IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ZalogujZaloguj  RejestracjaRejestracja  


Share | 
 

 Poddasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Rook


avatar


PisanieTemat: Poddasze   Nie Lis 15, 2015 8:06 pm

Poddasze to znajduje się nad jedną z licznych kamienic mieszczących się w samym centrum miasta. Oficjalnie wejście nań mieści się w korytarzu trzeciego piętra kamienicy, na które składają się: zsuwana z góry, drewniana drabina, oraz bardzo ciężka drewniana klapa, wzmocniona dodatkowo żelaznymi okuciami. Dzięki licznym oknom, umieszczonym w skośnym, pokrytym czerwoną dachówką dachu, można się tu dostać w nieco mniej legalny sposób, choć w tym celu trzeba się nieco nagimnastykować się podczas wspinaczki i odważnie przeskoczyć kilka dachów. Wspomniane wcześniej okna zapewniają bardzo zacne nasłonecznienie w ciągu całego dnia, a także dają możliwość nocnego podglądania gwiazd w sposób najwygodniejszy, czyli po prostu leżąc na podłodze.
Samo poddasze mogłoby przytłoczyć swoim rozmiarem, gdyby nie ogrom porzuconych tu starych, choć wciąż jeszcze dobrych mebli, zabezpieczonych wszelaką maścią najróżniejszych koców, płacht i innych płóciennych tkanin. Do niedawna miejsce to zdawało się być całkowicie opuszczone i zapomniane, a spora warstwa kurzu wyraźnie sugerowała, iż nikt nie zaglądał tu w ciągu ostatnich paru lat. Zmieniło się to jednak, gdy pewnego razu i zupełnym przypadkiem odkrył je pewien łotrzyk, który nie namyślając się zbyt długo, przekształcił je w swoją nieformalną kryjówkę i legowisko, bardzo szybko tworząc sobie własne, prywatne królestwo. Piękne, starodawne łoże małżeńskie, które odnalazł pod jedną z płacht, po wymianie siennika okazało się być bardzo przyjemną odskocznią od twardych kamieni ulicy i zarobaczonych pluskwami łóżek tanich, portowych tawern. Przy łóżku stoi wygodne biurko, z dostawionym doń fotelem i barkiem pełnym przychamenconych skądś trunków – okazało się nawet, że jakiś idiota zostawił tu całą półkę z winem, które pomimo dość niesprzyjających warunków, zachowało się całkiem nieźle. W ten sam sposób zorganizował tu sobie całą jadalnie, z ogromnym, ładnie zdobionym, choć nieco kulawym (a wystarczyło tylko podłożyć coś pod jedną z nóg) stołem i kompletem krzeseł nie do pary. W innej części znajduje się umywalnia, na którą składała się nie tylko toaletka ze stojącą nań misą, ale i cała balia, a także dzban z zapasem wody. Pomiędzy tak przygotowanymi „pomieszczeniami” rozciąga się istny labirynt, zbudowany przez nowego właściciela z zestawionych ze sobą mebli, na których i we wnętrzu których wciąż można znaleźć wiele skarbów, książek, klamotów i... śmieci. Konstrukcja ta, wraz z bardzo ciężkim, masywnym kufrem, którym można zablokować klapę w podłodze, ma w zamierzeniu dać pomieszkującemu to człowiekowi szansę na ucieczkę przez okno w razie „w”. Jak wszystko na tym świecie, tak i to miejsce ma swoje wady. Przede wszystkim we znaki daje się brak źródła jakiegokolwiek ciepła, a także utrudniony dostęp. Ale jak to mówią, nie można mieć wszystkiego...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 15, 2015 9:22 pm

Mężczyzna doprawdy nie pamiętał, kiedy ostatni raz wchodził na swe prywatne włości  przez klapę od podłogi. Zwykle unikał tego jak ognia, bojąc się wykrycia przez prawowitych mieszkańców kamienicy, a tym samym utraty jedynego miejsca, gdzie jeszcze mógł poczuć się jak u siebie... w domu. Poddasze to było dla niego niczym własne imperium, z którego z łatwością mógł zarządzać całym swym majątkiem, oraz czasem. Bowiem bywały i takie dni, gdy było mu naprawdę ciężko pogodzić się z samym sobą, a wtedy nie opuszczał tego miejsca przez ładnych parę dni – do czasu, aż zmusił go do tego głód. A że zwykle miał tu poukrywane żelazne racje, dzięki którym byłby w stanie przetrwać nawet oblężenie miasta przez demony, zdarzało się że dla Byakko znikał nawet na calutki miesiąc. Rook zaryzykował dziś właściwie tylko dla tego, że był środek dnia i wszyscy mieszkańcy zajęci byli swoimi sprawami. Zwykle wkraczał tu w nocy, więc łatwiej było się na kogoś naciąć, ale i tak przezornie już dawno temu rozpracował zamek we frontowym wejściu tegoż budynku. Teraz zaś cieszył się z tego faktu, bowiem jakoś nie wyobrażał sobie wspinać się z nieprzytomną Szafir po rynnie i skakaniu z nią w ramionach z dachu na dach, bo najpewniej oboje skręciliby sobie wtedy kark. W sumie więc  nieźle się złożyło.
Swoją drogą łajdak nie pamiętał, by kiedykolwiek tu kogoś sprowadził. Miejsce było wręcz stworzone na schadzki, a człek już zadbał o jego maksymalne komfort i wygodę, a temperatura panująca wewnątrz aż zachęcała do zachowania niestosownie bliskich odległości w łóżku. Mimo to złodziej i tak miał spore opory, żeby komuś je pokazać, więc niejako polimorfka mogła się czuć zaszczycona.
- Tja... Mogłaby, gdyby nie to że schlała się w trupa... - mruknął z przekąsem, wnosząc jej bezwładne ciało po drabinie w górę. W tym celu musiał ją sobie po raz kolejny zarzucić na ramię, lecz nawet to nie było w stanie wybudzić dziewczyny z głębokiego snu. Pomimo jego narzekań i utyskiwania na niegodne wręcz zachowanie Szafir i marnotrawstwo tak dużej ilości TAK dobrego alkoholu, wspinaczka poszła im zaskakująco łatwo i trzydzieści sekund później psubrat z łatwością pokonywał skonstruowany przez siebie labirynt, by już wkrótce móc ułożyć ją na naprawdę wygodnym łożu.
- Naprawdę jesteś słodka, kiedy śpisz i nic nie mówisz... - rzucił jeno do siebie, ale za to naprawdę rozczulonym głosem i przed dobry moment zwyczajnie przyglądał się śpiącemu w najlepsze, wciąż zawiniętemu w koc dziewczęciu. Następnie wrócił do wyjścia, żeby wciągnąć drabinę i zamknąć za sobą klapę, którą następnie przezornie zastawił ciężkim kufrem. Oj, napocił się, żeby móc go przestawić, ale już dawno odkrył, jak w miarę szybko się z tym uporać. Wracając do swej branki, po drodze zahaczył jeszcze o miejsce, które w głowie nazywał sobie umywalnią. Pokręcił się tam chwilę a dzięki temu do łózka był w stanie podejść z miską pełną zimnej wody, naręczem ręczników, a nawet kostką mydła. Złożył to wszystko na biurku, by następnie z sadystycznym uśmieszkiem spojrzeć na wciąż jeszcze niczego nieświadomą panienkę.
- No, kochana! Wyskakuj z tych fatałaszków... Co? Nie chcesz? Więc mam ci może pomóc? Sama tego chciałaś kusicielko! - przemawiał do niej zaskakująco lekkim, wręcz komicznym tonem, lecz z każdym kolejnym słowem zbliżał się do zmiennokształtnej z niebezpiecznie wyciągniętymi łapami. Szafir nie mogła się przed nim bronić, więc chwilowy brak świadomości działał tylko i wyłącznie na jej korzyść... zwłaszcza, gdy mężczyzna bezczelnie rozpakowywał swój prezent. Wprawnie pozbawił ją koca i złożył u stóp łózka, nie mając ochoty zbytnio oddalać się od swej Kocicy. Ułożył ją na wznak i bez skrupułów pozbawił wpierw kamizelki, a następnie spódniczki. Przed dobrą chwilę karmił swe oczy widokiem jej kuszącego ciała, lecz widząc jak wstępuje na nie gęsia skórka, zdecydował się pośpieszyć. Już wkrótce więc na stosie jej ubrań triumfalnie spoczęła bielizna zielarki, a na niej zaś aksamitka, oraz rzemienie, na które składała się jej obróżka. Początkowo drań zamierzał złośliwie pozostawić je na szyi biedaczki, lecz obawiał się, że w nocy mogłaby zadławić się z ich winy i udusić. A szkoda byłoby stracić tak pysznie prezentującą się kochankę i to przez taką głupotę.
- No dobra... Pewnie mnie za to zabijesz, o ile się obudzisz, ale spróbujmy... - mruknął z czarnym optymizmem i umoczył jeden ręcznik w wodzie z miski.  Następnie rozpoczął powolny proces namydlania go i ogrzewania w dłoniach. Gdy uznał, że przygotowana myjka nada się do użycia, zaczął powoli i czule obmywać jej ciało, począwszy od twarzy swej partnerki i kierując się powoli w dół. Kilkukrotnie powtarzał proces namydlania, ale też w miarę sprawnie szła mu pielęgnacja skóry dziewczęcia, zupełnie jakby miał w tym wprawę. Nie oszczędził jej nawet wstydu i bez żadnych animozji oczyścił jej miejsca intymne i właściwie dopiero ze stopami miał problem, bowiem musiał uważać na zranienia i dodatkowo powyciągać śmieci, które jakimś cudem nazbierały się pod bandażami. Nie obwiązywał ich jednak ponownie, mając nadzieję że przemieniona przez sen nie pootwiera ran. Na koniec jeszcze przewrócił ją na brzuch, by umyć jej cudny tyłeczek. Podczas całego zabiegu Szafir nie obudziła się, co dobitnie świadczyło o tym, jak wielce struła się alkoholem. Co prawda wierciła się, ba nawet wierzgała i sporo jęczała, lecz ani razu nie otworzyła oczu. W zamian za to zdarzyło jej się przez sen rzucać słowami w stylu „oprawca”, „kat”, „sadysta” i „zwykły skurwysyn”. Gawron postanowił nie dręczyć jej bardziej i po ojcowsku ułożył do snu, dokładnie opatulając swą przyszłą adeptkę kołdrą. Gdy tak się stało, ponownie przyglądał się śpiącej Kotce, tym razem poświęcając na to o wiele więcej czasu, by w końcu stwierdzić, że i on musi się dokładnie umyć. W tym celu użył więc tych samych wody i ręcznika i dokładnie oczyścił swoje ciało, również rozbierając się wcześniej do naga. Jak tylko skończył, przez jedno z wybranych już dawno w tym celu okien – choć zwykle opróżniał tak nocnik - wylał brudną wodę i odniósł miskę do umywalni, zabierając ze sobą wszystkie ich ciuchy. Te bezceremonialnie wrzucił do balii i zalał całym dzbanem wody.
- Cóż... Teraz mam kobietę, więc niech ona zajmie się tym jutro z rana... W końcu to do niej należy - stwierdził dumny z własnego spostrzeżenia i pokiwał głową niczym mędrzec, który za cholerę nie ma zamiaru prać własnych rzeczy. Czując jednak chłód na karku, szybko zawinął się stamtąd i popędził ku rozgrzanemu już przez gorącą Szafir łóżku. Ułożył się obok niej, na własnych plecach, a następnie przyciągnął ją do siebie w taki sposób, by jej głowa znalazła się na wgłębieniu, jakie tworzyło się pomiędzy obojczykiem i ramieniem. Dzięki temu miał pewność, że jego małe słoneczko cały sen spędzi leżąc bokiem i nie udusi się własnymi rzygami podczas snu... no i oczywiście czerpał wiele frajdy z tego, że może tulić ją nagą do siebie. Jak przystało na takiego chama, to co przy tym zmacał, to tylko jego. Jakby tego było mało, następnie przekręcił się nieco i  bezczelnie wcisnął kolano pomiędzy jej nogi i w taki właśnie sposób zamierzał przespać co najmniej parę godzin.
- Dobranoc, moja księżniczko. Wierzę, że przyśni ci się coś dobrego - mruknął cichutko, by następnie zachichotać z własnego żartu. Zaraz potem złożył pocałunek na jej czółku i oparł o nie własne. I tak właśnie, mocno tuląc ją do siebie i czując jej lubieżne piersi, przyciśnięte do jego torsu, powoli zapadł w głęboki, spokojny sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Lis 16, 2015 3:36 pm

