie przerywając kontaktu wzrokowego z mężczyzną, uniosła go do ust i wypiła solidny haust. Zaraz potem skrzywiła się wyraźnie, a jej brwi powędrowały wysoko w geście zdziwienia. W rodzinnej wsi zwykle pijała rozwodnione piwo, czasem dostawała od Czarownicy trochę młodego wina. Bimbru próbowała w niewielkich ilościach od święta. O rumie nawet nie słyszała, ale starała się udawać, że postąpiła dokładnie według planu. Więc zamiast zwyzywać złodzieja za to, co przyniósł, wyjęła jego nóż zza paska, postanowiwszy bezczelnie zabrać się do jedzenia. Chwilowo uznała, że nie zamierzała się do niego odzywać, a nawet traktować go jak powietrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 08, 2015 8:52 pm

Nie doczekawszy się odpowiedzi na toast, Gawron jedno wzruszył ze spokojem ramionami, by zaraz potem zachichotać złośliwie na jej rekcję na rum. Ugryzł się jednak srogo w język, zanim zdążył to jakoś wrednie skomentować, bowiem chwilowo jakoś nie miał ochoty jeszcze bardziej wyprowadzać dziewczęcia z równowagi. Nie, żeby się jej obawiał, bo na to był za cwany, ale tym razem bardziej zależało mu na udobruchaniu Szafir, zamiast skazywać się na kolejną drakę. Po za tym... wolałby nie wywołać w tym miejscu żadnej afery, bowiem przybytek ten nie cieszył się dobrą sławą i prawdopodobnie miał solidnych protektorów. Narażanie się im było... cóż, głupie. Tak więc wyszło na to, że przyprowadzając tu swą brankę, tak naprawdę skazywał się na bycie o wiele bardziej uległym, niż dotychczas. Zwłaszcza, że Kocica wyraźnie nie zamierzała się ograniczać w ilości spożytego trunku.
Acz po zobaczeniu własnego noża, aż rąbnął w stół i przygniatając ją ciężarem własnego wzroku, bezczelnie zażądał.
- To moje! Oddawaj!- co spotkało się tylko i wyłącznie z kpiarskim uśmieszkiem ze strony polimorfki. Mężczyzna jednak zdołał opanować się, nim zdążył zrobić coś naprawdę głupiego i sam  poszukał ratunku w glinianym naczyniu. Z łatwością opróżnił je do połowy, nijak nie reagując na siłę alkoholu, a następnie z hukiem odłożył je na starty od lat używania blat stołu. Bardzo nie podobało mu się to, że rzewne do tej pory dziewczę, postanowiło tak po chamsku ignorować go, ponieważ do traktowania takiego nawykły nie był. Dlatego też uniósł się – nie tylko honorem – i spojrzał na swego pupilka z góry. Następnie z butą przekroczył ławę, na której do tej pory siedział i obchodząc dookoła stół, zaczął cichutko śpiewać pod nosem.
- Liczko ma gładkie i mowę kwiecistą. Czarci ten pomiot z naturą nieczystą. Życzenia twe spełni zawsze z ochotą. Da ci brylanty, srebro i złoto... - z każdym kolejnym wersem tej ludowej pieśni Gawron zbliżał się niebezpiecznie coraz bliżej i bliżej przemienionej, w pewnym momencie stając tuż za jej plecami. Powoli położył dłonie na jej ramionach i nacisnął delikatnie, zmuszając dziewczę do wyprostowania swojej sylwetki, a więc i dumnego wypięcia swych cudnych piersi.
- Lecz kiedy przyjdzie odebrać swe długi. Skończą się śmiechy, serdeczność, przysługi...- nachylał się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu jego usta znalazły się na wysokości uszka panienki. – W pęta cię weźmie, zabierze bogactwo. Byś cierpiała katusze, aż gwiazdy zgasną... – gdy pieśń się skończyła, Gawron ze spokojem oparł swoją brodę na ramieniu zmiennokształtnej, chwilę potem wsuwając dłonie pod jej ręce i w ten sposób tuląc się do niej prawie że całym ciałem.
- Ej... Nie pij tyle... Wiesz, że nie powinnaś... – wymruczał słodko, jednocześnie łapiąc kubek kobiety i odstawiając go na bok najdalej, jak tylko zdołał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 08, 2015 9:19 pm

Kotka spięła się lekko, gdy Gawron wstał i zaczął nucić. Wszystko wskazywało na to, że wybitnie nie lubił być ignorowany i dziewczyna miała pożałować swojego zachowania. Ale absolutnie nie zamierzała go zmieniać. Udawała, że nie zauważyła niczego, całkowicie skupiona na jedzeniu. Dłonie tylko troszkę jej drżały, gdy odkrajała pierwszy kęs. Ale z chwilą, gdy spróbowała mięsa, jej oczy rozbłysły w mroku z zadowoleniem, a sama zmiennokształtna uznała, że w tej chwili jej "pan" mógł jej naskoczyć. Być może była to po części kwestia mocnego alkoholu, a może po prostu jej naturalna złośliwość dała o sobie znać.
Nie próbowała się stawiać, gdy Gawron przymusił ją do wyprostowania pleców. W końcu, gdyby to zrobiła, przyznałaby, że zauważała jego obecność. Wymusiła nawet na sobie kocie mruczenie, jakby czuła się doskonale rozluźniona i zadowolona. Na zabranie jej kubka pozornie nie zareagowała. Wychyliła się leciutko w przód i chwyciła naczynie stojące po przeciwnej stronie stołu, jakby nic się nie stało. Uniosła napój do ust i zamknęła oczy, zanim opróżniła je z pewnym trudem. Wzorem mężczyzny odstawiła pusty kubek na stół dość gwałtownie, choć nie tak efektownie. Dopiero wtedy obróciła lekko głowę, by widzieć twarz rzezimieszka. Podsunęła mu do ust ukrojony kawałek pieczeni trzymany w palcach, wciąż mrucząc cicho. Drugą dłoń, z nożem położyła na kolanach. W rzeczywistości położyła tam samą broń, by z torebki przy pasku wyjąć własne, raczej mizerne ostrze. Miała paskudny plan zaczekać, aż Gawron otworzyłby usta, by przyjąć poczęstunek i wtedy chciała wsunąć mu w zęby rękojeść własnego nożyka. Planowała nawet rzucić przy tym komentarz w stylu "twój jakoś bardziej mi leży, więc w zamian pożyczę ci mój". Mocny rum zaczynał chyba sprawiać, że głupiutka kotka przestała myśleć o konsekwencjach swoich czynów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 08, 2015 10:02 pm

Gawron uśmiechnął się wymownie w odpowiedzi na na poczęstunek, czując się w tej jednej chwili jak zwycięzca. Taak, jesteś zwycięzcą - pomyślał sobie i bez większych oporów objął oferowany mu kawałeczek mięska w taki sposób, by jego wargi objęły również jej palce wskazujący i serdeczny. Mężczyzna przez dłuższą chwilę ssał je lubieżnie, często też przesuwając po nich językiem, by następnie z rozkoszą pozwolić sobie na wsunięcie dłoni pod kamizelkę. Człek nie miał żadnych skrupułów, by wykorzystać każdą jej słabość i dlatego też z każdej możliwej okazji korzystał jak najgorliwiej, z przyjemnością pieszcząc biust swej Kotki. W pewnej chwili zechciał nawet określić całą sytuację jakoś dobitnie i w celu tym odsunął się nieznacznie, tym samym uwalniając palce dziewczęcia, a wtedy... cóż, stało się coś naprawdę dziwnego. Poinformował go o tym nieprzyjemny smak żelaza, przemieszanego dodatkowo z krwią i resztkami posiłku, a łajdak ze zdziwieniem odkrył że jego niepozorne kociątko odrobiło wcześniejszą lekcję o nożach, a zdobytą wiedzę bez zahamowań postanowiło wykorzystać przeciw... niemu. Rook doskonale wiedział, jak groźne potrafi być nawet niewielkie ostrze, jeśli tylko wsunąć je w tak wraże miejsce, jakim niewątpliwe była jama ustna, ale zadziałał instynktownie. Zacisnął zęby na malutkim nożyku i przekręcając nagle łeb, wyrwał mierną broń z ręki Szafir, spluwając nim następnie w pobliski kąt.
W tej jednej chwili zielarka była już całkowicie pewna, że jest zły i to cholernie, a siła z jaką zacisnął swe dłonie na jej ramionach tylko to potwierdzała.  Spora stróżka krwi toczyła się z prawego kącika ust złodzieja, który zdawał się tym nie przejmować, z siłą wyciągając winowajczynie na blat stołu. Patrzył na nią gniewnie i złowrogo, mimo że ona sama nie była w stanie tego zobaczyć... A przynajmniej do czasu, aż nie obrócił ją na plecy, przy okazji zwalając ze stołu pusty kubek, który rozbił się na podłodze z trzaskiem. Wtedy też splunął na podłogę po raz drugi, tym razem samą krwią.
- Ty... Czy ty nigdy niczego się nie nauczysz? - warknął, a jego dłonie wspięły się groźnie ku jej szyi, na której miały zamiar zacisnąć się w potwornym uścisku. Zanim to jednak nastąpiło, łotrzyk wykazał się błyskotliwością i zwrócił uwagę na ślady krwi w okolicach rzemieni. Ba, wpierw wystraszył się nie na żarty, że faktycznie zbyt mocno związał jej obróżkę, jednak krótka analiza wystarczyła, by kurewsko go rozzłościć.
- No nie... No po prostu kurwa no nie! - Krzyknął, cofając się nieznacznie, tak bowiem zaskoczyła go próba pozbycia się wiązania.
- Kiedy Ty... Zostawiłem cię tylko na chwilę... Jak śmiałaś!- człek wyglądał na naprawdę rozeźlonego i wyprowadzonego z równowagi, zwłaszcza w chwili, gdy przestał się cofać i zaczął ponownie nacierać na stolik, na którym biedna Szafir została rozciągnięta, jak na jakiejś kaźni. Zamiast jednak dobić ją, Rook... przekroczył ławę i przysiadł ciężko i z mocą zmusił swą adeptkę, by usiadła na jego kolanach okrakiem....
- Co masz na swoje usprawiedliwienie? -  zapytał z umęczeniem, gdy dziewczę objęło jego szyję ramionami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pon Lis 09, 2015 11:34 am

