IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  


Share | 
 

 Pokój numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Halle


avatar


PisanieTemat: Pokój numer 7   Sro Mar 23, 2016 7:50 pm

Po tym, jak Shattered Shaft zostało spalone, a posiadłość rodzinna obróciła się w popiół, Halle Sternritter poprzestawała na mieszkaniu - by tak rzec - w terenie. Obojętne dla niej było, czy śpi na gołej, brudnej ziemi z paroma liśćmi pod głową, czy na miękkiej pościeli godnej królowych, jednak odkąd Milele i Okami zaczęły się na przemian zjawiać w jej snach, skłaniając ją ku wygodniejszemu trybowi życia (i odkąd pomógł im w tym pewien cholerny sen, którego starała się unikać), rudowłosa anielica mieszka w Instytucie.
Pokój numer siedem, który jej przeznaczono, tchnął idealną prostotą i równowagą. Nie było tu miejsca na chaos czy jakiekolwiek burdele, wszystko musiało się dopełniać. Na ścianach powiesiła takie oto obrazy:

Obraz 1 (Hasegawa )
Obraz 2 (Kitamori)

Obrazy te wyróżniają się dość interesująco na tle biało-czarnych, prostych ścian; meble nie są znów tak drogie, ale też nie są  banalną taniochą. Liczą się do nich na pewno: futon wysłany miękką pościelą w kolorze lawendy, komoda z ubraniami, druga komoda wypełniona dokumentacją i tymi rodzajami broni, których nie dało się powiesić na ścianie, eleganckie biurko ze świecą, kałamarzem i piórem oraz kilka siedzisk. Nieco dalej, na biało-czarnym tle ewentualnym gościom prezentują się wszelkie rodzaje narzędzi kary, którymi włada gospodyni: no-dachi, katany, wakizashi, tanto, trochę nowocześniejszej broni palnej.

Ścianę nad łóżkiem ozdabia następujący tekst, zapisany drobnymi literami i krwią:

A burning gaze, bright like a dark glow
I thirst for the taste of blood, in a bestial nature
It speaks of a crimson destruction, in a dripping delight
A soul which desires a battle
An insanity that craves for release
Burning through everything while laughing
My crimson destruction...becomes reality in that moment


W szufladzie biurka ukrywają się:
- zdjęcie rudowłosego mężczyzny, bardzo podobnego do Halle - jedyna rzecz, którą ukrywała przed Milele i Okami
- sztylet ofiarny
- kilka kartek z różnymi tekstami.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Halle


avatar


PisanieTemat: Re: Pokój numer 7   Sob Kwi 02, 2016 7:13 pm

Oczyszczające chwile lotu przez niebo, cudowna wolność sprawiła, że Halle zaczęła się śmiać. Śmiała się delikatnym, dźwięcznym śmiechem, melodyjnym, płynącym lekko w eterze, aż wreszcie umilkła i złożyła skrzydła. Była już przed samym Instytutem. Pomyśleć, że przez sto trzydzieści lat, odkąd to wszystko się zaczęło, unikała nocowania w tym miejscu! Stary Williams na pewno nic się nie zmienił, nie zmieniły się też pokoje i ich wystrój. Zmienili się za to ludzie, ich moce i podejście do życia...Zaśmiała się jeszcze raz, wchodząc do środka. Te same stare boazerie, ten sam zapach świeżości wnoszony przez otwarcie drzwi, tylko zidiocienie na twarzy Philippe'a było inne. Takie...nietypowe? Co jak co, ale akurat jej powrót na stare śmieci nie mógł zdziwić doświadczonego i zaprawionego w bojach z nieśmiertelnymi dozorcy Instytutu. Dlatego uśmiechnęła się do niego przelotnie i od razu wyciągnęła klucz z kieszeni płaszcza. Zaiste, powinna się przebrać, może znajdzie jakieś wino...Chociaż nie. Niebo zasnute chmurami, cisza ptaków, które nie śpiewają, łzy spływające po twarzy, czerwień wina w nadtłuczonym kieliszku są oznakami nie tylko samotności, ale i słabości ducha. A Upadłe Anioły nie mogą okazywać czegoś tak haniebnego jak nędzna, niegodna uległość uczuciom....Przekręciła klucz w zamku; wszystko było w idealnym porządku. Samael i reszta postarali się, choć - jak odnotowała na marginesie - wyciągnęli kartki z jej biurka na wierzch. Może to i lepiej? Ktokolwiek tu wejdzie, odkryje część tajemnicy, ale nie rozumiejąc, o co chodzi, nie zagłębi się w jej sekrety.