Wbrew życzeniom złodziejskiego Kogucika, Szafir nie spała dobrze. Miała dziwne, męczące sny, których na szczęście miała nie pamiętać po obudzeniu. Tak samo, jak wszelkich wydarzeń mniej-więcej od momentu, gdy Rook posadził ją sobie na kolanach w knajpie.
Z początku dziewczynie śniło się, że wpadła gdzieś do wody. Widziała nad sobą niewyraźną sylwetkę człowieka, który trzymał ją za szyję, nie pozwalając ani wyleźć z toni, ani się utopić. Szybko rozpoznała w złośliwym osobniku jej ostatniego oprawcę i bez namysłu zaczęła obrzucać go najróżniejszymi nieprzyjemnymi epitetami. Musiały one poskutkować, bo w pewnej chwili po prostu znalazła się na suchym lądzie i mogła poszukać ciepłego miejsca, by wyschnąć.
Gdy ten koszmar zakończył się wreszcie, zmiennokształtna zaznała trochę spokoju, ale niedługo później zaczęły męczyć ją inne wizje. Leżała w kociej postaci na swojej ulubionej poduszce w chatce Czarownicy, gdy nagle zorientowała się, że coś przygniatało ją do posłania. Nie wiedziała, jak mogła nie zauważyć tego wcześniej, ale ciężar był zbyt duży, aby mogła sobie z nim poradzić. Próbowała się szarpać, obrócić, ale nic nie przynosiło skutku. Była uwięziona i nic nie wskazywało na to, aby mogła się jakoś uwolnić. Nie wiadomo kiedy w domku pojawili się mieszkańcy wioski i wyśmiewali unieruchomionego pupilka znachorki. Wynieśli ją nawet na dwór, aby zmarzła, z jakiegoś powodu pozbawiona ochronnej warstwy futra. Ktoś pozwolił sobie nazwać ją nawet dziwolągiem, czy innym potworem. Ktoś inny podstępnie kopnął biedaczkę w brzuch.
Blondyneczka otworzyła gwałtownie oczy, wystraszona. Była zbyt nieprzytomna i chyba wciąż nadmiernie pijana, aby przejąc się obecnością kogoś obok siebie. Zwłaszcza, że znała jego zapach i odruchowo rozpoznawała jako "swojego", choć wyrwana ze snu nie umiała przypisać go do konkretnej osoby. Bez namysłu poprawiła kołdrę, aby dokładniej zasłaniała jej plecy i ułożyła się wygodniej. Z cichym mruknięciem wtuliła się mocniej w leżące obok ciało, by się ogrzać, a nawet narzuciła jedno ramię na ciepłą masę, z którą dzieliła łóżko. Zasnęła niemal natychmiast, nieszczególnie świadoma otoczenia.
Tym razem zdawało jej się, że była strasznie mała, choć w ludzkiej formie i musiała przed czymś uciekać. Biegła coraz szybciej i szybciej, ale nie pokonywała prawie żadnego dystansu. Co więcej, zgubiła się. Czuła jakieś zbliżające się zagrożenie, ale nie mogła określić jego źródła. Rozpędzona wbiegła za róg jakiegoś ogromnego budynku, w wąską alejkę, której ściany zaczęły zbliżać się do siebie w miarę, jak pokonywała coraz większą odległość. W pewnej chwili złączyły się całkowicie i nie miała już, gdzie uciekać. Obróciła się gwałtownie z głośnym syknięciem, by odstraszyć agresora. Była gotowa się bronić, skoro i tak nie miała innego wyjścia. Nad sobą zobaczyła ogromne, czarne ptaszysko, które przysłaniało nie tylko uliczkę, ale wręcz część nieba. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, ostry dziób zwierzęcia rozerwał jej brzuch, tuż nad łonem. Tego było z resztą pierzastemu potworowi było widocznie za mało, bo atakował raz za razem, a biedna Szafir usiłowała powstrzymać dłońmi buchającą z rany krew.
Kotka obudziła się z krzykiem, odruchowo jedną rękę przyciskając do brzucha. Gdy zorientowała się, że miała tylko zły sen, postanowiła obrócić się na drugi bok. Nie mogła tego zrobić, więc uznała za dobry pomysł sprawdzenie przyczyny takiego stanu rzeczy. Spróbowała unieść się, ale poczuła wtedy silne nudności i ból głowy, wcisnęła więc znów swoje skacowane jestestwo w kąt między posłaniem a czymś, co leżało obok niej i unieruchamiało skutecznie.
- O kurwa jego mać... O bogowie... więcej nie piję. Jak mnie suszy... Ja pier... - Dziewczyna przerwała mamrotanie w ciepłą przeszkodę, gdy zdała sobie sprawę, że owa masa była żywą istotą. - Co tu ty... Co cy tu? Co ja tu robię, ty kurwiu jeden?! Gdzie my w ogóle jesteśmy? Ygh... chyba zaraz się porzygam.
Szafir nie mogła dostatecznie wyrazić swojej wściekłości, czując kolejne fale mdłości i gwałtowny ból brzucha. Coś też nagle wydawało jej się bardzo nie tak, wyjęła więc spod kołdry dłoń, którą dociskała do podbrzusza jeszcze przez sen. Spojrzała na nią, nagle blada, jakby miała paść trupem na miejscu.
- Gawron? Gawron?! Dlaczego ja, kurwa twoja mać, mam krew na palcach?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Lis 16, 2015 8:13 pm

Dobudzenie mężczyzny nie było się jednak takie proste, a dla Szafir z początku okazało się zadaniem wręcz ponad jej nadwątlone kacem siły. A choć spali już ponad osiem godzin, ciepło i wygoda łózka, a także bliskość partnera zupełnie nie zachęcały do tak nagłej pobudki. No a po za tym Rook był z natury leniem, a podobno należy żyć zgodnie z naturą... W ciągu ich przyjemnie spędzonego popołudnia budził się co prawda kilkukrotnie z winy okropnie zdrętwiałej ręki – ba, przez chwilę myślał nawet, że coś mu ją uciupało, jak spał! - lecz nawet wtedy nie wysunął jej spod wdzięcznie śpiącego i równo oddychającego dziewczęcia. To tylko dobitnie świadczyło o jego determinacji i staraniu, by zatrzymać krnąbrną kotkę przy sobie. Innym razem, gdy rozbudziły go promienie właśnie zachodzącego słońca, łajdak przez długą chwilę przyglądał się swej brance i zarazem czule głaszcząc jej policzek kciukiem. Dlatego też mógł natychmiastowo zareagować na widok zaczynającej się szarpać przez sen dziewuszki. Domyślił się, że dręczy ją jakiś koszmar, więc uspokajająco przesuwał dłonią po jej plecach  Potem, gdy polimorfka uspokoiła się już i ponownie usnęła, wywinął się spod niej zgrabnie, gdyż pełny pęcherz zmusił go do ewakuacji z łóżka, lecz na szczęście schowany pod łóżkiem nocnik przyszedł mu z pomocą. Żeby jednak nie było, że z dumnego złodzieja taka fleja i nieokrzesaniec, za potrzebą odsunął się na ładnych parę metrów od łoża, by zaraz potem opróżnić nocnik przez okno.
- CO ZA SKURWYSYN...?! -  był to jedyny krzyk, który zdołał dotrzeć na wysokość poddasza, nim watażka, nie przejmując się zupełnie niczym, zatrzasnął lufcik.
Zimno ponownie pogoniło go do łóżka, a Rook bynajmniej nie zamierzał walczyć z pragnieniem przytulenia się do uprowadzonej tu zielarki. Tym razem jednak nie kombinował zbyt wiele, a po prostu przełożył łapę przez jej szczupłe ciałko, przywalając je chwilę potem połową własnego i zasypiając sobie w najlepsze - z samozadowoleniem wypisanym na twarzy... I tak się jakoś złożyło, że tym razem kraina snów pochłonęła go tak mocno, że nawet eksplozja szóstopoziomowej magii by go nie była w stanie wybudzić.
- Hymm... co? Skąd wiesz, że moja matka była kurwą?... Ah! Huh... nie wiem... Może to dlatego, że tak poniosła cię ekstaza i odrapałaś mi całe plecy, jak się pieprzyliśmy? - wymruczał zaspanym głosem, niejako wprost w twarzyczkę swej partnerki i najwyraźniej nie bardzo przy tym kontaktował ze światem - Zresztą co za różnica... weź po prostu śpij... – po tych słowach przewalił się na plecy i z błogostanem wypisanym na twarzy, bez skrupułów zachrapał sobie w najlepsze, zdecydowanie zbyt szybko pogrążając się we śnie...
.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Lis 16, 2015 8:42 pm