Szafir doskonale spodziewała się, że jeśli Gawron przyjmie zaoferowany kęs mięsa, nie zrezygnuje z okazji i będzie usiłował ją trochę zdeprawować. Zdążyła poznać go na tyle, by zorientować się, że korzystał z każdej możliwości, by nawiązać jakiś kontakt fizyczny. Nie była tylko pewna, czy tak lubił te sytuacje, czy po prostu był tak niereformowalnym zbereźnikiem. Dziewczyna nie przewidziała za to, że jedna z rąk złodzieja wyląduje pod jej kamizelką. A powinna, w końcu nie byłoby to nic nowego. Biedaczka nawet nie zauważyła, że trzymała nożyk niewłaściwie i to nie rękojeść znalazła się między zębami jej pana. Nie wiedziała o tym nawet w chwili, gdy została pozbawiona swojego maleńkiego ostrza.
Na szczęście miała na tyle zdrowego rozsądku, aby zrozumieć, w jak wielkich kłopotach była i chwilowo nie próbować się wyrywać. Doświadczenie mówiło, że im bardziej próbowała się szarpać, tym bardziej łotrzyk udowadniał jej, że było to bezcelowe. Jęknęła tylko cicho z bólu, czując palce zaciskające się na jej ramionach. Zaraz potem znalazła się na blacie stołu, gdzie została przewrócona na plecy. Spojrzała na swojego pana nieco mętnym wzrokiem, w głupim odruchu odsłaniając szyję, gdy mężczyzna uniósł do niej dłonie. Wszystko wskazywało, że głupota kotki miała ją kiedyś zabić. Na pytanie, czy nigdy się nie nauczy, przez chwilę miała ochotę pokręcić przecząco głową, ale na szczęście się powstrzymała. Czekała grzecznie na rozwój wypadków, aż została usadzona na kolanach swojego "pana".
- Nie chciałam cię skaleczyć. Chciałam wcisnąć ci w zęby rękojeść, nie ostrze. - Mruknęła z dziwnym spokojem po dłuższej chwili, opuszkami palców dotykając krwi spływającej z kącika ust Gawrona. Na policzkach miała sine rumieńce spowodowane alkoholem, a oczy lekko przeszklone, co sprawiło, że zaczęły odbijać światło jeszcze dziwniej, niż zwykle.
- I mówiłam ci, że te rzemienie mi się nie podobają! Nie będę nosić czegoś, co jest brzydkie. I tyle cię nie było, że zaczęłam się nudzić... - Dziewczyna przycisnęła swoje czoło do czoła złodzieja, wyraźnie podpita. Odchyliła się po chwili niebezpiecznie w tył, polegając częściowo na blacie stołu, o który się oparła, a częściowo na ramionach mężczyzny. Sięgnęła po jedyny ocalały kubek i popatrzyła na towarzysza, przechyliwszy głowę na ramię.
- Powinieneś się więcej napić. Wiesz, czemu? Bo musiałbyś być zalany w trupa albo po pewnych grzybkach, żeby wpaść na taki pomysł. Wiesz, że po tym, co powiedziałeś mi w łaźniach o byciu twoją zabaweczką, kiedykolwiek ci się oddam. Więc przestań z łaski swojej próbować mnie obmacywać. - Przez chwilę blondyneczka wyglądała, jakby rzeczywiście planowała napoić łotra rumem, ale rozmyśliła się w ostatniej chwili. - Nie możesz pić z takim skaleczeniem. A swoją drogą! Zatargałeś mnie tu, jakbym była twoją dziwką! Bardzo mi się to nie podoba! Już nie mówiąc, że lazłeś tak ze mną przez miasto!
Dziewczyna pod wpływem alkoholu wyraźnie zatraciła resztki instynktu samozachowawczego. Można było tak wnosić po tym, że dla podkreślenia swoich słów chwyciła w dwa palce prawy policzek złodziejaszka, jakby chciała go za niego wytarmosić. Zaraz potem z resztą zbladła i cofnęła rękę.
- Oj! Wybacz, zapomniałam o tej ranie. - Zielareczka bezmyślnie pociągnęła z kubka, którym wciąż radośnie gestykulowała, omal nie rozlewając trunku. Następnie pochyliła się lekko, delikatnie palcem wolnej dłoni odchylając dolną wargę Gawrona. Skrzywiła się, jakby coś bardzo jej się nie spodobało i szybkim ruchem chlasnęła językiem po twarzy mężczyzny, zlizując przeszkadzającą jej krew.
- Gówno przez tą juchę widzę. Pokaż, zobaczę, czy nie muszę cię znowu szyć. Będzie trzeba kupić więcej katgutu, jak zamierzasz się tak kaleczyć co chwilę! I ziół. I alkoholu. Do czyszczenia ran...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pon Lis 09, 2015 8:12 pm

W tym samym momencie, gdy dziewczę bezmyślnie przyłożyło czoło do jego twarzy, Rook miał cholerną ochotę przyłożyć jej z przysłowiowej „dyńki” ot tak, żeby się nieco opamiętała. Zamiast spełnienia swych mrocznych, sadystycznych pragnień, zmuszony był jednak szybko objąć swą brankę w talii, starając się zaasekurować ewentualny upadek, no i przede wszystkim powstrzymać swawolną dziewkę przed chaotycznym bujaniem się to w tył, to w przód. Przez to z kolei nie zdołał nawet zarejestrować jej kiepskiej wymówki, próbując – tak swoją drogą z dość mizernym skutkiem – zamaskować reakcję jego ciała na tak „jurne ujeżdżanie”. Zielarka - jak na złość – na jeden moment przestała być świadoma swych wdzięków i kobiecości, co doprowadzało nieszczęśnika do zimnej furii. Zresztą nie był na nią wściekły za to, że pocięła mu gębę, bo podobno teraz na ulicy było to całkiem modne i sporo dziewcząt można na to przygruchać, znaczy... Zły był dlatego, że Szafir tak szybko się spiła i kompletnie przestała nad sobą panować. Gdy zachowywała się jak rozkapryszone, rozpieszczone dziecko, miało to swój urok, lecz w tej chwili – a była to srogo nieodpowiednia chwila i jeszcze gorsze miejsce – całkowicie przesadzała, prawdopodobnie pakując ich oboje z niebagatelną kabałę.
- Mieliśmy umowę... Miałem ci zdjąć tą obrożę, gdy... - – zaczął rozczarowanym tonem, jednak Kotka szybko uciszyła go prostym rozkazem -a może jeno poleceniem? - spożycia większej ilości trunku, przy okazji solidnie pacyfikując go glinianym kubkiem. Naczynie wypełnione do połowy rumem, zaiste mocno rąbnęło łajdaka w czoło, całkowicie wybijając mu ze łba te wszystkie marne wypociny odnośnie zawierania umów, jakież to dopiero miał zamiar wygłosić, sama chyba nawet tego nie zauważając. No ale żeby nie zarejestrować tego, że wali się kogoś po głowie kubikiem, to trzeba chyba szykować na kogoś niezłą burę i to właśnie zrobiła dziewczyna chwilę potem.
Gawron, co był niezwykle intrygujące i jakże nietypowe, słuchał wszelkich jej – nawet tych najgłupszych – wyrzutów w milczeniu, nie przerywając jej ani gestem, ani słowem, ani nawet klapsem. A przecież na ten ostatni naprawdę sobie zasłużyła! Jego ręce ze spokojem obejmowały wąską talię polimorfki, jednak jedynie po to, by ułatwić jej nieco utyskiwanie na jego niecną osobowość. Kobieta bowiem zbyt zajęta była swą tyradą, żeby starać się choćby w najmniejszej mierze zachować równowagę. I niech przeklęte będą te jej mięciutkie uda! Dlaczego muszą być takie kuszące właśnie w tej chwili?!
Po za tą prostą właściwością, jaka cechowała tegoż nicponia – to jest totalną zbereźność na punkcie Szafir – on sam zdawał się być wielce poruszony jej słowami. Im dalej brnęła w ten słowotok, mężczyzna coraz bardziej i bardziej opuszczał swą głowę, jakby w ten prosty sposób chcąc ją ukryć w ramionach. A na sam koniec jeszcze posępnie opuścił wzrok i zrobił przy tym, taką minę, jakby chciał zapaść się pod ziemię. Brakowało tylko żałośnie oklapniętych uszu, wzroku cierpiętnika, ogonka niemrawo merdającego po podłodze i plasterka na nosie, żeby człek upodobnił się do biedną, pobitą przez wredne kocisko psinę.
- Ja... ja przepraszam... Naprawdę! Ja nie pomyślałem... nie wiedziałem, że dla ciebie tak to wygląda... – rzekł w końcu skamlącym głosem i jeszcze bardziej opuścił głowę.
- Nigdy nie traktowałem cię jak swoją dziwkę, ja... Lubię cię! Widziałaś przecie, że specjalnie dla ciebie starałem się unikać gapiów na ulicy! - gdy już rozkręcił, zaczął paplać z większą pewnością, na sam koniec nawet upodabniając głos do prawdziwego, pewnego siebie Gawrona. Ciągle jednak nie potrafił spojrzeć kobiecie w oczy.
- Po prostu tego nie rozumiem.... Jesteś taka piękna... posiadasz tak grzeszne ciało - podjął po dłuższej chwili milczenia, a jego dłonie zaczęły powoli wspinać się po gładkiej skórze przemienionej – A w ogóle nie chcesz z niego korzystać! To nienormalne! Niepojęte! To wręcz grzech śmiertelny! Ba, wołający o pomstę do nieba! – chyba naprawdę tego nie rozumiał, ale dla zamroczonej alkoholem blondyneczki nie miało większego i chyba go nawet nie słuchała, zbyt zajęta tarmoszeniem go za policzek...
Złodziej syknął i ze złości i z bólu, ale jego kara szybko się skończyła... No, prawie... Jego ulubiony pupil zaczął go bowiem terroryzować przymuszeniem do połatania jego ran. A gdy łapserdak usłyszał o igle i alkoholu, po jego grzbiecie przebiegł pojedynczy, zimny dreszcz...
- Nie ma mowy! Zapomnij! - warknął, łapiąc ją za oba przedramiona i przyciągając do siebie, jakby to miało w jakiś sposób powstrzymać dziewczę przed próbą rozpoczęcia niebezpiecznej w takich warunkach operacji.
-Szafir, kurwa! Ogarnij się. Spójrz na mnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pon Lis 09, 2015 8:48 pm