-Postaraliście się. - pochwaliła swoje demony, kładąc się na futonie. Miękka, wygodna pościel wzbudziła w niej nie tyle surrealistyczne rozbawienie, ile poczucie, że znalazła się...Jakby to powiedzieć? Na właściwym miejscu? Możliwe. Stabilizacja, dom (o ile tak można nazwać Instytut, w którym nigdy tak naprawdę nie mieszkała), spokój w krainie Białego Tygrysa pozwoliły Halle zatrzymać się w szaleńczym biegu. Pochylić się nad własnymi błędami i zepsuciem, w jakie popadła.
"Jakże smutna jest wieczorna ziemia! Jakże tajemnicze są opary nad oparzeliskami! Wie o tym ten, kto błądził w takich oparach, kto wiele cierpiał przed śmiercią, kto leciał ponad tą ziemią dźwigając ciężar ponad siły. Wie o tym ten, kto jest zmęczony. I bez żalu porzuca wtedy mglistą ziemię, jej bagniska i jej rzeki, ze spokojem w sercu powierza się śmierci, wie bowiem, że tylko ona przyniesie mu spokój."
Słowa, które przeczytały kiedyś z Przyjaciółką w starej księdze, wróciły do niej niczym bumerang lub kunai wyrzucony niewprawną ręką dziecka; najgorsze jednak było to, że dopiero teraz, po tych wszystkich latach, zaczynała je rozumieć. I zazdrościć Milele - ona przynajmniej zaznała już spokoju i nie frunęła już przez mgliste bagna Byakko...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Elizabeth


avatar


PisanieTemat: Re: Pokój numer 7   Pią Kwi 22, 2016 6:48 pm

Nucąc coś pod nosem i przeglądając wszystkie strony okazjonalnie rzucając do marionetek zdaniem składającym się z zlepku losowych cyfr i liter które następnie spisywały na kartkach wyrwanych z notesu Elizabeth. Na dosłownie sekundę stanęła przy biurku opiekuna instytutu i spojrzała na mężczyznę stojącego za ów biurkiem.
- Elizabeth Irene Jhin Hoemberg-Adler pokój numer 10. - oczywiście Eli nie należy do osób zbyt kulturalnych tak więc poruszyła palcem wskazującym lewej dłoni a chwilę później jedna z marionetek już niosła klucz do pokoju panny Adler. Odchodząc wykonała zgrabny piruet i spoglądając na pana Williamsa rzuciła w jego stronę krótkie "Dziękuję bardzo" i kontynuowała swoje poprzednie zajęcie kierując się w stronę pokoju numer 7.