Szafir leżała po prostu i gapiła się bezmyślnie na lepką czerwień na swojej dłoni. Jej twarzyczka dość płynnie zmieniała barwy z zielonkawej na trupio bladą. Dopiero kolejny skurcz w dolnych partiach brzucha sprawił, że przypomniała sobie o zdolności ruchu, a co dopiero mowy. Podniosła się na łokciu i zacisnęła palce na policzkach śpiącego w najlepsze złodzieja, zostawiając na nich krwawe ślady. Poruszyła się jednak ciut za szybko i zamiast wrzasnąć musiała opanować falę nudności.
- Gawron? Gawron! Obudź się, ty zawszona męska kurwo! Jak to niby się pieprzyliśmy? Kiedy? I gdzie my w ogóle jesteśmy? Diabli by to, starucha mnie zabije! Albo napoi jakimś dziwnym eliksirem. Przez ciebie i to, że nie potrafisz nad sobą panować! - W pierwszej chwili dziewczyna warczała przez zaciśnięte zęby, ale skoro mężczyzna nie zareagował, podniosła głos. Wyraźnie chciała dodać coś jeszcze, albo zacząć wbijać pazury w skórę rzezimieszka. Ten miał jednak tyle szczęścia, że zmiennokształtna zgięła się gwałtownie pod wpływem kolejnego skurczu.
- Jak nie chcesz, żebym cię zarzygała, przynieś mi coś, albo pomóż wstać. I podaj wody, do cholery, muszę się napić. - Blondyneczka wyraźnie wciąż była niesamowicie wściekła, ale ból i silny kac sprawiły, że nieco spokorniała. Skuliła się na "swojej" części łóżka, jęcząc cicho. W jej przepitych oczkach można było zauważyć niezwykle intensywny wysiłek myślowy, gdy usiłowała sobie coś przypomnieć.
- Nie, tylko tego mi brakowało... Bogowie... - Szafir zawyła w poduszkę, po czym bez ostrzeżenia wbiła paznokcie w ramię swojego "pana". Spojrzała przy tym na niego, unosząc lekko górną wargę i prezentując drobne, ostre ząbki. - Lepiej, żebyś miał tu bandaże, albo czyste tkaniny. I gdzie są moje rzeczy?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Lis 16, 2015 9:37 pm

Jak można było się tego spodziewać po takim draniu i zuchwalcu, Rook nie zaszczycił ją żadną werbalną odpowiedzią. Ba, nawet łaskawie nie otworzył oczu i nie skontrował wzrokiem jej domagającej się odpowiedzi, roszczeniowej postawy. Zamiast tego unieść leniwie dłoń i pomachać nią pogardliwie w geście, sugerującym iż skoro już go zaspokoiła, to teraz może iść... się kochać. Prócz tego ekscesu, właściwie to spokojnie spał – czy też udawał, że spał – i dopiero pazury wbijające mu się głęboko w ramię, zmusiły psubrata do podjęcia perswazji.
Łajdak westchnął z irytacją i powoli otworzył oczy, z przyzwyczajenia tylko omiatając nimi sufit. Pomimo że wcale nie musiał ich mrużyć – na poddaszu panował przyjemny półmrok – człek i tak osłonił swą twarz rękoma i kilkukrotnie przesunął nimi po licu, jakby to miało pomóc mu dojść do siebie. Nie zdejmując ich, niewyraźnie mruknął.
-O bogowie... Jak.. Jak... Normalnie! Po ludzku, powiedziałbym...Najpierw ja na tobie, a potem... ja na tobie. Bez urazy, ale w łóżku jesteś straszna kłoda... ale spokojnie! Spokojnie! Jak będziesz taka milutka, jak wczoraj, to wszystkiego cię nauczę! - pomimo zaspania, mężczyzna miał z niej naprawdę niezły ubaw, a ona biedna nawet nie mogła bronić swej godności, zamiast tego starając się powstrzymać kolejne fale nudności.
Ziewnął potężnie, wyprężył się w łóżku i jeszcze raz ziewnął, a potem w końcu podniósł się do pozycji siedzącej, przeciągając się przy tym z tak potworną przyjemnością, że do taktu aż zagrało mu kilka kości. Siadając, przypadkowo odkrył drobne ciałko osłabionej zielarki, co oczywiście przyciągnęło jego wzrok.
- No zaraz, zaraz... - rzucił na przysłowiowe odwal się, zauważając jej białe ząbki, które groźnie odbijały światło księżyca - A po czort ci w ogóle bandaże, jak nie będziesz wstawać z łóżka? - zapytał, nie stroniąc od sarkazmu podszytego w tonie głosu, lecz jedno uderzenie serca później łotrzyk dostrzegł szereg niewielkich, karmazynowych plam na prześcieradle.
- A coś Ty...?! Nie przypominam sobie, żebyś aż tak wierciła się podczas snu... - przeszył ją podejrzliwym spojrzeniem, lecz w jego wzroku szybko pojawiło się zrozumienie. Bez słowa wstał więc, i zupełnie nagi przeszedł przez pomieszczenie, kierując swe kroki do jednego z kredensów. Szybko przeszukanie i w jego dłoniach znalazł się tajemniczy, ciasno obwinięty pakunek, który złośliwiec grubiańsko cisnął na łóżko.
- To wszystko, co mam z...yyy...no, medykamentów? Gaza, bandaże i sporo ligniny, tylko uważaj! Jeśli dobrze pamiętam, to są tam też igły do szycia i nożyczki. Kiedyś skroiłem jakiegoś medykusa, a nikt nie chciał odkupić, to se zostawiłem... Jak będziesz potrzebowała, to nocnik jest pod łóżkiem. Nie krępuj się, a ja skołuję ci coś do picia... No chyba że masz ochotę na więcej rumu? - ostatnie pytanie było zdaje się pytaniem retorycznym, bowiem Rook jeno uśmiechnął się wrednie i zniknął za kolejną półką...
Wrócił jakieś dziesięć minut później, z całą karafką wody, oraz kubkiem w drugiej ręce. Skąd je wziął? Można było się jedynie domyślić, że z dziubary, choć dla spragnionej polimorfki raczej nie miało to większego znaczenia. Nie uraczył jej jednak owym dobrodziejstwem i jedynie bezwzględnie przykucnął przy krawędzi łóżka, zmuszając biedne dziewczę, by prosiło.
- Ej... Ale naprawdę nic nie pamiętasz? Ale żałosne.... Niezła z Ciebie kurewka! Tu niby taka cnotka, a po jednym kubku już taka napalona! Hehehe! - choć nie wydawało się, że to w ogóle możliwe, to nie słowa łajdaka były najgorsze. O wiele dotkliwsze były jego pogardliwy, taksujący wzrok i nikczemny uśmiech...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Pon Lis 16, 2015 10:23 pm

Gdyby dziewczyna zdawała sobie sprawę z tego, jaka część słów Gawrona jest prawdziwa, najpewniej uznałaby go za zło wcielone. Nie zaszczyciła żadnym komentarzem jego domniemanych wspomnień z nocy. Zbytnio była skupiona na tym, żeby nie umrzeć na miejscu z powodu bólu, kaca i wstydu. Przyjęła jednak zaoferowany "zestaw małego medyka". Chociaż tyle dobrego, że złodziej zrozumiał dość szybko, że nie chciała dyskutować z nim na temat krwawienia miesięcznego i po prostu dał jej potrzebne rzeczy.
Szafir miała na tyle wprawy, aby poradzić sobie z założeniem czegoś na kształt opatrunku w ciągu raptem paru minut. Wliczając w to czas potrzebny na oddzielenie materiału od ostrych narzędzi oraz przerwy na zwijanie się z bólu i jedną na zwymiotowanie żółcią do wskazanego nocnika. Potem położyła się na boku, nakryła kołdrą po pachy i gapiła w przestrzeń, rozważając wszelkie konsekwencje jej pijackiej przygody. Tyle dobrze, że rzeczywiście pozbyła się obroży. I był to chyba jedyny plus. Najgorsze były luki w pamięci. A przez tą cholerną krew nie mogła nawet upewnić się, czy Gawron mówił prawdę, czy kłamał. Przez chwilę wydawało się, że w ogóle nie zauważyła powrotu łotra. Wciąż gapiła się w jakiś jeden punkt z tym samym beznamiętnym wyrazem twarzy.
- Nie, nie pamiętam nic odkąd usiadłam ci na kolanach w tej knajpie. - Potwierdziła głucho, wreszcie zerkając na swojego domniemanego kochanka. - Wiesz, co? Spierdalaj.
Po tej jakże uprzejmej prośbie dziewczyna obróciła się na drugi bok i przysunęła do krawędzi łóżka, gdzie powoli usiadła.
- Gdzie moje rzeczy? A z resztą, sama je znajdę. - Najpierw rozejrzała się za jakąś podpórką, po czym sięgnęła do stojącego niedaleko biurka. Chwyciła się jego krawędzi i z trudem stanęła na nogi, ale nie dała rady zrobić nawet kroku. Upadła boleśnie na kolana już przy pierwszej próbie. - Nie szkodzi. Przemienię się i zostanę w tej formie.
Mruknęła do siebie, wyraźnie mając na myśli ciało zwierzęcia. Trzymała się prosto i patrzyła uparcie przed siebie, spojrzeniem jakie tylko koty są w stanie zaprezentować. Wyglądało na to, że chwilowo gardziła nawet ścianami, ba!, fundamentami budynku, a nie tylko sprzętami znajdującymi się na poddaszu czy Gawronem. Gdy zaczęła przesuwać się na kolanach przed siebie, czujny obserwator mógłby zauważyć, że chociaż postanowiła całkowicie ignorować łotrzyka, była cholernie bliska popłakania się. Nawet broda drżała jej zdradziecko. Najchętniej schowałaby się w jakimś ciemnym kącie i nie wychodziła do śmierci. Jak na złość dodatkowo pobladła i skuliła się już po paru uderzeniach serca, z cichym, płaczliwym jęknięciem. Została na chwilę w takiej pozycji, a nawet pozwoliła sobie wreszcie spojrzeć na złodziejaszka spod kurtyny włosów. Natychmiast jej usta wygięły się w nieprzyjemnym grymasie, świadczącym o tym, że znalazła sobie winnego całej tej sytuacji i miała w planach nie tylko nim pogardzać, ale wręcz otwarcie nienawidzić. Gdyby tylko mogła się chociażby odczołgać od cholernego łóżka i nie zwymiotować przy tym własnego jelita.
- Nie potrzebuję cię. Ani nikogo. Sama sobie poradzę w tym cholernym mieście, czy poza nim/ - Szepnęła jeszcze, zanim znowu podjęła próbę na tyle wolnego wyprostowania pleców, aby chociaż uniknąć nudności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Wto Lis 17, 2015 8:07 pm