- Jeśli wytrzeźwieję, to ci to ładnie zszyję. Teraz nie, bo chyba bym nie nawlekła igły. - Blondyneczka wyglądała na poważnie zmartwioną tym faktem, ale tylko przez chwilę. Zaraz potem, zgodnie z prośbą Gawrona, spojrzała na niego z szerokim uśmiechem. A żeby lepiej go widzieć, odchyliła się do tyłu. - Pamiętasz moje przezwisko!
Dziewczyna zachichotała cicho, po czym potrząsnęła powoli głową i wbiła w łotrzyka przymglony wzrok. Wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście nie słuchała towarzysza przez dłuższą chwilę, a może po prostu jej zamroczony umysł nie dał rady przetrawić takiej ilości informacji. Gdyby była trzeźwa, najpewniej zauważyłaby sarkastycznie, że nie miała, jak docenić wybranej przez złodzieja trasy, bo widziała jedynie jego plecy i tyłek.
Blondyneczka podniosła na chwilę kubek z rumem na wysokość oczu, z pewnym trudem skupiła na nim wzrok. Miała przy tym minę, jakby jej mózg, nasiąknięty alkoholem jak gąbka, osiągał najwyższe dostępne dla siebie obroty. Więc dopiero po kilkudziesięciu sekundach pokręciła głową, postanowiwszy, że miała chwilowo dość picia. Oparła więc naczynie na własnym kolanie i ponownie przeniosła spojrzenie na swojego towarzysza. Niebieskie oczka Szafir zaszkliły się nagle mocniej i ogólnie wyglądała podejrzanie niewyraźnie.
- Ja naprawdę nie chciałam cię pociąć! - Niemal pisnęła, delikatnie przesuwając kciukiem po policzku Gawrona. Jej zmiana głosu wyjaśniła się niemal natychmiast, gdy po twarzy dziewczyny popłynęły ciurkiem łzy. - Bardzo, bardzo Cię przepraszam!
Biedaczka pociągnęła nosem, a zaraz potem znów uśmiechnęła się głupkowato, jakby nigdy nic się nie stało.
- Na szczęście jestem naprawdę dobra w szyciu. Nawet śladu nie będzie. I należało Ci się w ogóle! - Dla podkreślenia swoich słów blondyneczka uderzyła piąstką w pierś towarzysza tuż przed tym, jak znów się rozkleiła. - Zniszczyłeś mi bluzkę, a ja ją lubiłam! Ale przeze mnie... albo siebie... ty nie masz koszuli. Chyba. Ale wiesz, co?
Zanim zielarka podzieliła się ze swoim panem owym sekretem, położyła prawą rękę na jego karku i podciągnęła się do pionu, a nawet lekko przesadziła i wylądowała z twarzą tuż przed nosem Rooka. Znów uśmiechnęła się delikatnie, choć nie miało to za grosz sensu, a dłoń przesunęła powoli na jego bark.
- Pamiętałeś o moich butach i to było bardzo, bardzo miłe. - Wionęła alkoholem przy każdym wyszeptanym słowie, aż miło. Szafir nachyliła się jeszcze odrobinę bliżej i musnęła wargami usta swojego "pana". Drugi pocałunek był już bardziej odważny, a przy trzecim zwyczajnie wpiła się w niego. Poprawiła przy tym nieco ułożenie całego ciała, aż dociskała własną pierś do jego torsu. Nie trzeba było długo czekać, aby zachlana koteczka oderwała się od partnera i odchyliła w tył tak mocno, że aż musiała oprzeć lewy łokieć na blacie stołu. Wylała przy tym odrobinę alkoholu z wciąż trzymanego w tej ręce kubka. Spojrzała na naczynie, jakby dopiero co odkryła jego istnienie i podniosła je do ust, chcąc najwyraźniej pozbyć się problemu przez wypicie go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pon Lis 09, 2015 9:31 pm

Pomimo iż humory dziewczyny zmieniały się jak w kalejdoskopie - sprawiając że Szafir dawała całą sobą naprawdę żywe, wręcz niebezpieczne barwy - Rook nie patrzył na nią z trwogą, czy zwątpieniem. Przez jego wzrok przebijała się jeno ciekawość, przemieszana znacznie z troską i jeszcze czymś naprawdę ale to naprawdę ciepłym... przyjaznym. Przyglądał się jej więc uważnie, ani razu nie przerywając Kotce w uzewnętrznianiu swych uczuć i emocji, nawet jeśli ona sama już dawno się w nich zagubiła. Nauczony doświadczeniem, doskonale wiedział że nie jest na najlepsza pora na jakąkolwiek próbę nawiązania dialogu i zwyczajnie dał się swej partnerce wygadać, przez chwile tylko rozważając, czy nie lepiej byłoby przyciągnąć ją do siebie, przytulić i jakoś uspokoić. Ostatecznie zrezygnował jednak z tego pomysłu, jedynie powracając dłońmi na kształtne biodra panny, a i to jedynie dlatego, że polimorfka strasznie się wierciła... a Gawronem targały zgoła inne rozterki. Z czasem jednak to jego druga natura zaczynała przejmować władzę nad łajdakiem, powoli przeobrażając go w spokojnego, czułego jegomościa, jakim był bardzo dawno temu. Dlatego też zielarka mogła w tej jednej chwili znaleźć w nim oparcie – nie tylko czysto fizyczne - nawet pomimo przedłużającego się milczenia ze strony mężczyzny. Przemieniona nie wiedziała i nie miała prawa wiedzieć, ale jej pan nie zawsze wiódł żywot samotnika. Wychowany na ulicy, często żył w grupie, która potrafiła utrzymać się przy życiu tylko dzięki temu, ze skupiała wielu ludzi razem. Należał... cóż, do stada, a stado to nie tylko go wykarmiło, ale przekazało wiele doświadczeń. Te jednak nie były w stanie pozbawić go największej wady, jaka ograniczała go w tym okrutnym mieście. Bez względu na to, co sobą reprezentował, nie był nieczułym skurwysynem i nie potrafił być.... Chyba.
I wtedy właśnie dziewka postanowiła to wszystko zburzyć, delikatnie muskając jego usta własnymi wargami. Łotrzyk nie wzbraniał się przed tym, momentalnie zapragnąwszy kolejnego, mocniejszego pocałunku, a wtedy jego życzenie zostało wysłuchane w całej okazałości. Bez względu na okoliczności Gawron dał się jej skusić i w całości uległ własnemu pożądaniu, odwzajemniając kolejny pocałunek na tyle, na ile pozwalała mu to rana i wtedy... został brutalnie odepchnięty. Który to już raz? Złodziej zaczął zastanawiać się, czy ten kot nie jest aby czasem farbowany z czarnego na biel i być może wybitnie przynosi mu pecha i wtedy nagle zrozumiał...
- Kot Czarownicy... – z jego ust wydobył się zrezygnowany jęk, jednak on sam nie miał zbytnio czasu użalać się nad tym, jak bardzo zadrwili z niego bogowie. Groziła mu bowiem kompletna kotostrofa w postaci zalanej w trupa polimorfki, która zapewne chwile przed zapadnięciem w głęboki sen, zrobi tu niezły burdel.
- Nie uważasz że tobie już wystarczy, Kochanie? – zapytał spokojnie, delikatnie chwyciwszy za jej nadgarstek, by chwilę potem bez skrupułów pozbawić ją naczynia z alkoholem. A żeby jej nadto nie kusiło, to zamiast zwyczajowo odstawić kubek na bok, Rook wychylił go i z wprawą osuszył dno, krzywiąc się przy tym jednak paskudnie. Pusty, gliniany pojemnik nie miał już dla pijanej żadnej wartości, dlatego też człek odstawił go na sam skraj stołu, a następnie korzystając z nadarzającej się okazji, cwanie objął ją w pasie i przyciągnął na powrót do siebie.
- Kontynuujmy... proszę - wymruczał wprost do jej ucha, jednocześnie uspokajająco głaskając jej na wpół odkryte plecy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pon Lis 09, 2015 10:11 pm

- Nie wiesz, co uważasz. Jesteś zbyt pijana, żeby uważać. - Szafir nie tylko pozwoliła łotrzykowi przyciągnąć ją do siebie, ale wręcz wtuliła się w niego, mrucząc cicho. Oparła policzek na jego ramieniu, a zaraz potem uśmiechnęła się szeroko. - A wiesz, że na stole jest nadal butelka? Jak będę chciała, to się nawalę w trupa i nic nie poradzisz. Nie wiem, nawet, co piłam, ale podoba mi się!
Dziewczyna zachichotała cicho i przez chwilę po prostu siedziała, przytulona do mężczyzny na tyle spokojnie, że ten mógł pomyśleć, iż zasnęła. W rzeczywistości patrzyła na jakiś bliżej nieokreślony punkt za jego karkiem.
- Gawron? - Mruknęła wreszcie cicho. Przysunęła nawet twarz bliżej jego szyi, by nie musieć podnosić głosu. - Naprawdę nie podoba mi się ta obroża. Jak będziesz się mną dobrze zajmował, mogę jakąś nosić. Ale ładniejszą!
Kotka przesunęła jedną dłoń na kark mężczyzny i spojrzała krytycznie na swoje palce. Pachniały jej niedawno podskubywanym mięsem, więc bez większego namysłu polizała je, chcąc oczyścić. Nie robiła tego szczególnie starannie, więc już przy drugim podejściu zaczepiła językiem o skórę złodzieja. Zatrzymała się na moment, rozważając bliżej nieokreślone, ale za to z pewnością szalenie ważne kwestie. Na podstawie tych przemyśleń dokonała szybkich obliczeń i wyszło jej coś w okolicy czerwonego młotka. Dlatego też, idąc za niezbytą logiką swojego zamroczonego umysłu, polizała szyję partnera ponownie. I znów, trochę wyżej. Kontynuowała ów zabieg, aż dosięgnęła ucha. Wtedy zagarnęła jego płatek pomiędzy swoje zęby i zamruczała cicho, po kociemu.
- Jakbym zacisnęła mocnej, mógłbyś mieć kolczyk. - Odchyliła się powoli do momentu, gdy mogła ujrzeć oczy towarzysza. Na ustach błąkał jej się psotny, niezbyt przytomny uśmiech. - Moja pani nigdy nie pozwoliła mi mieć kolczyków! Ty pozwolisz?
Nie czekała na odpowiedź złodzieja, tylko przycisnęła wargi do jego drugiego ucha, wplatając palce w jego tragicznie potargane włosy.
- Gawron? Chyba nie powinnam tyle pić... - Wymamrotała, co zostało częściowo zagłuszone przez jej głośne mruczenie. - Podoba mi się twój zapach. I smak też.
Ostatnie stwierdzenia dziewczyna rzuciła całkowicie bez jakiegokolwiek kontekstu. Ale za to raczyła potwierdzić chociaż jedno z nich, przesuwając językiem po żuchwie swojego "pana", aż sięgnęła brody.
- Mocno jesteś na mnie zły, że się spiłam? - Końcówka pytania była nieco trudniejsza do zrozumienia. Powód był niezwykle prosty. Kotka chwyciła lekko dolną wargę łotrzyka ustami, wtulając się bezczelnie w jego tors.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Sro Lis 11, 2015 5:55 pm