Zapukała 3 raz w drewniane drzwi pokoju należącego do Halle i nie czekając nawet chwili otworzyła drzwi na oścież.
- Przepraszamy za najście. - pomińmy fakt, że tylko ślepy nie zauważyłby czegoś na kształt znudzenia wymalowanego na jej twarzy i tego, że przeciągnęła chyba każdą możliwą literę przez co stała w drzwiach przez prawie pół minuty. Usiadła na pierwszym lepszym fotelu które zobaczyła a gdy skrzyżowała nogi i oparła głowę o dłoń, przymknęła oczy. Marionetki natychmiastowo zaczęły latać po całym pokoju, najpierw położyły 3 książki z biblioteki na najbliższym Halle stoliku a na każdej z osobna kładły odpowiednie karteczki z numerami stron, akapitów i wersów.
- Każda z tych książek to kronika opisująca tereny oraz wydarzenia na przestrzeni czasu w Byakko, autorzy 2 z nich byli długowieczni, ostatni był człowiekiem jednak wszystko opisywał o wiele bardziej szczegółowo niż pozostali, wszystkie pochodzą z różnych czasów i opisują różne ery Byakko, jedna pierwsza opisuje wydarzenia sprzed oraz zaraz po niesławnym festiwalu węża, druga jest praktycznie kontynuacją poprzedniej a ostatnia opisuje drugą połowę wydarzeń z drugiej oraz czasy dzisiejsze jednak została wydana 3 lata temu. - wzięła głęboki wdech i spojrzała na Halle tylko po to by chwilę później przeciągnąć się jak kot, rozłożyć w fotelu i wrócić do stukaniu o ramę siedzenia palcami i kontynuowania tematu sprawy Halle. - Na terenie pożaru od czasu spisania pierwszej księgi aż do ostatniej, na terenie Byakko w sumie było 7 pożarów, jednak sądzę, że chodzi pani o pożar z 2 księgi, strona 232 wersy od 11 do 13, opisuje pożar pewnej rezydencji która stała tam jeszcze sprzed czasów opisywanych w pierwszej z tych trzech kronik, dodatkowo, jest to jedyna rezydencja opisana w ów pierwszej księdze która spłonęła. Więcej informacji na ten temat znajdzie pani w trzeciej księdze na stronach od 56 do 58, jest tam w sumie kilka informacji na temat jej mieszkańców i podejrzeń pisarza na temat pewnej kobiety. -  gdy upewniła się, że marionetki skończyły układać kartki na których spisano informacje na temat miejsca opisów rezydencji oraz gdzie dokładnie stały, "pewnej kobiety "oraz pożarów, wstała i uśmiechnęła się miło.
- Jeżeli będzie pani potrzebowała dodatkowej pomocy, proszę zgłosić się do mojego "biura" w pokoju numer 10, ja natomiast postaram się znaleźć pannę Kirei na własną rękę o ile dalej tego pani chcę. - poczekała chwilę na jej odpowiedź po czym dygnęła elegancko po czym wyszła a marionetki zamknęły za nią drzwi.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Halle