Gdy dziewczę w gniewie kazało mu iść się kochać, Rook ze stoickim spokojem skinął głową, w odpowiedzi, a następnie odstawił karafkę i kubek na podłogę. Czując, co się szykuje, łajdak zamierzał zająć jak lepsze miejsce i delektować się widokiem złamanej zielarki. Dlatego też właśnie rozsiadł się wygodnie na brzegu łóżka. W tym czasie polimorfka zdążyła ledwo dotrzeć do drugiego brzegu, a tam z grymasem bólu - jawnie wymalowanym nie tylko na ustach,ale i całej twarzy - oparła je o lekko skurzoną podłogę. Człek nie mówił nic, a jedynie z czarującym uśmiechem przypatrywał się jej poczynaniom, doskonale zdając sobie sprawę, że Szafir nie ma żadnych szans stąd uciec... Pomieszczenie było prawie że hermetyczne, a okna dość wysoko, więc nawet gdyby się zmieniła i miała zdrowe nogi, nie byłaby w stanie opuścić poddasza. Prawda, miała możliwość schowania się, bo zakamarków wszelakiej maści było tu bez liku, ale ostatecznie i tak wyszłaby w momencie, jak tylko by zgłodniała. Blondyneczka miała kocią naturę, więc duma, czy honor na pewno nie zmusiłyby ją do zmorzenia się na śmierć – tego złodziej był wręcz pewien.
Ale jego partnerka nie zdołała nawet odnaleźć własnych rzeczy, ba! Nie dane jej było postawić choćby kroku, nim wwiercający się w jej mózg ból posłał biedaczkę na kolana. Jedyną odpowiedzią   drania na to, było przeciągłe westchnienie znużenia. Brzmiało to  jak sugestia że od początku wiedział, iż tak właśnie będzie, a durna Kotka była po prostu zbyt uparta, by to pojąć. Podczas upadku wypięła jednak wdzięcznie w jego stronę tyłek, więc w sumie to nie narzekał...
Łotrzyk podziwiał jednak tę jej charakterność i butę, które właśnie w tej chwili napędzały dziewczę. Owszem, brakowało jej nieco hartu ducha, bo gdyby było inaczej, nawet ból stóp nie powstrzymałby jej przed forsownym marszem. Nadal jednak był pod wrażeniem, spodziewając się że po tych wszystkich słowach dziewczyna zwinie się w kłębek i zacznie wyć i rozpaczać nad własną niedolą do momentu, aż przyjdzie mu ją uciszyć. Nieoczekiwanie więc zaplusowała u swego oprawcy, choć w owej chwili nie miało to chyba dla przemienionej większego znaczenia.
Moment, w którym spojrzała mu z gniewem w oczy, był więc niezwykle uroczy, bowiem zawadiaka leżał wtedy na brzuchu, z głową podpartą na na obu rękach i z zaciekawieniem obserwował walczącą ze swymi słabościami, a po części także i z własnymi demonami Szafir. Dopiero jej śmieszna deklaracja na tyle sprowokowała mężczyznę, by zmusić go do wstania z łózka...
Swobodnie przechadzał się po pokoju, kilkukrotnie okrążając swą ofiarę na tyle blisko, by czuła jego zapach i zarazem na tyle daleko, by nie zdołała go trafić, gdyby naszła ją taka ochota.
- Ho, ho... Widzę w twoich oczach nienawiść i to naprawdę ciekawe, ale... Czy ty naprawdę uważasz, że to wystarczy by wygłaszać tak wzniosłe słowa? - zapytał ze spokojem, niczym mentor który cierpliwie stara się przekazać swą cenną wiedzę mało rozgarniętemu adeptowi, a następnie bezwzględnie nadepnął na łydkę dziewczęcia. Na szczęście dla niej, nie przeniósł na nią całego ciężaru ciała i było to bardziej uwłaczające, niż bolesne, choć do przyjemnych zdecydowanie nie należało. Przytrzymał stopę jeszcze chwilę, naciskając mocniej za każdym razem, gdy jego branka choćby drgnęła, a po minucie zwyczajnie powrócił do krążenia wokół niej, niczym jakiś drapieżca.
- W tym mieście żyją tak naprawdę trzy rodzaje istoty. Naiwne owce. Rozmiłowane w gnębieniu słabszych wilki i psy pasterskie. Te chronią owce  i tępią wilki. Ja dobrze wiem, kim jestem, ale czy ty...? - kat zatrzymał się naprzeciw pokrzywdzonej i spokojnie przyklęknął przy niej na jedno kolano. Zaraz potem wyciągnął dłonie, by odgarnąć włosy twarzyczki dziewczyny.
- Lepiej posłuchaj mnie uważnie. W Byakko nie ma nikogo, kto byłby samowystarczalny. Znajomości, kolesiostwo, nepotyzm, układy... Mógłbym tak wyliczać do usranej śmierci i nadal nie byłbym w połowie. Nawet najpotężniejsze osoby potrzebują kogoś, kim mogłyby się wysługiwać, więc mi tu nie pierdol! Wiesz tak samo dobrze, jak ja, że beze mnie tu zginiesz! Myślisz, że ja tu jestem złem wcielonym? Muhahaha, nie.... Oj nie, Kochanie. Ja jestem tylko płotką pośród tych murów. Nie wartą uwagi, czy choćby skinienia... Ale dobrze... Niech będzie, że zrobimy po twojemu! - rozeźlony na całego, bez pytania wsunął dłonie pod jej pachy i po raz kolejny uniósł dziewczynę w górę, choć tym razem nie wykazał się zbyt okazałą delikatnością. Jakby tego było mało, chwilę potem cisnął nią przed siebie... Zielarka w powietrzu przeleciała dobre dwa metry, koniec końców lądując na łożu.
- Jeśli udowodnisz mi, że poradzisz sobie w tym mieście, to się od ciebie odpierdolę! Obiecuję! Do tego czasu jednak będziesz musiała się ze mną użerać, czy ci się podoba, czy nie! Musisz się wiele nauczyć, a na razie bardzo miernie ci idzie! - choć nie podnosił głosu, kobieta czuła się tak, jakby na nią wrzeszczał, a jej pan z każdym kolejnym słowem zbliżał się coraz bardziej i bardziej, aż w końcu groźnie zawisnął nad nią biedną... prawie, jak we śnie.
- Wpierw zajmij się swoimi stopami! Spójrz, jak wyglądają! Jeszcze trochę i zaczną sinieć i trzeba będzie ci je upierdolić i wiesz co wtedy zrobię? Przykuję cię łańcuchem do ściany w jakiejś podłej ruderze i zacznę sprowadzać klientów, którzy będą cię rżnąć za połowę tego, co biorą dziwki na ulicy! Ach i nie myśl sobie, ze będzie tak miło... Osobiście przeprowadzę amputację, pod nadzorem jakiegoś rzeźnika!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Czw Lis 19, 2015 6:49 pm

Na szczęście dla siebie, Szafir miała resztki instynktu samozachowawczego. Gdy łotrzyk nadepnął na jej łydkę, w pierwszej chwili syknęła cicho i wygięła grzbiet w łuk, kocim zwyczajem. Nie próbowała jednak się szarpać, a tylko zastygła w takiej pozie. Z resztą nawet całkowity laik zorientował się, że ta agresja była tylko pozorem. Zbyt wiele w jej pozie świadczyło o tym, że była gotowa wycofać się natychmiast. Była doskonale świadoma tego, kto rządził aktualnie w tym popapranym duecie i raczej usiłowała nie dać zepchnąć się całkowicie w kąt, niż zdobyć lepszą pozycję.
Nawet nie pomyślała o tym, aby podejmować dyskusję z łotrzykiem. Było to zbyt ryzykowne. Nawet, gdy ten cisnął ją na łóżko jak szmacianą lalkę. Na posłaniu spięła się wyraźnie, niepewna, czy lepiej zwinąć się w kulkę, by tak chronić się przed ewentualnymi ciosami, bronić się, czy próbować dać nogę. Z dziką chęcią zerwałaby się z miejsca, wdrapała na jakąś szafę i tam zaszyła się w zakurzonym kącie, aż minęłoby najgorsze.
- Dziś mogę je co najwyżej umyć. Nie mam ziół, ani eliksirów, a nie czuję się na tyle dobrze, by próbować dłubać w tych ranach. Ale zajmę się nimi. - Tym razem dziewczyna postanowiła odpuścić. Szczególnie, że mężczyzna miał rację. Skoro i tak leżała na łóżku, nakryła się kołdrą i skuliła nieco, po kociemu. -Zimno tu trochę...
To było całe wyjaśnienie, jakie odważyła się wyszeptać. Dopiero po chwili pozwoliła sobie jeszcze, zaskakująco grzecznie jak na nią, poprosić o możliwość dojścia do siebie tego dnia. Musiała wyglądać naprawdę tragicznie, skoro jej niezbyt łagodny „pan” pozwolił jej zostać w łóżku i nie dręczył jej bardziej. Zdołała nawet sięgnąć później po kubek z wodą i jakoś przeżyć kaca.