- Tja... Pij jeszcze więcej, a już nic nie będziesz wiedzieć - odburknął tylko obrażonym tonem na pierwszą wypowiedź swej pannicy, pozwalając jej jednak mocno wtulić się w tors i odwzajemniając to siłą i pewnością własnych ramion. Aczkolwiek z niejakim przekąsem przesunął dłonią wzdłuż kręgosłupa dziewczęcia, następnie zaciskając ją na jej blond włosach i niejako  tym sugerując że ma jakiś niecny plan co do jej aktualnego stanu i bez skrupułów go wykorzysta.
- I wiesz... Nikogo nie obchodzi, co myślisz o swojej nowej obroży, a już mnie, TWOJEGO nowego pana w szczególności. Ty już dobrze wiesz, co masz zrobić, żeby się jej pozbyć, więc nie kombi... - na jeden moment umilkł, nie zdoławszy poprawnie skończyć własnej myśli, a jego oczy zamknęły się wyraźną przyjemnością. Tuż po tym łajdak wyprężył się a po jego grzbiecie przebiegł dreszcz, wyczuwalny nawet dla zielarki, która nic sobie jednak z tego nie robiła, lubieżnie liżąc skórę na jego szyi.
- Jesteś bezczelna... Krnąbrna i złośliwa! - sapnął oskarżycielsko w jej ramię, muskając je chwilę potem swoim wargami. Nie mogąc nad sobą w pełni zapanować, na jeden moment przycisnął ją do swego ciała jeszcze mocniej i ciężej oddychając, spiął wszystkie mięśnie.
Polimofrka nie zważała jednak na jego słowa i chwilę potem ponowiła pieszczotę raz i drugi, chcąc chyba pozbawić Gawrona resztek przytomności umysłu. Nie, żeby kiedykolwiek miał jej w nadmiarze, ale mimo wszystko bardzo cienka granica dzieliła go od rzucenia Kocicy na blat stołu, brutalnego zdarcia z niej bielizny i zaspokojenia drzemiących w nim pokładów pożądania.
Rook do tej pory nie sądził nawet, że nagły impuls bólu może być przyjemny, lecz w tej sytuacji nawet zaciskające się na jego uchu, ostre kiełki dziewczyny odbierał jako rozkosz i idącą za nią pokusę. Dzięki temu rozluźnił się jednak nieco i pozwolił swej ulubienicy odsunąć się nieco – na tyle, by mogła spojrzeć mu w oczy. Uraczył ją iście zawadiackim, przekornym uśmiechem, lecz pożerające ją chciwie oczy nie były w stanie ukryć jego pragnień. Szczęśliwie więc, przemieniona w pijackim zniewoleniu nie była w stanie dostrzec, jak wiele nieprzyzwoitych rzeczy planuje z nią zrobić jej właściciel.
- Kolczyk? A skąd wiesz, ze nie mam, lub nie miałem? - zapytał nonszalancko i pozwolił sobie zamknąć dłonie na jej talii. Już wcześniej upatrzył sobie to miejsce i teraz często pozwalał wracać tam swym rękom, ale tym razem nadłożył nieco drogi i przez parę sekund bawił się jej pośladkami.
- Kto wie? Może kiedyś nawet ci pokaże - obiecujący ton złodzieja skrywał w sobie jakąś tajemnicę, jednak aksamitne tony zachęcały do zgłębienia jej i nawoływały Szafir do zabawy.
- A wiesz... kolczyki nosi się nie tylko w uszach. Na tak pięknym ciele jest bardzo wiele miejsc, gdzie można by go umieścić, więc jeśli tak bardzo ci na tym zależy, to osobiście ci jakiś przyprawię... Jeden tutaj... – jego prawica powoli przesunęła się ku piersi Szafir i zacisnęła tam czule w taki sposób, by kciuk człeka mógł z łatwością bawić się jej sutkiem – - A drugi tutaj... - druga dłoń Gawrona pokonała podobną drogę i do pary z pierwszą pochwyciła biust blondyneczki.
- A na koniec połączę je złotym łańcuszkiem. O, w taki sposób - przesuwając palec po jej brzuchu, wykonał zgrabną parabolę, która w zamierzeniu miałaby połączyć obie piersi kobiety, a następnie powrócił do zabawiania jej kolejnymi pieszczotami – i wtedy mógłbym z łatwością zaciągnąć cię do łóżka, zawsze, gdyby naszła mnie na to ochota.
Choć podły uśmiech łotrzyka kompletnie nie wskazywał na to, że ten w tym względzie żartuje, lub próbuje ją przestraszyć, odurzona rumem istotka nie przejmowała się tą szokującą informacją, pozwalając swemu językowi czynić istne cuda z jego twarzą... i była w tym cholernie dobra.
Wiążąc jego wargi własnymi, nie pozwoliła mu odpowiedzieć na zadane przez siebie pytanie, a nawet gdyby było inaczej, Rook by nie odpowiedział. Po prostu pocałowałby ją tak, jak teraz odwzajemnił jej pocałunek. Oczywistym było, że nie był zły, a poświadczenie jego dobrej, złej woli dziewka mogła znaleźć w jego chutliwym spojrzeniu.
Na jeden moment łobuz odsunął ją jednak od siebie i przez chwilę mierzył wzrokiem. Chyba coś mu się nie spodobało – a może wręcz przeciwnie? - bowiem chwilę potem wstał wraz z nią i usadził Kotkę na blacie stołu, pozwalając by jej nóżki zabawnie dyndały w powietrzu.
- Dobra, Kociaku. Siedź tu grzecznie i poczekaj na mnie. Pójdę po coś, a ty się stąd nigdzie nie ruszaj, dobrze? Zaraz wrócę! Za jeden moment... I ani się waż tykać więcej alkoholu, bo utłukę jak psa! I, o! Najlepiej to nie pokazuj się nikomu, masz - Ściągnął z siebie płaszcz i narzucił na swego pupila. Nie uczynił tego jednak w taki sposób, jak niegdyś w saunie z ręcznikiem, tym razem opiekuńczo opatulając dziewczę, jakby to miało ją uchronić przed złem całego świata. Na koniec zaznaczył że wróci za dosłownie minutkę i zniknął za winklem ceglanej ściany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Sro Lis 11, 2015 8:55 pm

Podpita kotka nieszczególnie przejmowała się tym, co złodziej miał jej do powiedzenia. Bardziej interesowało ją to, jak zabawnie reagował na tak prostą czynność jak czyszczenie językiem. Bardziej uwagę skupiła dopiero w momencie, gdy została posadzona na blacie stołu. Z bardzo poważną miną przytaknęła Gawronowi, gdy ten opatulał ją swoim płaszczem.
- Na mój, ten... horon. Będę grzeczna. - Zapewniła, po czym zaczekała, aż mężczyzna opuści ich malutką lożę odchyliła się powoli w tył, aż leżała względnie wygodnie na blacie. - Głupi. Wiem, że nie ma kolczyków, bo widziałam! A co do... łiiiii!
Szafir wybuchła głupawym śmiechem, zasłoniła więc usta dłonią, by stłumić ten dźwięk. Powodem jej wesołości był przedmiot, na który przypadkiem trafiła ramieniem. Była to butelka wciąż zawierająca trochę rumu. Dziewczyna uniosła się na jednym łokciu i chwyciła naczynie za szyjkę.
- Jo. Będę nawalona. Nie, wróć! Jestem nawalona. Jak to wypiję, to się porzygam. I gadam do siebie. To zdrowie! - Zmiennokształtna uniosła butelkę do ust, a nawet przechyliła ją lekko, ale już pierwsza kropla, która zetknęła się z jej językiem sprawiła, że bidulka zmieniła zdanie. Groźba zwrócenia niewielkiego śniadania okazała się zbyt realna. No i zwyczajnie zielarkę wykręcało już od samego zapachu. Położyła się więc ponownie płasko na stole, w jednej ręce wciąż trzymając butelkę. Obserwowała przez chwilę wirujący podstępnie sufit.
- Za jakie grzechy? - Mruknęła do siebie i postanowiła spróbować uspokoić organizm, zamykając oczy i wyrównując oddech. W takiej właśnie malowniczej pozycji planowała czekać na powrót swojego pana.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 15, 2015 3:24 pm