avatar


PisanieTemat: Re: Pokój numer 7   Sob Kwi 23, 2016 3:34 pm

-Rozumiem, dziękuję, fraülein Adler. - użyła obcojęzycznego słowa, sama nie wiedząc, dlaczego. Wysłuchała uwag kobiety, po czym uśmiechnęła się szeroko. Mycroft Holmes, jakby określiła tę eteryczną istotę, nie tracił czasu; zgromadził to, czego potrzebowała rudowłosa do swojej rozgrywki. Czasy się zmieniały, moce ulegały ewolucji, ludzie umierali i pozostawiali po sobie wspomnienia lub nowe pokolenie. Dla rudowłosej istotną kwestią było pytanie, co tak naprawdę pozostawiła po sobie Kirei. Czy po jej przybranej siostrze pozostał jakiś uczeń, jakieś dziecko, któremu przekazała wiedzę? Czy plotka, którą przekazał jej Reiji - mówiąca o domniemanej ciąży Upadłej - była prawdą? Gdyby to była Pierwsza Era, wybuchnęłaby śmiechem; Anshin i obcowanie z kimkolwiek były tak kuriozalnym połączeniem, jak kwaśny deszcz i nienaruszone posągi. Mimo to musiała brać pod uwagę każdą ewentualność. Jeśli Kirei urodziła dziecko, raczej zrobiła to w samotności; istniały wtedy różne możliwości i należało o nich poinformować Elizabeth. Jeżeli natomiast ten aspekt sprawy przejawił się jedynie jako plotka, mogła skupić się na kwestii pożaru. Przejrzała kolejno kartki, które otrzymała; daty by się zgadzały, ale...Przygryzła wargę. Stare wspomnienia, niczym ukryte w jaskiniach smoki, wypełzły na wierzch.
-Dobry detektyw musi brać wszystko pod uwagę. Wątpię, by było to prawdziwe, ale warto to sprawdzić-stwierdziła z niechęcią. Kartki dotyczące Sternritter Court po chwili znalazły się na blacie biurka; miała nadzieję, że wyrwała je na tyle zgrabnie, by nikt tego nie zauważył. Po chwili namysłu zerknęła jeszcze raz; Sternritter Court figurowało tu pod starą nazwą Hayashi no Seimei. Pisarz opisywał tu dokładnie jej ojca, Yoshiteru Kurosakiego, nakreślił nawet rysopis jej matki o imieniu Vorona. Po policzkach Halle spłynęły dwie samotne łzy...Vorona Hanejima, Vorona Kurosaki. Tak, teraz pamiętała twarz matki, jej głos, jasne włosy, którymi bawiła się w dzieciństwie, jej piękną twarz otoczoną płomieniami jak aureolą...Na widok wzmianki o bracie zapłonęła wściekłością. Nie pozwoli, by została choć jedna wzmianka o tej sprawie! Nie pozwoli...
Na bladym, czerpanym papierze pojawiły się kolejne plamy. Rudowłosa odsunęła ze złością księgę, po czym wstała. Jej zamglone, smutne, szare niczym mgła nad morzem Trzech Gwiazd oczy spoczęły na wzmiance o jedynej i ukochanej córce Vorony...O ironio, pisarz nie znał jej imienia, jednak zapisał, że była uroczym dzieckiem. -Żałosne domniemanie-uśmiechnęła sie do siebie z goryczą. Tamte szczęśliwe lata, dawno już minione, sprawiały, że wbrew swej surowej i uporządkowanej naturze cofała się myślą w przeszłość.
font=Times New Roman]-Nie planowałam tego. Sądziłam, że będziemy potrzebowali jedynie czasu i sił...Skoro jednak tak się nam powiodło...[/font]-zatrzymała zmęczone spojrzenie na słowach namalowanych na ścianie, czując kolejne ściśnięcie się serca. Kiwnęła głową powoli, ospale, z nutką rozbawienia w chwilowym błysku tęczówek. font=Times New Roman]-Już niedługo, skarbie. Jeszcze tylko trochę i znów będziesz królem, a to, co straciłeś, wróci. Będziesz królem...[/font]
W pomieszczeniu zapadła cisza. Anielica przez chwilę jeszcze tu stała. Dźwięki dawno zapomnianych głosów, nieobecne uśmiechy migotały przed jej zrozpaczonymi oczami. Wreszcie uśmiechnęła się do siebie.
-Przekaż Reijiemu, że przygotowania dla króla czas zacząć. To drobnostka, ale wolę, by to sprawdziła. - rzuciła w eter. Położyła się na chwilę na łóżku, po czym przymknęła oczy. Niestety, tym razem nie nawiedził jej sen. Po chwili, pełnej wahania, odezwał się męski głos.
-Halle-hime, jest pani pewna? Jest pani pewna, że...to dobry wybór?
-A jak chcesz inaczej to wszystko naprawić, Ayato? Czasami jesteś naprawdę zdumiewająco tępy- westchnęła.-Obiecałam Jashinowi, że w ten sposób spłacę dług. Religia religią, wartości wartościami, ale gdy w grę wchodzi płomień, nie warto uciekać się do wody.
Męski głos zamilkł. Czyżby go przekonała? Może. Nie obchodziło jej to. Upewniła się, że szuflada z papierami jest dobrze zabezpieczona, narzuciła na siebie stary, inny płaszcz, po czym wyszła.
Z/T, OOC---> Pokój Lizzy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Pokój numer 7   

Powrót do góry Go down
 

Pokój numer 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.
» Pokój numer 188; Kyoji Kusatsu i Momo Kyubei.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Byakko :: Byakko :: Instytut-