Przez kolejne dni rany na stopach zielarki goiły się całkiem nieźle, a Rook miał okazję obserwować jej wahania nastroju w związku z krwawieniem miesięcznym. Ale skończyła się, niestety, taryfa ulgowa i musiała czasem opuszczać łóżko. Chociażby po to, aby zająć się ubraniami zostawionymi przez łotrzyka do namoczenia. Duma kotki ucierpiała porządnie, gdy musiała dowlec się na kolanach do balii, ale za to zdołała wymiauczeć (dość dosłownie, swoją drogą) miskę śmietanki. Jak tylko Gawron wrócił ze zdobyczą, Szafir musiała poważnie przemyśleć, czy na pewno miała ochotę właśnie na ten smakołyk. Mina mężczyzny upewniła ją, że śmietanka była jak najbardziej na miejscu i wychłeptała jej trochę kocim zwyczajem. Później, gdy złodziej położył się do łóżka, blondyneczka jakoś tak nabrała ochoty wtulić się w niego. Co więcej, usiadła na nim okrakiem i zaczęła skubać zębami po szyi i obojczyku. Przy odgarnianiu włosów machnęła trochę za mocno ręką i przewróciła stojący na biurku kubek. Dziewczyna aż podskoczyła na ten dźwięk, a potem wpatrywała się przez chwilę w naczynie, by wreszcie zleźć ze swojego „właściciela”, usiąść na podłodze i rozpłakać się. Powodem było rzekomo to, że była niezdarą. W każdym razie nie dała się uspokoić żadnymi metodami przez dobrą godzinę, a potem zmęczona zwyczajnie zasnęła. Innego razu rzuciła w mężczyznę tym samym kubkiem, wściekła o coś, ale sama nie wiedziała, o co. Później zawinęła się w kołdrę jak w kokon i odmawiała wszelkiej współpracy, mamrocząc coś pod nosem, albo otwarcie sycząc. Przy innej okazji była radosna jak ułomny skowronek. Taki młyn musiał znosić Gawron przez kilka kolejnych dni.
Około czwartego dnia Szafir zaczęła wychodzić z łóżka i próbować chodzić po kryjówce. Robiła to jednak tylko wtedy, gdy złodzieja w niej nie było. Sama nie wiedziała, dlaczego, ale tak właśnie sobie to wymyśliła. Być może po części dlatego, że przekopywała bezczelnie wszystkie jej zakamarki. Szybko nauczyła się, że jeśli słychać było, że ktoś łaził po sąsiednim dachu, oznaczało to właśnie Rooka. Wtedy wystarczyło tylko szybciutko dostać się na posłanie i udawać, że cały czas spała. A ten aspekt jej natury był akurat wybitnie koci. Przesypiała większą część dnia, jeśli tylko jej „pan” pozwalał na to. Tyle dobrze, że sen miała dość czujny. Zwłaszcza w ciągu dnia.
Blondyneczka utrzymywała, że nie mogła chodzić i wciąż krwawiła parę dni po tym, jak całkowicie doszła do siebie. Jednego razu umyśliła sobie zrobić krótką wycieczkę poza poddasze. Gdy tylko łotrzyk wylazł przez okno na dach, dziewczyna obudziła się, słysząc jak stukał stukał podeszwami o dachówki. Miała ochotę wybrać się tylko na krótki spacerek, złapać ciut świeżego powietrza i wrócić przed nim. Na szczęście swoje rzeczy, włącznie z butami, znalazła już dawno. Dlatego mogła zejść z łóżka tuż po wyjściu swojego „właściciela” i popędzić na palcach we właściwe miejsce. Pozbyła się niepotrzebnego opatrunku, który miał chronić wszystko wokół przed jej „kobiecą dolegliwością” i ubrała się pospiesznie. Nie wiedziała, ile miała czasu, więc wolała nie tracić go bez sensu. Najdłużej zeszło jej ubieranie butów z powodu ich długich cholew, które musiała starannie zawiązać. Trochę żałowała, że nie miała niczego, co mogłaby ubrać pod kamizelkę, ale w końcu nie zamierzała szlajać się po mieście, a tylko trochę rozejrzeć z dachu. Już miała zabierać się do próby wyjścia przez okno, gdy w jej oczy rzuciła się szczotka. Zwykła szczotka do włosów, ale chwilowo była jak zbawienie. Szafir tylko przez chwilę zastanawiała się, co powinna zrobić. Mogła darować sobie spacer, ale koniecznie musiała wyczesać włosy.
Całe to szykowanie się musiało zająć jej więcej czasu, niż planowała. Nie była jeszcze w pełni zadowolona z fryzury, gdy usłyszała charakterystyczne dźwięki kogoś chodzącego po dachu. Dachu tuż nad nią. Zwykle udawało jej się usłyszeć Rooka, gdy był jeszcze na sąsiednim budynku, ale tym razem była chyba zbyt pochłonięta znaleziskiem, by zwrócić na to uwagę.
- O w mordę go i nożem... - Zmiennokształtna spojrzała po sobie, myśląc gorączkowo, co powinna zrobić. Nie miała czasu, aby rozebrać się i odłożyć swoje rzeczy na miejsce. A nie mogła położyć się w butach do łóżka, bo z pewnością nieźle by jej się za to oberwało. - Jestem głupia...
Mruknęła, po czym rozpoczęła przemianę. Musiała się spieszyć, ale ta metoda była znacznie szybsza niż rozsznurowywanie jej bezsensownie długich buciorów. Zaraz potem szurnęła między meblami w kierunku łóżka. Żeby nie kluczyć nadmiernie po labiryncie, przeczołgała się nawet pod jakąś szafą. Wystraszona nie pomyślała nawet o wskoczeniu na posłanie, tylko zwinęła się w kłębek w pierwszej napotkanej plamie światła pod oknem. Zamierzała udawać, że cały czas grzecznie spała w tym właśnie miejscu. Zapomniała tylko, że od momentu zamieszkania na poddaszu, ani razu nie przyjmowała kociej postaci. No i całe futerko miała pokryte kurzem i pajęczynami zebranymi podczas przeciskania się pod jedną z przeszkód.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 21, 2015 6:42 pm