Jak przystało na przystojnego, inteligentnego, odpowiedzialnego, prawdomównego i przede wszystkim skromnego mężczyznę, Rook nie pojawił się z powrotem w przeciągu zapowiadanej wszem i wobec minuty. Nie wrócił nawet po dwóch kolejnych, zmuszając swą brankę do oczekiwania przez chromolony kwadrans, czy też okres jemu bliski. Tak więc znowu ją okłamał, ale przecież nie po raz pierwszy, więc tylko i wyłącznie na jego szczęście spita dziewczyna nie zwracała większej uwagi na upływający czas, bo by mu za to chyba klejnoty rodowe urwała. Bezczelny gwałtownik – prawdopodobnie nazwany przez Szafir kłamliwą kurwą -  pojawił się ponownie, jednak nie w blasku i chwale, a z miną ponurą jak chmura gradowa, a zielarka dodatkowo, kompletnie go zignorowała. Tym samym też straciła jedyną w swoim rodzaju możliwość zobaczenia, jak twarz jej pana przybiera wyraz srogiego zdumienia, a on sam staje w wejściu jak wryty.
- No nie... Nie, nie, nie, nie, nie! Nie rób mi tego! Nie zgadzam się na to! - myśląc, ze jego branka już usnęła, jęknął żałośnie, nieświadomie pozwalając, by średniej wielkości płócienny worek zsunął mu sięz ramienia i ze sporą prędkością pofrunął ku kamiennemu klepisku. Łotrzyk złapał go na szczęście, zanim tajemnicza zawartość wora rozciapała malowniczo na podłodze... przy okazji wylewając na siebie połowę morderczo gorącej zawartości trzymanego w drugiej ręce kubka.
- Kurwa twoja mać! - zawył, a kawa nielitościwie spływała mu po spodniach, dotkliwie parząc uda nieszczęśnika. Był zły... Nie, Gawron był wręcz wściekły że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin spotkało go tyle różnych nieprzyjemnych i bolesnych sytuacji, a barwna postać Kocicy – której nadal nie był w stanie wziąć w posiadanie (!) – była tu marną pociechą. Choć obiektywnie i z czystym sumieniem był w stanie przyznać że słodki widok śpiącego beztrosko na blacie stołu dziewczęcia – oraz co ważne dodania, wdzięcznie rozkraczanego jak byakkowska prostytutka – mile pieściło jego oczy i karmiło ego. To jednak złodziejowi nie mogło wystarczyć.
Rozjuszony zaszarżował więc na swego pupila, w połowie drogie ciskając worek na ławę i kątem oka obserwując, jak ten przejeżdża przez całą jej długość i zatrzymuje się na samym końcu. Piknie wymierzone - pomyślał przez jedno mgnienie, by chwilę potem zupełnie zapomnieć o całym zajściu.
- Hej... Kochanie... Śpisz? - zapytał przesadnie słodkim głosikiem, trzaskając przy tym kubkiem o powierzchnię stołu. To, że naczynie wytrzymało takie uderzenie, dobitnie świadczyło o jego trwałości i jakości wykonania. Łajdak nie był tym jednak zainteresowany, całą uwagę poświęcając kusząco rozciągniętej przed nim kobiecie... zwłaszcza w momencie, gdy swe podszyte groźbą pytanie zechciał podeprzeć złapaniem Szafir za kolano. Niemoralnie wręcz zacisnął na nim swe paluchy, przez co blondyneczka odruchowo wierzgnęła nogą, prawie że trafiając go w krocze. Drań jednak zwinnie uniknął kopnięcia i przekręcając się na jednej nodze, znalazł się prostopadle do swej nowej zabaweczki, nawet nie zdejmując dłoni z jej kolana.
- Huh... Więc to tak... Zobaczymy, czy i to zdołasz udać.. - mruknął złowieszczo i z mrocznym uśmieszkiem pochwycił dziewkę za szyję. Nie dusił jej co prawda, ale w ten prosty sposób uziemił ją na heblowanych zębem czasu deskach. Zaraz potem z lubieżną miną pozwolił, by druga dłoń zsunęła się z jej stawu kolanowego i z całą zaborczością powędrowała wnętrzem uda ku górze i bez godności wsunęła pod jej bieliznę... Palce mężczyzny zręcznie poruszały się tam i z powrotem, delikatnie łaskocząc i drażniąc łono zielarki, a on bez skrupułów przyglądał się jej twarzyczce...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 15, 2015 4:41 pm

Gawron bardzo słusznie postąpił, przyglądając się twarzy Szafir. Dzięki temu czekało go niezwykłe, choć nie do końca niespodziewane, widowisko.
Należałoby zacząć, że dziewczyna nie spała wcale, ani nie usiłowała udawać snu. Była zbyt zamroczona, aby wpaść na jakikolwiek złośliwy pomysł. Zachowała jako-taką przytomność właściwie tylko dlatego, że cały świat wirował jej przed oczami. Nawet, gdy miała opuszczone powieki. Ale twardo wierzyła, że dzięki temu poczuje się lepiej, choć powoli zaczynała odczuwać coraz silniejsze nudności. W pewnej chwili złapała nawet krawędź stołu jedną dłonią, jakby obawiała się z niego spać. Przyzwyczajona była do słabszych trunków, lub maksymalnie kieliszka ostrej, wiejskiej śliwowicy w obronie przed siarczystym mrozem. Rum sprawił, że nie była w stanie nawet leżeć bez trzymanki.
Wszelkie protesty i marudzenie łotrzyka zbyła cichym jęknięciem. Przez chwilę myślała nawet nad otwarciem oczu, ale zsynchronizowanie dostatecznej liczby mięśni było ponad jej siły. Na pytanie, czy śpi, obróciła lekko głowę w bok i mruknęła nawet coś pod nosem, ale za cicho, aby przebiło się to przez zwyczajowe dźwięki tła. Poczuwszy rękę na swoim kolanie, zdołała kopnąć w proteście. Udało jej się to wyłącznie dzięki całkowicie odruchowej reakcji. Gdyby miała zastanowić się nad tym choć chwilę, raczej nie poradziłaby sobie z tym zadaniem.
Powracając jednak do tego, co też w gorącej wodzie kąpany łotrzyk mógł ujrzeć na twarzy swojej kotki... Blondyneczka rozwarła wreszcie powieki, gdy tylko poczuła dłoń na swojej szyi, która miała uniemożliwić jej szarpanie się. Spojrzała na znajomą sylwetkę, która zdawała się zdradziecko falować na tle wirującego sufitu. Gdy lubieżnik wsunął dłoń pod bieliznę dzieweczki, ta nie zaczęła ani się rumienić, ani nie sapnęła z zaskoczeniem, aby zaraz potem poddać się pieszczocie. Zielarka była na tyle złą kobietą, że postanowiła przytruć się wypitym alkoholem. Jak wiadomo, dobrze jest pozbyć się trucizny z organizmu, co też jej żołądek postanowił uczynić, wspierany ochoczo przez silne zawroty głowy. Szafir zbladła wyraźnie, skrzywiła się lekko i przypomniała sobie w jakimś krótkim przebłysku trzeźwości, czy może zdrowego rozsądku, jak łatwo można było udławić się wymiocinami, leżąc na plecach. Dlatego też bezczelnie zacisnęła palce na ramieniu, które przytrzymywało je na stole, by je odepchnąć. A gdy jej się to nie udało, ograniczyła się do obrócenia głowy, nieszczęśliwie w stronę Gawrona. Później zostało jej już tylko spróbować rozważyć ewentualne konsekwencje połączenia jej treści żołądkowej ze spodniami jej pana, którą to fuzję miała okazję podziwiać z bliska. Jak na złość nie było jej to jednak dane. Zmiennokształtna rozkaszlała się, gdy tylko zwymiotowała, co groziło następnym skurczem żołądka i kolejnymi torsjami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 15, 2015 6:25 pm

Gawron był człekiem przez życie zaiste doświadczonym i nie spodziewał się od doświadczyć przez nie już zbyt wiele. Wyuczony, jak działają trybiki tego świata, potrafił przewidzieć rozwój sytuacji o kilka ruchów do przodu i zwyczajnie nie pozwalał się niczym zaskoczyć. Zaś w tym konkretnym przypadku prędzej spodziewałby się śmierci, gwiazdki z nieba czy może nawet, że zakocha się w kimś ze wzajemnością, niż zostania zarzyganym przez własnoręcznie spitą Kocicę. Dlatego też z wrażenia aż zamurowało go na tyle, że po prostu gdy Szafir barwnym kamuflażem utaktyczniała jego spodnie - pokryte i tak już bardzo ładnym, kawowym maskowaniem - japił się na nią z rozdziawioną gębą. Mężczyzna miał na tyle opóźniony zapłon, że do tyłu odskoczył dopiero po kilku ładnych sekundach i to tak nieszczęśliwie, że poślizgnął się na pokrytej wymiocinami posadzce i wywinął imponującego orła, nakrywając się przy tym nogami. Spotkanie głowy  z kamiennym klepiskiem – zwłaszcza tak dotkliwie obtłuczonej w ostatnim okresie - nie było zjawiskiem sprzyjającym duchowemu rozwojowi, ale i tak tak bardzo pociemniało mu w oczach, iż miał wrażenie że to sama podłoga wstała i mu zdrowo pieprznęła.
O kuuurwaaa... - zaskomlał cichutko i ujął swą sponiewieraną głowę w obie dłonie. Najchętniej to zdjąłby ją sobie z szyi i schował w jakimś bezpiecznym miejscu na najbliższe pięć lat, tak dość miał już ciągłego obtłukiwania, ale chwilowo nie miał takiej możliwości. Łajdak postanowił więc podnieść się do pozycji siedzącej i powalczyć z własnymi nudnościami, do których zachęcały go ostry zapach wymiocin i srogi ból. Nie było to takie łatwe, więc siadając, wspomógł się nieco rękami, szukając nimi oparcia na posadzce.
To, że ponownie popełnił ten sam błąd, uświadomił dopiero w momencie, gdy obie jego dłonie rozjechały się w dwie strony świata, a sam zainteresowany zarył nosem w kałuży pełnej rzygowin, zgrabnie wypinając tyłek. Zabulgotało tak, jakby psubrat siarczyście przeklął, ale zaraz potem złapał dłonią za blat stołu i podciągnął się z całą godnością, na jaką w tamtym momencie było go tylko stać i... wyglądał przy tym niczym nieumarły, wygrzebujący się z niepoświęconej ziemi...
Jednak podnoszenie się, zwłaszcza w tak niewielkiej odległości od cierpiącego na nudności dziewczęcia, wcale nie należało do najlepszych pomysłów. Zbliżając się do niej, tym samym dał zakosztować kobiecie jej własnej broni i poczuć zapach wątpliwej przyjemności , co skutecznie doprowadziło ją do kolejnego skurczu. Bogini Losu, choć dla łotrzyka nigdy zbyt łaskawa nie była, tym razem darowała mu i nie pozwoliła na to,  treści żołądkowe Szafir spoczęły na jego twarzy, choć było ku temu bardzo blisko. Stojąc, rozglądnął się po pomieszczeniu z rezygnacją. Już teraz zrobili tu niezły burdel, a dziewka co i rusz dokładała więcej i więcej od siebie. Jego to już zupełnie przestało obchodzić. Był całkowicie zrezygnowany i najchętniej to po prostu przysiadł w jakimś kącie zamknął się w sobie. Nie zrobił tego jednak, tylko nadal stał przy zielarce niczym wierny pies, czekając aż jego pani – czy też w tym przypadku pupil – przestanie wymiotować. Gdy tak się stało, podniósł ją do pozycji siedzącej, w taki sposób, by ewentualne resztki z jej żołądka były w stanie wylądować na posadzce, nie niej samej. Beznamiętnie zdjął płaszcz z ramion polimorfki, którym wcześniej ją obwinął i równie bez emocjonalnie zaczął ocierać nim twarzyczkę blondyneczki. W przeciwieństwie do niego, Szafir nie była pokryta zbyt duża ilością rzygowin, ale i tak trochę się ubrudziła, a Rook – nie wiedzieć czemu – postanowił ją nieco wyczyścić. Gdy już skończył z dziewką, tym samym płaszczem zaczął wycierać sam siebie, pozbywając się rzygów na tyle, na ile to było możliwe, po czym zwinął go w ciasną kulkę i z obrzydzeniem cisnął w kąt. Przyjrzał się sobie krytycznie, ale jego wzrok szybko przeniósł się na Kotkę. Wiedział, co teraz nastąpi. Torsje wymęczyły dziewczynę tak bardzo, ze najpewniej uśnie teraz i obudzi się dopiero za parę godzin, kompletnie niczego nie pamiętając.
- I co ja mam z tobą zrobić? - zapytał żałośnie, nie spodziewając się żadnej odpowiedzi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 15, 2015 6:56 pm