Szafir miała naprawdę wiele szczęścia, bowiem wyrobiła się dosłownie w ostatnich sekundach. Ledwie tylko położyła się na podłodze, jedno z pobliskich okien rozwarło się energicznie, wpuszczając na poddasze podmuch iście lodowatego powietrza. Nie było jednak w tym dziwnego, jako że szybkimi krokami zbliżała się zima - chcąc lada dzień ich zaskoczyć - no a poza tym na tej wysokości wiatr hulał przez cały rok. Promienie słońca, które w chwili obecnej naświetlały prawie całe poddasze, jeno dawały złudzenie ładnej pogody, a przez szybę przebijało się względnie dużo ciepła, lecz wystarczyłby na chwilę pozostawić otwarte okno, a oboje przemarzliby do szpiku kości. To dlatego właśnie Rook bez chwili zwłoki wskoczył do środka, nie zawracając sobie nawet głowy choćby szczątkową asekuracją. A i nawet wtedy wylądował zgrabnie na podłodze, lekko przykucając i podpierając się nieco jedną ręką, a następnie rozglądając czujnie. Wpierw jego wzrok padł oczywiście na łoże, gdzie spodziewał się odnaleźć swą niedoszłą kochankę, marząc nawet by zastać ją w kuszącej pozycji i przywołującej go do siebie skinieniem palca. Wyobraźnia momentalnie podrzuciła mu z pamięci wszelkie jej kobiece wdzięki i doprawiła to wszystko lekko nieśmiałym i jednocześnie nieznośnie uwodzicielskim uśmiechem dziewczęcia. Wszystko to jednak przeminęło równie szybko, jak się pominęło, a Gawron wyprostował się podenerwowany i zaczął powoli okręcać wokół siebie. W jego dłoniach jak za sprawą magii pojawiły się oba noże, które wyciągnął przed siebie, w ten sposób tworząc szczelną gardę. Powodem jego zdenerwowania było nie to, że jego uciążliwy pupilek ośmielił się odmówić mu zaproszenia do łoża, ale sam fakt że jej w nim nie zastał. Owszem, już od dwóch dni podejrzewał, że podczas jego nieobecności dziewka w najlepsze zwiedza sobie jego kryjówkę, ponieważ nieuważnie przestawiła parę przedmiotów, a nawet mebli. Raz nawet natrafił na jej długi, biały włos w miejscu, gdzie ni cholery nie powinien się znaleźć, tym samym mając pewność że cwana dziewczyna znalazła już kryjówkę z żelaznymi racjami żywności, przeznaczonymi na trudne dni. Ale zawsze czekała na niego w łóżku, więc coś na pewno musiało się stać!
- Gdzie jesteś, Scooby Doo?- rzucił w głąb poddasza, lecz nie odpowiedziało mu nawet echo. Zanim jednak zdążył zrobić aferę, dostrzegł białofutrego sierściucha, wylegującego się bezczelnie w plamie słońca.
- Ach, jesteś! Nie strasz mnie tak! - zawołał z wyraźną ulgą i schował broń, dzięki czemu mógł w końcu zatrzasnąć to chromolone okno. Zaraz po tym uśmiechnął się szczerze do polimorfki, zdradzając zdecydowanie zbyt wiele emocji. Dlatego też jego twarz przybrała chmurny wyraz, gdy już zdążył się ogarnąć i uznać, że nie może być dla niej taki dobry. Zdecydowanie chciał jej zmyć głowę za to, że ośmieliła się wyjść z łóżka, choć jeszcze wczoraj płaczliwym głosem przekonywała go, że nadal nie jest w stanie ustać, a tym bardziej rozpocząć treningu... Ostatecznie tylko westchnął poirytowany i splunął na podłogę, po chwili wyruszając nonszalancko ramionami. Wszak w końcu to nie był pierwszy raz, gdy jego kotka robiła mu na złość. Ton głosu mężczyzny wskazywał na to, że ten wypił parę głębszych i znajduje się w dość dobrym humorze - albo raczej znajdował się w takowym aż do powrotu – lecz nie był to jakiś wyjątek od reguły. Codziennie wracał mniej, lub bardziej spity, często roztaczając kwaśną woń tytoniu, lub mdłą ziół i nie był ich wstanie zamaskować nawet odór potu i alkoholu. Rook często przynosił też ze sobą zapach innych ludzi, choć zwykle były one niepowtarzalne i bardzo słabe. Oczywistym jednak było, ze nie szlaja się samotnie po mieście, a naprawdę coś knuje. Do tej pory nigdy jednak nie zdradził nic Szafir, mimo że ciągle o to pytała. Właściwie to niewiele z nią rozmawiał, a jeśli już, to rzucał jakieś niedwuznaczne propozycje, lub niewybredne żarty. Z każdym dniem było ich jednak coraz mniej i mniej i nawet sama blondyneczka zauważyła, że jej pan zaczął się dystansować. Wracał coraz później i z łózka uciekał coraz wcześniej, a zostawiając ją samą, doprowadzał dziewkę do białej gorączki. Na strychu nudziła się bowiem przeokropnie. Wczoraj miał już nawet problem, żeby na nią spojrzeć i ciągle uciekał wzrokiem. Zmiennokształtna była jednak z tych osób, które nie rozumiały dlaczego tak się dzieje... nie mogła pojąć, że jej człowiek jest naprawdę sfrustrowany i coraz ciężej jest mu się kontrolować. Zwłaszcza w nocy, gdy szukając ciepła, tak bardzo wtulała się w niego.
- Chodź, przyniosłem obiad... - mruknął od niechcenia i cisnął przyniesionym workiem na blat stołu, samemu znikając za półką. Szybko jednak wrócił, choć już bez świeżo wypranego przez biedaczkę płaszcza, prezentując nową, naprawdę ładną koszulę. Ta również wiązana była na rzemienie, lecz jej biel, gładkość i jakość wykończenia świadczyły o sporej wartości. Jasnym było też, że zdążył się już umyć i teraz zamierzał w końcu coś zjeść. Usiadł za biurkiem i z worka wydobył dość spore, papierowe pudełko, przetłuszczone nieco od spodu. To zdecydowanie zwróciło uwagę kocicy, bowiem zwykle karmił ją zimnymi półproduktami, a tymczasem zapowiadała się gorąca uczta. I rzeczywiście, gdy je otworzył, ze środka zaczęła unosić się para, a chwilę potem całe poddasze zapachniało pieczonym kurczakiem.
- Mniam, kurak z rożna! Cały i tylko dla nas! Choć, bo zeżrę to co, najlepsze!- humor mężczyzny wyraźnie się poprawił, gdy ten zaczął dobierać się do mięska, gołymi paluchami odrywając sobie calutką pierś...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 21, 2015 7:35 pm

Początkowo kotka udawała, że spała i to twardo. Dopiero na zatrzaśnięcie okna uniosła łeb z cichym mruknięciem. Spojrzała na swojego "pana" spod na wpół przymkniętych powiek, chcąc sprawiać wrażenie zaspanej. Dla lepszego efektu wstała nawet i przeciągnęła się powoli, ziewając przy tym solidnie. Zaraz potem usiadła i owinęła łapy puszystym ogonem, nieszczególnie mając ochotę na porzucanie wygrzanego przez siebie samą miejsca. Nawet zaproszenie na kolację nie zrobiło na niej dostatecznego wrażenia. W końcu sporą ilość równie suchego i nieciekawego jedzenia znalazła już ze trzy dni temu. Mogła więc równie dobrze zjeść później i nie ryzykować, że jej delikatne futerko prześmierdnie alkoholem albo, co gorsza, dymem tytoniowym. Złodziej nawet sobie nie wyobrażał, jak ciężko było zlizać z siebie taką woń, będąc w ludzkim ciele!
- Mrrra? Mrrrrurrr - Zauważyła z zaskoczeniem, czując kuszący zapach ciepłego jedzenia. Potruchtała dumnie przez pokój, unosząc w górę puchaty ogon. Ledwo powstrzymała się od biegu z pełną prędkością, ale musiała przecież robić pozory, że nie zależało jej AŻ TAK bardzo. Bez pytania wskoczyła na kolana Gawrona i postanowiła się nawet z nim przywitać. W tym celu stanęła na tylnych łapkach, przednie opierając o jego pierś. Spojrzała mu w oczy, mrucząc głośno... po czym z całej siły przywaliła łebkiem w nasadę jego nosa, by zaraz potem otrzeć się pyszczkiem o jego policzek. Nie przejęła się ani trochę ewentualną reakcją mężczyzny, tylko opadła na cztery łapy i zaczęła z niecierpliwością ocierać bokiem o jego tors. Jak zawsze, gdy była zadowolona, "ugniatała ciasto" za pomogą wszystkich kończyn i wysuwanych lekko pazurów. A że "ciastem" były uda jej właściciela to już inna kwestia. Wytrzymała tak tylko chwilę, bo zaraz potem miauknęła i pacnęła przedramię łotrzyka jedną z przednich łap, schowawszy swoje iście mordercze szpony. Ani myślała własnoręcznie odrywać mięsa z kurczaka. Przecież mogła się pobrudzić! Wolała zaczekać, aż człowiek odwali co gorszą robotę za nią, a potem tylko rozkoszować się ciepłym posiłkiem. Gdyby mogła, chyba aż przemieniłaby się i ucałowała złoczyńcę, taka była zadowolona z przyniesionej przez niego kolacji!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 21, 2015 9:17 pm

Gawron - co niezbyt dziwne - nie wykazał się jakąś wielką elokwencją i nie poczekał z rozpoczęciem posiłku na swą lubą. No a że jej znowu nieszczególnie się spieszyło – aż człek pomyślał, że jego nieznośne zwierzątko nie jest głodne – zdążył wtranżolić już dobrą jedna trzecią piersi, przezornie zostawiając w pudełku spieczoną na złoto i ociekającą tłuszczykiem skórkę. Za tymi, jakoś nieszczególnie przepadał i zwykle zostawiał, albo dawał na ulicy... cóż, kotom. Teraz miał jednak swoją własną Szafir, więc to ona korzystała na tym, jakim spańszczonym był niejadkiem. Oczywiście to nie było tak, że Rook jakoś bardzo wybrzydzał, bo zdarzało mu się już jeść o wiele gorsze, ba! Wręcz obrzydliwe rzeczy i był do tego przyzwyczajony, ale jak tylko mógł wybrać, brał to co lubi.
- Ejże! - zawołał ze skargą na bezczelne zawłaszczenie sobie jego kolan przez polimorfkę, jednocześnie podnosząc obie ręce w poddańczym geście. Zdążył też jeszcze przymknąć w poirytowaniu oczy, nim dostał solidny prosty z kociego łba. Głowa człeka momentalnie odskoczyła, jakby zwolniła ją jakaś mocno napięta cięciwa, a on sam odchylił się i popatrzył na skośny dach, jakby wołał o pomstę do nieba. Zaraz potem jednak zachichotał jak głupi, ciesząc się z drobnej pieszczoty, jaką to dziewka obdarzyła jego policzek. Rzadko bowiem spotykał się z taką wylewnością u tego konkretnego, kociego osobnika. Dlatego też łotrzyk z taką emfazą zaczął głaskać bok kocicy, niestety też jednakwycierając sobie o nią tłuste paluchy. Jego wzrok był jednak skierowany na jedzenie, które w myślach dzielił już na odpowiednie porcje, a te z kolei na jeszcze mniejsze kawałeczki, które można by podawać pociesznej istotce. A choć można by pomyśleć, że młody, zdrowy i zdecydowanie zbyt jurny mężczyzna wolałby obiadować ze śliczną dziewczyną, złodziej zdawał się być wyjątkowo zadowolony z takiego obrotu sprawy. Ba, nawet nucił sobie jakąś wulgarną piosnkę i kiwał na boki w takt melodii.
- No już, już! Chwila! Nie bądź taka w gorącej wodzie kąpana!- rzucił w odpowiedzi na pacnięcie w rękę, przy okazji opuszczając łeb w dół, by wzrokiem skrytykować niestosowne zachowanie przemienionej - A gdzie żeś ty się szlajała?! O, nie, Kochana! Tak się bawić nie będziemy! Marsz do mycia! – dopiero teraz dostrzegł, w jakim stanie jest jej śliczne, białe futro i  jak powiedział, tak też wstał. Oczywiście nie pozwolił jej uciec, za wczasu zręcznie porywając na ręce słusznej wagi kocisko. Łatwo nie było, ale i tak cwaniak z wprawą umieścił ją sobie pod pachą.
Zielarka, która w „nielegalny sposób” zdążyła poznać rozkład pomieszczenia tak „pi razy drzwi” miała świadomość, ze zbliżają się do umywalni, ale nie to było najgorsze. Bardziej ciążyła jej świadomość, że pierwszy raz od tygodnia mogła zjeść coś ciepłego, a straciła to wszystko przez własną głupotę... Jedzenie z każdą chwilą bezlitośnie stygło, nawet mimo że jej człowiek przed wstaniem zza biurka, zamknął pudełko z kurczakiem, a on – łajdak bez serca, czy sumienia – bezsensownie targał ją do mycia. Szafir spinała się coraz bardziej w miarę, jak zbliżali się do wydzielonej do mycia części poddasza, ale szarpać zaczęła się dopiero po zobaczeniu balii. Nic jej to jednak nie pomogło, nie uratowały ją nawet pazury, które boleśnie cięły skórę na rękach Rooka, a także wczepiały się w jego nowe ubrania. Ostatecznie i tak znalazła się na dnie, przytrzymywana tam ręką złoczyńcy, ułożoną bezpośrednio na karku. Druga sięgnęła po dzban z wyglądającą na bardzo zimną wodą i sprowadziła go dokładnie nad złapane w pułapkę zwierzę. I syki i jęki i nawet koci płacz nie przyniosły ułaskawienia, a wzrok człeka pozostał bez wyrazu, gdy ten powoli przechylił naczynie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 21, 2015 9:50 pm

Gdy łotrzyk oburzył się na jej niechlujny wygląd, kotka ze zdziwieniem spojrzała po sobie. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę z tego, ile kurzu i pajęczyn pokrywało jej futerko. Miała w planach nawet posłuchać rozkazu dotyczącego umycia się i zdążyła wysunąć lekko język. Zanim chociaż spróbowała doprowadzić się do porządku, straciła grunt pod łapkami.
- Mnnniaaaa? - Spojrzała tęskno na stygnący posiłek, którego nie dane jej było nawet spróbować. A pachniał tak pięknie! Szafir postanowiła nawet współpracować i dać się wytrzeć wilgotną szmatką, byle jak najszybciej było po wszystkim. W końcu miała szansę załapać się na jeszcze ciepłą kolację. Nie była z tego powodu zbytnio zachwycona i wyraźnie się spinała, ale musiała dać radę. Przecież mogło być gorzej.
Dopiero, gdy zobaczyła balię, przypomniała sobie o charakterze człowieka, który ją niósł. Próbowała się bronić, naprawdę! Szarpała się, drapała, usiłowała nawet gryźć, wszystko na nic. Syczała, prychała, miauczała jak szalona, ale nic to nie dało. Paskudny złoczyńca wydawał się bezlitosny.
- Nnneeeeeooooouu! - Wrzasnęła najgłośniej jak mogła tuż przed tym, jak dzban przechylił się nad nią i poczuła, jak cały grzbiet został brutalnie ochlapany. Taka ilość wody wydawała się niewielka, na dnie balii ledwo było tyle cieczy, aby kotka zamoczyła łapki. Ale dla niej to wystarczyło. Przez całe jej ciało przebiegły dreszcze, niekontrolowane przez nią ani odrobinkę. Przemiana była szybsza, niż zwykle i wyglądała na jeszcze bardziej nieprzyjemną. W każdym razie chwilkę później w balii klęczała jawnie przerażona blondynka w przemoczonych ubraniach. Bez jakichkolwiek oporów, czy choćby minimalnego namysłu, oplotła ramionami kark Gawrona i wtuliła się w niego, pomiaukując pod nosem. Aż ciężko było uwierzyć, że była w stanie samodzielnie pić, skoro tak bardzo bała się wody.
- Zrobię, co chcesz, ale nie każ mi tu siedzieć! - Wyjęczała prosto do ucha mężczyzny, ani przez chwilę nie myśląc o konsekwencjach tego, że miała na sobie ubranie i buty, które jej "pan" wcześniej schował. Ba, założyła nawet swoją biżuterię! Właściwie wszystko, oprócz obróżki, którą kazał jej nosić jakiś tydzień wcześniej. Nie zwróciła też uwagi na to, że w przerażeniu zaczęła wbijać paznokcie w ramiona i plecy łotra.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 21, 2015 10:57 pm

Rook był, cóż... w lekkim szoku. Właściwie to było takie lekkie niedomówienie, bo człek, który chełpił się niesamowitą przenikliwością, nie przewidział absolutnie nic z tego, co wydarzyło się odkąd tylko włożył kotkę do balii i zaczął oblewać ją wodą. Myślał, że bez żadnych animozji, zwyczajnie opłuka swego pupila wodą. Potem wyciągnie ręcznik, położy na nim naburmuszoną – a może nawet wściekłą – kotkę i zawinie, tworząc ogromne, choć zarazem niezwykle słodkie purrito. W planach były też inne atrakcje, jak na przykład wzięcie takiego zawiniątka na ręce i zaniesienie na biurko, gdzie łajdak karmiłby je najlepszymi kąskami, coby się nieco przeprosić. Tymczasem wszystko posypało się w momencie, gdy pod dłonią wyczuł nagłe ruchy kości, które potrafił już doskonale połączyć z niezwykłą umiejętnością blondyneczki, mimo że tak naprawdę ilość przemian, jakich był świadkiem, mógł policzyć na palcach obu rąk.
Ale Gawron nie należał do głupich i umiał dodać dwa do dwóch. Owszem, jeszcze chwilę wcześniej po chamsku wybrechtał rozpaczliwy wrzask kocicy, robiąc przy tym miny godne nadwornego błazna, ale w mig załapał, co konkretnie wymusiło przemianę i chyba właśnie dlatego wyglądał tak, jakby trafił królewskiego pokera podczas gry va bank. Nie miał jednak okazji zaprezentować radości z odkrycia tej „żyły złota” bowiem ociekające wodą dziewczę rzuciło mu się w ramiona i zaborczo przytuliło, prawie że rozszarpując mu ramiona i plecy. Tak był zaskoczony tym, że w balii pojawiła mu się Szafir, że odruchowo odwzajemnił uścisk.
- Wszystko? - zapytał nonszalancko, momentalnie sięgając po nuty drwiny i arogancji. Zmiennokształtna znała je już bardzo dobrze – na tyle, by wyobrazić sobie jego złowieszczy uśmiech – lecz w tej chwili była zbyt przerażona, by zwrócić na to uwagę. Rook czuł, jak jej przez jej drobne ciałko przebiegał dreszcz za dreszczem, a ona sama dosłownie trzęsła się jak osika na wietrze. Zamiast więc czekać na odpowiedź, z łatwością wyciągnął ją z „zuej i niedobrej balii”, pozwalając by objęła go nogami w talii. Łajdakowi nie bardzo przeszkadzał fakt, ze klei się do niego prawie całym ciałem, tym samym mocząc też i jego ubranie. Do jej bliskości też już zdążył się przyzwyczaić, choć za każdym razem, jak tylko poczuł miękkość i słodki zapach jej ciała, walczył z samym sobą, by po prostu się na nią nie rzucić. Musiał jednak przyznać, ze woda była o wiele zbyt zimna i że wyciął jej naprawdę spore świństwo... W ten sposób przeniósł ja na toaletkę i tam usadził, starając się łagodnie oderwać od siebie dziewkę. Zaraz potem wydobył z jednej z szuflad naręcze ręczników. Jeden z nich ułożył jej na podołku, by zaczęła się wycierać, a kolejny – największy ze wszystkich – narzucił na ramiona. Ostatnim zaś ze spokojem zaczął dokładnie osuszać jej włosy.
- Wiesz... Miałem kiedyś...hymm, młodszą siostrę. Jej również pomagałem się kąpać- rzucił nieoczekiwanie, z niespodziewanym przejawem sentymentu, a zaraz potem naciągnął jej ręcznik na twarz. Gdy zaś udało jej się go zsunąć, jej pan stał już do niej plecami.
- Skończ się wycierać i idziemy jeść, póki ciepłe - mruknął sucho, a następnie przykucnął, oczekując że Szafir wejdzie mu na plecy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 22, 2015 8:22 pm

Zapytana, czy zrobiłaby wszystko, aby wydostać się z wody, dziewczyna bez namysłu przytaknęła gorliwie. Dopiero, gdy została posadzona na toaletce i Gawron metodycznie próbował ją od siebie oderwać, zdała sobie sprawę z pewnych konsekwencji tego wydarzenia.
Po pierwsze: zgodziła się zrobić wszystko, o co poprosiłby łotrzyk. A była gotowa postawić własny ogon, że ten wykorzysta to skwapliwie.
Po drugie: widział, jak zareagowała na kąpiel w kociej postaci. Nie była pewna, czy zdawał sobie sprawę, że zwyczajnie nie mogła utrzymać tej formy pod wpływem wody. Ale za to było dość duże ryzyko, że jeśli miał takie podejrzenia, postanowi potwierdzić je przy najbliższej okazji.
Chwilowo Szafir miała jednak większe zmartwienia niż ewentualne kłopoty w przyszłości. Była przemoczona i było jej zimno. Gdy tylko dostała ręcznik, zaczęła wycierać się nim energicznie, niemal jakby od tego zależało jej życie. Gdyby podniosła wzrok na Rooka, mógłby dostrzec, że w głębi jej oczu czaiły się pierwsze oznaki paniki. O dziwo nie przyjęła oferty przeniesienia się do stołu na grzbiecie swojego pana. Zamiast tego zsunęła się z blatu i pociągnęła go lekko za ramię, aby wstał. Wciąż miała ochotę wycierać z siebie wodę, ale chwila, którą musiała poświęcić na zsunięcie ręcznika z twarzy pozwoliła jej spojrzeć na swoje ramiona. Była tak zawzięta podczas osuszania się, że całą skórę na rękach i brzuchu miała mocno zaczerwienioną, niewiele brakowało, aby zaczęła ją zdzierać, choć materiał nie był wcale ostry. No i ciepły posiłek brzmiał kusząco.
Z ręcznikiem narzuconym na barki, wtuliła się w bok Gawrona, wciąż kuląc się wyraźnie.
- Te ubrania są mokre... masz coś, w co mogłabym się przebrać? I mogę już sama chodzić. - Zmiennokształtna miała cichą nadzieję, że otwarte przyznanie się do poprawienia stanu jej zdrowia zatrze nieco fakt, że przyszykowała się tak wcześniej na spacer. Była przekonana, że łotr prędzej czy później doda dwa do dwóch i wyjdzie mu, że dziewczyna miała jego zakazy tam, gdzie plecy traciły swą szlachetną nazwę. Na dowód swoich słów zrobiła nawet dwa kroki do przodu, ciągnąc za sobą właściciela.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Wto Lis 24, 2015 10:16 pm