Szafir nieszczególnie zwracała uwagę na Gawrona, ale i tak zarejestrowała jego upadek. Coś takiego ciężko było przeoczyć. Była jednak zbyt zajęta torsjami wstrząsającymi jej ciałem, aby przejąć się dostatecznie jego losem. Wymiotowała radośnie do chwili, gdy nie mogła zwrócić nawet żółci. Wtedy rozkaszlała się jak głupia, ale przynajmniej nic wielkiego jej się nie stało. Grzecznie pozwoliła się podnieść do pozycji siedzącej, a nawet nie oponowała przed otarciem jej twarzy płaszczem.
Rzeczywiście, oczy same jej się zamykały, ale posmak wymiocin w ustach był zbyt nieznośny, aby mogła zasnąć. Przesunęła ręką po blacie, aż trafiła na dziwnie ciepły kubek. Uniosła go do twarzy i powąchała najpierw, tak dla pewności. Nie wyczuła alkoholu, więc zaryzykowała i przepłukała zawartością usta. Płyn był gorący i gorzki, ale zawsze lepsze to, niż nic. Po chwili namysłu upiła niewielki łyk, ale zaraz potem skrzywiła się i odstawiła kubek na blat. Spojrzała ledwie przytomnymi oczkami na swojego towarzysza i odgarnęła kosmyk włosów za ucho.
- Muszę je uczesać. Albo ściąć w cholerę. Tak! Jutro wezmę nóż od... jakmutam i zetnę w pizdu! - Przemknęło jej przez myśl, ale potrząsnęła krótko głową, aby się skupić.
- Dać wody, dwa kubki najmniej. I coś kwaśnego. Rano kwaśne najlepiej. I słodkiego trzeba będzie. - Wymamrotała niezbyt wyraźnie, jakby wyklepała wyuczoną formułkę bez większego namysłu. Potem jakby jakaś zapadka zaskoczyła w jej pustym łebku. Spojrzała jakby ciut przytomniej i z wyraźnym strachem w oczach. Zsunęła się z blatu stołu i aż jęknęła, gdy ciężar ciała oparła na poranionych stopach. Natychmiast zawisła na ramieniu stojącego blisko mężczyzny i wtuliła się w niego.
- Gawron... Gawron ja przep... przepraszam! Ale nie zostawiaj mnie... tu. Gdziekolwiek "tu" jest. Ja... sama sobie nie... nie poradzę. - Gdyby złodziejaszek mógł zobaczyć oczy kotki, ujrzałby, że zwilgotniały mocno, być może częściowo pod wpływem wypitego alkoholu. Już sam jej głos świadczył nie tylko o zmęczeniu i przepiciu, ale też o wzbierającym w niej szlochu. A na dodatek bezczelnie nie chciała go puścić. Zupełnie, jakby coś w jej durnym łebku podpowiedziało jej, że właśnie u niego powinna szukać ochrony.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 15, 2015 8:05 pm

Rook instynktownie przytrzymał dziewczynę, nim ta z kretesem upadła – nie tylko na ziemię, ale i moralnie. Z początku nie odpowiadał jej, a jedynie podsadził Szafir na powrót na stół, by zbytnio nie przeciążała swoich nóg. Nie było to wcale takie łatwe, bo kocię – tak, w tej chwili dla mężczyzny była ona jeno bezbronnym, niewinnym kociakiem, a nie wrednym, złośliwym kociskiem – za nic w świecie nie chciało go puścić. Dobrze, że nie miał nic na grzbiecie i zielarka nie miała się o co wczepić, więc w końcu jakoś sobie poradził z jej natarczywością, no a samo podniesienie kobiety nie stanowiło większego problemu. Gawron wiedział jednak, że w ich pogmatwanym związku nic nie było takie proste i że jeśli teraz odsunie się od niej, to dziewczę kompletnie rozklei się, zacznie wyć, a jego oskarżą o coś niegodziwego. Dlatego też poszedł za ciosem i uspokajająco objął jej zniekształconą grymasem twarzyczkę i pochylił się w taki sposób, by mogła patrzeć mu prosto w oczy.
- Ej... Dziecinko... Spokojnie, nie zostawię cię tutaj. Staraj się nie ruszać, bo znowu cała się upaćkasz, dobrze? Zbieramy się stąd, zanim nas przegonią i tak, idziesz ze mną... O, masz - wcisnął jej w ręce kubek z kawą, zanim zdążyła ponownie uczepić się go jak lep psiego ogona – wypij to. Wiem, że niedobre, ale przecież każde skuteczne lekarstwo jest gorzkie - łajdak miał tylko nadzieje, że odwołanie się do znanych kobiecie klimatów, nieco ją uspokoi. On sam tymczasem odsunął się o krok i nieco obszedł stół, by dotrzeć do wora, który wcześniej ze sobą przytargał. Rozsupłał go i grzebiąc chwile we wnętrzu, szybko wynalazł ciasno związany, filcowy koc. Jako, że wór nadal zdawał się ciążyć, nie zapowiadało się na to, że to jedyna jego zawartość. Chwilowo odłożył koc i szybko zaczął zbierać wszystkie ich rzeczy do wora, ostatecznie pakując tam butelkę z resztką rumu i śmierdzący płaszcz, a także odebrany polimorfce nóż. Związał go ciasno i przerzucił sobie przez ramię, niejako będąc już gotowym do drogi... O ile półnagi, obrzygany mężczyzna mógłby się gdziekolwiek wybrać. Na sam koniec rozpakował koc i wprawnie narzucił go na główkę blondyneczki, zaraz potem dokładnie ją weń zawijając.
- No dobra... Chodź tu, do mnie,,,- mruknął cicho i bez żadnych więcej ostrzeżeń powziął swoje urocze zwierzątko na ręce, tym razem skwapliwie oszczędzając jej wstydu i upokorzenia. Na rękach też wyniósł ją z tegoż jakże nieczystego miejsca, czując jak dziewczę szybko zapada w głęboki, pijacki sen...

(z/t - oboje)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Okami


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Czw Lis 19, 2015 10:15 pm

Weszła na teren Karczmy w wilczej postaci, co- o ironio, jakże mogło być inaczej- nieco przykuło uwagę biesiadujących. Uwagę i widoczne zgorszenie. Wolała chować się pod futrem niż paradować bez bandaży po Tawernie w na tyle porozrywanym płaszczu, że nic by już zakryć nie zdołał.

Otrzepała futro u wejścia, posyłając każdemu z obserwujących jak najbardziej nieprzyjemne, mordercze spojrzenie. Udała się pewnym krokiem wielkiej damy, łapa za łapą do przodu, przed siebie, w mrok i opiewającą go subtelną aurę świec. Jak ćma do ognia. Gdy już gwar rozległ się po biesiadnej chacie na nowo, postanowiła w cieniu usiąść już jako kobieta do stołu. Powód?

Wina w misce nie podadzą.

I dopiero, gdy poczuła swymi ludzkimi zmysłami całe otaczające ją otoczenie coś ścisnęło ją w gardle. Nie wytrzyma tu długo, zbyt dużo ludzi. Piękny krwawy teatr. Ahhh...

Ze snu przebudził ją kelner.

-Lampkę czerwonego słodkiego wina. -okrywając się odruchowo skrawkami przed ciekawskim wzrokiem kamerdynera, zdobyła się na czarujący uśmiech. Mocno iskrzące od głodu, szkarłatne oczy zdawały się tylko dodawać pikanterii jak najbardziej zwyczajnej sytuacji.

Zaraz też otrzymała swoje zamówienie. Biorąc kolejne łyki, by rozluźnić ściśnięte koniecznością powstrzymywania instynktu gardło, do karmazynowych ust mrużyła oczy, odchylając głowę do tyłu.

Młody, niezwykle utalentowany artysta był w trakcie swego solowego popisu. Śpiewał tak pięknie i łagodnie, że sama Okami miała ochotę rozpłynąć się wśród woni zbawiennego opium.

Careless whisper...

[3 post]


Pod wpływem działa mocy Elementu.
☯️
Aktualny wiek: 12 lat
☯️
Zdolności: Wszystkie, prócz pierwszej umiejętności "Utrata kontroli". Osłabienie pozostałych zdolności, włączając trudności przy transmutacji ciała, umiejętności posługiwania się, wskrzeszania z dłoni płomieni.
☯️
Wpływy: Brak wpływów Demonów.
☯️
Zaspokajanie głodu: sporadyczne w nikłych ilościach krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Made


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pią Lis 20, 2015 9:32 pm

Jakaż to gromada myśli w tej chwili kręciła się w głowie wampirzycy? Nie, moi drodzy, żeby pojawiać się w takim miejscu nie mógł rozpierać ją głód. To już się wydarzyło. Piorun nie wali dwa razy w to samo miejsce.
Jednak po jej umyśle rozprowadzały się kody tak zwięzłe i niezrozumiałe, że szczerze mówiąc nawet ją to męczyło. Podświadomie. Kto wie, jaki związek miało to z faktem, co za obraz tworzyła mieszając się pomiędzy ludzi. Albo nie. Będąc inną barwą, wokół której tworzyła się pusta przestrzeń. Bezwzględnie.
W taki też oto sposób zza progu drzwi Black Shine wyłoniła się postać, o wyrazie z pozoru niewinnym, gdy trzymała drzwi oburącz, przytrzymując je tak przez jakieś pare sekund. Moment. Ale coś było nie tak. I jeszcze ten uśmiech... Chodź w sumie, tym razem był nieco inny. Wyglądał na bardziej zmęczony niż zazwyczaj, lecz naprawdę nieznacznie, co było widać, gdy odstępując od drzwi przybrała chłodniejszą minę, ale za to o wiele bardziej wyraźną. Nie minęło dużo czasu kiedy znalazła się przy stole, ale o wiele więcej, nim ucichły szepty niosące się za kolejnym tzw. 'demonem' (Ahh, czyż to nie zbyt przesłodzone?).
O dziwo, ona również poprosiła o wino. Nie spieszyło jej się nawet rozwodzić nad tym, gdy kelner spojrzał na nią wzrokiem raczej niezbyt zadowolonym przy czym jedną ręką robiąc zamach na swoje biodro a drugą opierając się -jakoś tam groźnie- o blat - kazał jej zdjąć nogi ze stołu. Przyglądając się blasku w błękitnych oczach, oraz temu rozżalonemu uśmiechu, w którym wyraźnie gościły kły nieco zmroziła się krew w jego żyłach, aczkolwiek dalej nie chciał ustąpić. Ugh, co za uparty człowiek. Jednak gdy ujrzał pomiędzy jej palcami uniesionymi ku górze nieco -hah- odgórną zapłatę, wykupił się jak ruski węgiel i dał sobie spokój. Proste? Proste.
Już za niedługi czas otrzymała swoją należność, tym razem bez żadnego zbędnego -przydatnego- zamieszania, zauważyć można było pewną inną, dziwną rzecz. Kielich trzymała z gracją, w sposób jakiś dziwnie arystokracki... zupełnie tak, jakby nie wyobrażała sobie, aby było możliwe robić to jakkolwiek inaczej. Czyżby kolejna skaza na tle... no właśnie. Czego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Okami


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pią Lis 20, 2015 11:57 pm

Do baru weszła młoda Kobieta o niezwykle delikatnej i wręcz porcelanowej cerze. Drobna jej sylwetka przez chwilę wahała się u wejścia z widocznym na twarzy tajemniczym uśmiechem. Ależ chwila... Przecież Okami już ją znała. Tak. Toż to Wampirzyca z charakterystycznym szmaragdowym pasemkiem i równie szlachetnymi oczyma.

Zmiennokształtna słysząc Jej niemalże bezszelestny krok, zainteresowana spoglądała śmiało z cienia. Pomniejsze kłębki kadzideł otaczały siedzącą postać białowłosej, formując z przyćmioną aurą świec niezwykle piękny teatr cieni na ścianach. Okami wyciągniętą w stronę świecy dłonią zmieniła kształt frasobliwie roztańczonych pijaną atmosferą Karczmy, ogniu przy jej stoliku, by światło nie padało już dłużej na jej twarz.

Przyglądała się z nieukrywaną ciekawością młodej Nieznajomej, a gdy tylko ta złapała z nią kontakt wzrokowy, drgnęła i z podejrzanymi iskierkami w oczach uniosła swój kielich jeszcze pełen wina w Jej stronę.

Sposób w jaki patrzyła na kelnera, jak bezprecedensowo pewnie zachowywała się owa Niewiasta, kładąc nogi na stole... To wszystko przyprawiało młodą Okami, nie wiedzieć czemu, o kolejne uśmiechy.

I'm never gonna dance again...
Guilty feet have got no rhythm.
Though it's easy to pretend,
I know you're not a fool...

Przy ostatnim wersie piosenki śpiewanego przez młodego artystę, opuściła szkło z winem do swych ust. Skierowała lampkę mimowolnie na otoczenie. Świat po drugiej stronie szkła był cały we krwi. Wino w lampce zmieniało rzeczywistość zza szkła na o wiele bardziej brutalną, w której nawet błyski świec zdawały się błyskać morderczo żywym ogniem.

Patrzy na cały obraz z lubością i zachwytem wymalowanym na twarzy. Gdy odwróciła wzrok nie widziała już kolorów. Patrzyła jak przez burgundowy trunek. Kontury stawały się z chwili na chwilę nieprzyjemnie ostre. Gdy tylko skupiła wzrok na czymś w oddali przybliżało się to jak przy efekcie mikroskopu. Przyprawiało ją to o zawrót głowy. Musiała wypić więcej, lub też...

Uniosła dłoń, dając znać kelnerowi, by uraczył ją swoim krótkim towarzystwem raz jeszcze. Szepnęła słowo czy dwa. Zaraz też na stół zostało podane mięsiwo, jakżeby inaczej- ledwo co wysmażone.

~Żartujesz sobie?

-Daj mi jeszcze trochę czasu.



[Umiejętność: Dotyk Feniksa. Zakończona]
[4 post]


Pod wpływem działa mocy Elementu.
☯️
Aktualny wiek: 12 lat
☯️
Zdolności: Wszystkie, prócz pierwszej umiejętności "Utrata kontroli". Osłabienie pozostałych zdolności, włączając trudności przy transmutacji ciała, umiejętności posługiwania się, wskrzeszania z dłoni płomieni.
☯️
Wpływy: Brak wpływów Demonów.
☯️
Zaspokajanie głodu: sporadyczne w nikłych ilościach krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Firthail


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 22, 2015 4:00 pm

Wrócił do miasta przechadzając się po centrum i szukając jakiegoś miejsca, gdzie mógłby spokojnie sie napić i coś zjeść. W zasadzie nie szukał już nawet Okami, bo nawet nie liczył na to że przy mnogości tych wszystkich barów i wyszynków ją znajdzie. Cholera... pobiegnie to nie wiadomo gdzie i weź to teraz lataj za tym po całej okolicy. No nic, jeśli jest jak kot wróci jak zgłodnieje. Czy to towarzystwa, czy to wina, czy czego innego.
Idąc tak uliczką, zawedrował do znajomej okolicy. Po swojej prawej stronie miał znaną już restaurację Black Shine. Tytan zatrzymał się i spojrzał na wejście. Była w srodku jak do tej pory tylko raz i za razem ostatni, bo mimo iż sam lokal całkiem przypadł mu do gustu, to po awanturze jaka miała wtedy miejsce nie był do końca przkonany, czy powinien się tam ponownie pokazywać. Jednakże przez ostatni rok nieco się zmieniało, zwłaszcza w zachowaniu i myśleniu członka klanu Arakida. Postanowił wejśc do środka, miał tylko nadzieję że nie natrafi tym razem na jakis motłoch chętny do bitki. Normalnie nie miałby nic przeciwko, w końcu to dobry sposób na wyładowanie napięcia, tyle że dzisiaj pewna białowłosa kobieta poradziła sobie już z jego napięciem.
Wszedł do środka, wewnatrzą panował przyjemny półmrok. Firtha uderzyła zaraz woń opium wszechobecna w pomieszczeniu. Tytan rozejrzał się po lokalu w poszukiwaniu wolnego stolika, przez moment jego wzrok spotkał się ze wzrokiem barmana stojącego za ladą. Tamten albo nie rozpoznał tytana z powodu słabej widoczności, bądź też go zwyczajnie nie pamietał. Zresztą, sam Firth nie mógł w stu procentach stwierdzić, czy to aby na pewno ta sama osoba, co tamtej feralnej nocy. Mężczyzna nadal wodził wzrokiem po gościach i nagle jego wzrok przykuła samotnie siedząca kobieta o... białych włosach. Cóż to za zbieg okoliczności. Po prostu bingo!
Tytan z wyraźnym zadowoleniem udał się w stronę ukochanej i usiadwszy obok powiedział - A więc tutaj się schowałaś. Ładnie to tak uciekać bez słowa? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Okami


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 22, 2015 4:48 pm

Nagle jej dziki wzrok spoczął na Mężczyźnie, który dopiero wchodził do piwniczki. Patrząc na kelnera, jakby dłużej niż Jego poprzedniczka wahał się u wejścia. Czy miał jakieś obawy związane z tym miejscem? Prawda, było ono nieco dziwne, specyficzne, mroczne, nie była to typowa biesiadna Karczma. Większość mężczyzn przychodziła tu prędzej po to, by zarobić nieco pieniędzy na szemranych interesach czy zabawić kosztem pięknych pań, aniżeli w radosnej atmosferze wypić kufel piwa.

Mimo wszystko miejsce to utrzymywało się z występów znakomitych talentów Krainy Białego Tygrysa, a więc można powiedzieć, że nie było one zepsute aż do szpiku kości. Dużo czarnych charakterów, a i nierzadko bójek za ich pośrednictwem.

Toż to Firthail. Czyli jednak ją dogonił..? Hah, ten to ma cierpliwość.

-Przepraszam, Messer. Już nie będę.- zatoczyła palcem krąg po brzegu swego kielicha z niewinnym uśmiechem wpatrując się w czarne oczy Ukochanego oczyma roziskrzonymi z wpływu działania alkoholu i nasilającego się głodu. Dlaczego zwracała się do Tytana w ten sposób?

-Będę mogła Ci to jakoś wynagrodzić..?- z zawadiackim uśmiechem, upiła łyka szkarłatnego trunku, drocząc się poniekąd z Jego stanowczym i poważnym charakterem.

Wzięła kęs mięsa, zamykając na tę chwilę oczy i dość długo przeżuwając kawałek w ustach. Odetchnęła. Odkroiła połyskującym w blasku świec nożem kolejną drobną porcję i powtórzyła czynność w końcu otwierając już spokojniejsze oraz mniej rozjarzone oczęta.

Spojrzała w jednej chwili porozumiewawczo na Firtha, dyskretnym ruchem głowy, wskazując na postać Kobiety o szmaragdowych oczach, która kilka stolików dalej również zasiadła do wina, a którą Firthail powinien już z pewnego incydentu pamiętać.

Zmiennokształtna uśmiechała się delikatnie, jakby chciała Wampirzycę zaprosić do stołu. Patrzyła wyczekująco na swojego Ukochanego, głowiąc się czy odgadnie jej myśli.


[4 post]


Pod wpływem działa mocy Elementu.
☯️
Aktualny wiek: 12 lat
☯️
Zdolności: Wszystkie, prócz pierwszej umiejętności "Utrata kontroli". Osłabienie pozostałych zdolności, włączając trudności przy transmutacji ciała, umiejętności posługiwania się, wskrzeszania z dłoni płomieni.
☯️
Wpływy: Brak wpływów Demonów.
☯️
Zaspokajanie głodu: sporadyczne w nikłych ilościach krwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Firthail


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 22, 2015 10:07 pm

Tytan powolutku ściagnął płaszcz i zawiesił go sobie na oparciu swojego siedziska, miecz zaś oparł obok, od wewnętrznej strony żeby na wszelki wypadek, ktoś z rozmaitych przyczyn nie zechciał go sobie pożyczyć. Zresztą, zawsze może tu dojść tu do rozróby tak jak wtedy, więc to zawsze lepiej mieć coś wiecej przy sobie niż tylko gołe pięści. Choć oczywiście nie ma też co przesadzać, jak nawet ktoś zacznie jakąś burdę, to nie ma co od razu wyciagać żelazo i rozlewac posokę, tak jak też to miało miejsce tamtym razem. On zaczął bitkę na pięści, ale inny gość się nie cackał tylko od razu odrąbał innemu człowiekowi grabę. A zawsze myślał że to on jest agresywny.
-Będę mogła Ci to jakoś wynagrodzić..? zapytała go z wyraźną zadziornością. - Wynagrodzić? No ja myślę że mi to wynagrodzisz. Mam już nawet kilka pomysłów jak możesz to zrobić. Ale o tym porozmawiamy już w bardziej ustronnym miejscu - uśmiechnął się wyraźnie, przysuwając się bliżej i obejmując ją w talii i masując dłonią jej bok. Tytan zbliżył twarz do twarzy ukochanej po czym szepnął jej do ucha - Byłbym zapomniał... Na imię mam Firthail - powstrzymał lekki śmiech.
Po pewnym czasie zauważył że białowłosa daje mu do zrozumienia żeby popatrzył we wskazaną przez nią stronę. Tytan popatrzył i rozglądnął się. Zakładał że Okami chciała mu wskazać albo kogoś znajomego, bądź też jakąś rzecz, która ma miejsce na sali. Wodził chwilkę wzrokiem po sali, nie będąc do końca pewnym o co może chodzić, a wszechobecny półmrok też nie ułatwiał sprawy. Lecz w końcu jego uwagę przykuła pewna, drobna osóbka, która z resztą nie pasowała do otoczenia, bowiem wyglądała na znacznie młodszą od reszty towarzystwa, a i pod względem ubioru nie specjalnie różniła się od obdartusa. Przygladał się chwilę tej osobie, majac wrażenie że gdzies ją już spotkał, lecz nie był do końca pewien gdzie...
Gdy już jednak sobie przypomniał, odruchowo otworzył szerzej oczy. Przecież to była ta wampirzyca, którą poturobował ostatniej zimy na alei białej, tam gdzie po raz drugi spotkał białowłosą i tego szyderczego maga. Tytan spojrzał ponownie na czerwonooką, usmiechała się. Czyżby chciała żeby się do nich przysiadła? Prawde mówiąc nie był do końca przekonany do tego pomysłu, właściwie nie wiedział czy bardziej dlatego że to był wampir, czy raczej to że chciał cieszyc się w pojedynkę towarzystwem ukochanej, której nie widział tyle czasu. No, ale skoro ona chciała ja zaprosić do towarzystwa, to postanowił że nie będzie oponował. Jakby nie patrzeć ona mu nic nie zrobiła, a wręcz przeciwnie, to on spuścił jej niezłe manto. Zresztą, już od dawna przestało mu zależeć na wypełnianiu jego swietej misji oczyszczania świata z tego dziadostwa, wampierzemi zwanym. Tytan kiwnął zezwalająco głową, po czym skierował swój wzrok ponownie na dziewczynę o mysiej twarzy i uśmiechnął się ni to wymuszenie, ni to przyjaźnie, po prostu sie usmiechnął, czekał i myślał sobie - Tylko o czym ja będę rozmawiał z tym obłąkańcem? -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Made


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Pią Lis 27, 2015 11:16 pm

Nieodbity port, którym stał się na ten moment owy stolik, dalej ciężko znosił jej kolana, które złożyła jeszcze dla urozmaicenia na krzyż, aby jedną ręką o krzesło opierać się z drugiej strony, jednocześnie drugą trzymając wciąż tym samym sposobem wino. Nie było potrzebne bycie tu filozofem by stwierdzić, że przy takim doborze krzesło wykorzystywało tylko dwie z czterech nóg. Mimo wszystko było widać, z jaką precyzją trzymała wciąż ten sam kąt, niemal wcale się na nim nie chwiejąc.
Z nijakim wyrazem twarzy oplotła pomieszczenie błękitnym wzrokiem. Jak zwykle...  nie bawiło ją to. To było nudne. Bardzo nudne, że ludzie miejscami szeptali najróżniejsze przykazania. Inni patrzyli się. Ten wzrok, ten sam, który był jeszcze jakąś nadzieją, ginął w blasku lęków. Wyliczyła. Oni wszyscy i... jedna niezwykła, piękna istota o anielsko białych włosach parząca na nią z uśm... Co?
Jednak mimo tego, nadal nie łudziła się, że zobaczyła anioła.
Krótki, acz tak dłużący się pomiędzy nimi kontakt wzrokowy, urzeczywistnił w jej głowie tą myśl, którą tak dobrze pamiętała. I to nie bez powodu. Zatrzymując się na jej posturze w jej oczach momentalnie było widać blask niewstrzymanego szoku.
Wtedy też przed jej oczami omsknął się widok jeszcze jednej ciekawej postaci, postaci tytana, tego samego który nie bez powodu wbił się jej w pamięć. Najwyraźniej, rozmawiali...
Przypomniała sobie. Przypomniała mimowolnie, i równie nie chcąc, porównała sobie widok plam krwi sprzed niemal roku, do tego niewinnego obrazu, który choć nie posiadał ram, bardziej wydawał się być wymalowany, aniżeli przeszłość.
Świat jednak lubił patrzeć na swoje nowe lustro, niczym na nowe odbicie samego siebie. Do czasu, aż znowu widział w nim rozpacz, tłukł je, i nabywał kolejne. I tak wkoło w krwiożerczym tańcu obracał się z losem, będącym owego oprawcą.
Kto by pomyślał, że doszło aż do tego, żeby sam los kpił z niej w tym momencie, dając jej do zrozumienia, że minął jedynie rok. Rok, który może minąć jeszcze razy siedem, siedemdziesiąt siedem... prosta liczba, wytwór ludzkiej wyobraźni, a ona nigdy już nie zmieni się wraz z przebiegiem lat.
Czyżby był to jeden z powodów, dla których z takim rozżaleniem się uśmiechała?
Niezwykła białowłosa, niczym dla zbawienia, wskazała na nią.

Porozumiewawczy wzrok, czas,... czas i miejsce, uśmiech, wynikiem odpowiedź twierdząca i to byli oni...
Cała kalkulacja ciągnęłaby się dłużej, gdyby nie fakt, że -w tym świecie, nie istniała. Ah..

Spojrzała wyraźniej. Nieco mogło jej zająć tego typu myślenie... acz nie wyczułby nikt średniej powagi znacznej różnicy.
To były wciąż te same postacie.
Kąciki ust nieco poszerzyły znów jej uśmiech w porozumiewawczym wyrazie, kiedy zamiast spoglądać na nich normalnie, odwróciła głowę w ich stronę, wyginając na krześle kark do tyłu, a ona, w ten sam sposób patrzyła na nich pod kątem  tzw. "do góry nogami'', choć wbrew wszelkim pozorom nóg w górze nie miała.
Przez chwilę, gdy była w tej pozycji, zdawała się zacząć nieco przechylać wraz z krzesłem.
Jednak nie myślała nawet, żeby spaść. Nie myślała, to jest, że jak już, musiałaby to zrobić celowo, bo "przypadkiem" nie wchodziło u niej w grę. W niewinną grę...
W tym też momencie krzesło wywróciło się, mimo czego wampirzyca z winem w ręku w momencie na tyle krótkim, że nawet jej oczom trudno byłoby je zarejestrować, stanęła prosto w niewinnym wyrazie przystawiając palec wskazujący pod dolną wargę, i przejeżdżając wzrokiem po sylwetce kelnera, równie szybko odwróciła samą głowę w stronę tytana i czerwonookiej zmiennokształtnej. Personelowi ten bałagan nie za bardzo się widać podobał, a tak było zabawnie! Musiała podnieść krzesło, najwyraźniej mimo martwego obycia zadowolone, że odnajdzie upragniony spokój.
Zaczęła więc podążać w kierunku bardzo znajomych-nieznajomych, co nie zajęło jej zbyt wiele czasu. Odległość w końcu była niewielka...
Stanęła tuż przy stole, po czym uwaliła się wręcz na jednym z siedzisk, które znajdowało się naprzeciw tej dwójki. Ależ tak bez żadnego słowa z jej ust... niemy uśmiech dalej zdobił jej twarz. Czas to przerwać.
-Haa? Zadała pytająco, oczekując... odpowiedzi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Firthail


avatar


PisanieTemat: Re: Black Shine   Nie Lis 29, 2015 11:25 pm

Członek klanu Arakida, od momentu gdy dał swoje "przyzwolenie" na to żeby wampirzyca dotrzymała im towarzystwa cały czas nie spuszczał jej z oczu, uważnie obserwując. Mimo wszystko nadal nie specjalnie ufał dziewczynie, w sumie nie ma co się dziwić. Na dodatek jedyne co Firth wiedział o niej to to że z jej głową nie jest do końca w porzadku. Nie dość że wampir to jeszcze wariatka, po prostu pięknie.
Przyglądał się dziwacznym wygibasą Made z kamienną twarzą, a przynajmniej starał się żeby taka była. Zresztą, nie raz już był świadkiem nikonwencjonalnych ruchów w wykonaniu wampirzej rasy, więc własciwie nie powinny go raczej dziwić takie obrazki. Nie mniej zastanawiał się jakim cudem, skoro wygina się niczym zawodowy akrobata nie uniknęła wtedy jego ciosu? Teraz wydawało mu się to nieco zaskakujące.
Gdy dziewczyna dosłownie "walnęła się" na przeciw nich, czekał czy coś powie. Na próżno, lecz raczej nie było co się dziwić. Jedyny dźwięk jaki z siebie wydało to było pytajace: "Haa?"
Na to tytan po krótkiej chwili przekrecił głowę na bok, przewalił zezowato oczami i przedżeźniając odpowiedział - Heee?
Zaraz jednak wrócił do pierwotnego wyrazu twarzy z lekkim uśmiechem - Cześć oszołomie, widzę że humorek masz wyborny. Choć w twoim przypadku, nie wiadomo co kryje się za tym uśmieszkiem.
Tytan nadal obejmując białowłosą i drapiąc ją delikatnie po talii, swój wzrok skierowal na barmana za ladą - Gospodarzu! Piwo klasztorne poproszę! -
Firth skiertowawszy swoje spojrzenie ponownie na siedzącą przed nimi dziewczynę o mysiej twarzy. Oparł się wygodnie o oparcie obitego materiałem ławy, przyciskając do siebie nieznacznie białowłosą i sugerujc żeby również zrobiła to co on. Nie mając pomysłu na dalszą konwersacje zapytał się - Jak tam? Spotkałaś może naszego starego znajomego? Mam na myśli tego magika w fioletowej pelerynie. Bo ja prawde mówiąc nie miałem wątpliwej przyjemności ponownego spotkania tego jegomościa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Black Shine   

Powrót do góry Go down
 

Black Shine

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

 Similar topics

-
» Regulus Arkturus Black
» Syriusz Black
» Narcyza Black
» Syriusz Black
» Bellatrix Lestrange (Black)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Byakko :: Byakko :: Centrum Miasta-