Rook, za sprawą łagodnego impulsu, wstał posłusznie w ślad swej branki. Ba, nawet wyprostował się dumnie, okazując tym że nie bardzo czuje się urażony tym, że jego słodkie kocie tak bezwzględnie odrzuciło niemą ofertę noszenia na ramionach. Ale diabeł tkwił w szczegółach, bowiem choć „nie bardzo” dość dobrze opisywało podejście łajdaka, to ten jednak poczuł się lekko dotknięty. Wszak była to w końcu propozycja z tych nie do odrzucenia i w teorii wiele kobiet dałoby się pociąć za możliwość bycia poniesioną przez tak czarującego awanturnika… no, a przynajmniej człek mógłby z głowy podać imiona takowych, a podczas wyliczanki brakłoby mu palców. Nie pierwszy raz już jednak przekonał się, że Szafir „nie jest wszyscy” i nie działają na nią te same sztuczki. Oj, nie! Tak złośliwa indywidualistka zwyczajnie nie dawała się wsadzić w żaden utarty schemat, czy szablon, czym nieraz dosłownie zmuszała swego pana do wyrywania sobie włosów z głowy.
Złość przeszła mu jednak w tym samym momencie, gdy jego małe, słodkie kociątko wtuliło się weń całym ciałem, poszukując każdej, nawet najmniejszej cząstki ciepła. Gawron z chęcią się temu poddał, lekko obejmując dziewczynę w talii jedną ręką. Już dawno odkrył, że ma do niej słabość i choć naprawdę mocno starał się nauczyć ją czegoś i pokazać, że będąc tak słabą nie ma szans przetrwać w tym brutalnym świecie, to tak po prawdzie ukochał właśnie tę jej delikatną, nieśmiałą i kruchą istotkę. Ukochał tak bardzo, że podświadomie starał się chronić te cechy i ją samą. Widział w niej jakże piękny, lecz równie wrażliwy kwiat – naturalnie jeden z tych, co to mają kolce - który należy odgrodzić od świata zewnętrznego złotą klatką, albo schować przed złem do ogromnego kufra i zamknąć na klucz. Łotrzyk nie był jednak głupcem i dlatego jego czułe serduszko przepełniał żal. Smutek, wynikający ze świadomości, że nie było to możliwe, a już na pewno przemieniona nie pozwoliłaby na to. Jej bunt, choć z początku mógłby być nader zabawny, w szerszej perspektywie stałby się nużący - nie mówiąc o tym, że najpewniej dałaby nogę. Wszak nawet najcenniejszy kwiat zwiędnie, jeśli pozbawić go słońca i swobody. To dlatego właśnie od tygodnia kładł podwaliny pod jej przyszłą edukację, począwszy od dość spektakularnego złamania dziewczyny, na wykładach moralizatorskich kończąc. Jak na razie rozmowy nie przynosiły jednak spodziewanych efektów…
- Domyśliłem się widząc, że jesteś ubrana… – mruknął więc, zamiast chwytać łopatę i kopać dziurę zdolną pomieścić taki skarb. Zamyślony, zrobił krok, potem drugi, lecz nagle zatrzymał się i pozwolił, by blondyneczka go wyminęła. Zaraz potem pochwycił ją za nadgarstek i z mocą odwrócił twarzą ku sobie, a gdy tak się stało, przyciągnął w zniecierpliwieniu.
- I w co jesteś ubrana... - nim zdążyła choćby się zająknąć, usta obojga złączyły się w pocałunku tak intensywnym, jak nigdy wcześniej. Tylko w ten sposób był w stanie wyrazić to, co czuje. A czuł bardzo wiele... począwszy od zwykłej żądzy i frustracji z nią powiązanej, poprzez złość zmieszaną z radością tak bardzo, że on sam nie był w stanie ich od siebie odróżnić, na emocjach wyższych kończąc. Gdyby złodziej pod groźbą śmierci miał odpowiedzieć, za co tak właściwie kocha Szafir, nie umiałby udzielić konkretnej odpowiedzi. Przerażające było jednak to, że on był doskonale świadom, iż mimo wszystko ją kocha. Ręce mężczyzny spoczęły pewnie na jej ramionach, jakby w obawie, że przemieniona spróbuje go odepchnąć. Po chwili jednak zaczęły powoli zsuwać się po zgrabnych rękach dziewczęcia, dotykiem pieszcząc jej aksamitną skórę.
- Cała drżysz... chodź ze mną... - powiedział czule, pocałunek przerywając dopiero wtedy, gdy zabrakło im tchu. Patrzył przy tym wprost w oczy kocicy, zatracając się w ich głębi i niezwykle intensywnej barwie. Na znajdując w nich odpowiedzi, poprowadził ją przez labirynt komód i kredensów, aż w końcu dotarli do zamieszkałej części poddasza. Jak łatwo można było przypuszczać, Gawron nie pociągnął jej do biurka z jedzeniem, lecz skierował swe kroki w ku zapraszającego ich łoża, ani na chwilę nie puszczając rąk zielarki. Zatrzymali się przy nim, człek miast gwałtowności, ponownie wykazał się taktem, unosząc jej dłonie na wysokość swojej twarzy i całując wpierw wierzch, a potem wnętrza. Następnie uwolnił je i palcami pochwycił za krawędzie okrywającego ją ręcznika, pozwalając mu swobodnie opaść na ziemie. Chwilę potem dłonie łotrzyka ponownie znalazły się na jej ramionach i łagodnym ruchem obnażyły piersi kobiety, posyłając jej kamizelkę w ślad za ręcznikiem. Rook przyglądał się im przez chwilę, z wolna przesuwając swe dłonie na jej talię, w następnej kolejności aluzyjnie popychając polimorfkę na puchową pościel...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sro Lis 25, 2015 1:13 pm

Dziewczyna absolutnie nie spodziewała się, że zostanie zatrzymana przez Rooka. Dlatego, gdy obróciła się pod przymusem, miała jawnie wypisane na twarzy zdziwienie i odrobinę niepokoju. Obawiała się solidnej awantury. W końcu nie tylko była gotowa do wyjścia bez zezwolenia swojego "pana", ale dodatkowo jej ubrania były jawnym dowodem na to, że pod jego nieobecność buszowała w najlepsze po jego kryjówce. No dodatek oszukiwała go w temacie swojego stanu zdrowia. I jeszcze udawała niewiniątko, gdy wrócił, przemieniwszy się w kota.
Pocałunek tylko pogłębił jej zaskoczenie. W pierwszej chwili była spięta, ale szybko się rozluźniła, choć wciąż nie była pewna, czego dokładnie mogła spodziewać się po Gawronie. Przez ostatnie dni nabrała niemal pewności, że mężczyzna miał jej dość. Niewiele rozmawiali, a im dłużej mieszkała na poddaszu, tym rzadziej złodziej zaszczycał ją choćby słowem. Coraz więcej czasu spędzała też sama. Właściwie tylko nocą miała towarzystwo, a i to pewnie tylko dlatego, że łotrzyka do łóżka zaganiał chłód. Zauważyła, że chwilami nawet unikał patrzenia na nią. Dlatego tak niespodziewana bliskość mile połechtała ego zmiennokształtnej. Jako kot odczuwała potrzebę bycia zauważaną i docenianą. Bez względu na to, za co. Miała jednak swoją dumę i nie zamierzała pokazywać, jak bardzo była zadowolona z tego gestu. Pozwoliła sobie tylko chwycić lekko materiał nowej koszuli złoczyńcy.
Mimo wszystko Szafir miała cichą nadzieję na kolację. Ostatni raz ciepły posiłek jadła jeszcze w swojej wiosce, zanim pokłóciła się ze swoją byłą panią. Wspomnienie czarownicy sprawiło, że miała ochotę wyrwać dłonie z uścisku nowego opiekuna.
- Po co? Już nie jestem jej i nie przyjmie mnie, jeśli wrócę. Teraz jestem kotem złodzieja. No i mleko się już rozlało, mówił, że spędziłam z nim noc, gdy byłam pijana. Więc... co mi tam? Muszę tylko udowodnić mu jakoś, że nie jestem jego zabawką. - Dziewczyna uśmiechnęła się lekko dopiero, gdy powzięła sobie takie postanowienie. Teraz miała zupełnie inne karty, niż jako Kot Czarownicy i musiała się tylko nauczyć nimi grać. Zbiegło się to z chwilą, gdy Rook skończył rozwiązywać rzemyki przy jej kamizelce, co mogło zostać mylnie odebrane.
Blondyneczka pozwoliła popchnąć się na posłanie i nie broniła się przed tym upadkiem. Przez chwilę korciło ją, aby złośliwie zawinąć się w pościel i potwierdzić, że to całkiem niezły pomysł, aby zagrzała się w ten sposób. Była jednak ciekawa, jak Gawron zareagowałby na inne zachowanie. W końcu miała spróbować ustawić się odpowiednio w tym nowym życiu, warto było więc sprawdzić, jak daleko mogła się posunąć. Rzeczywiście, otuliła się kołdrą, ale podniosła się też szybciutko do pozycji siedzącej. Położyła obie dłonie na zewnętrznej stronie ud złodzieja, tuż nad kolanami, po czym zaczęła przesuwać je powoli ku górze. Nie zatrzymała się na biodrach, ani pasie, a wsunęła je bezczelnie pod koszulę mężczyzny i nie przestawała, aż udało jej się podwinąć lekko materiał i odsłonić jego brzuch.
- Gawron? Mogę się mylić, ale zgaduję, że nie zamierzasz ułożyć mnie wygodnie, opatulić kołdrą i karmić tym ciepłym kurczakiem, prawda? - Spojrzała z dołu na właściciela i przysunęła się bliżej niego. Na próbę polizała go tuż nad pępkiem, a potem pocałowała raz i drugi, zanim przyssała się, ciekawa, czy zdążyłaby zostawić wyraźną malinkę, zanim łotrzyk zorientowałby się, co też jego zwierzątko kombinowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 28, 2015 7:25 pm

- Zaprawdę jesteś kotem czarownicy... ups, albo raczej byłaś... No ale twój dar jasnowidzenia dalej cię nie zawodzi, no i... chyba jeszcze nigdy nie miałaś tyle racji, co w tym momencie... -
Czego, jak czego, ale tego że Szafir wytnie mu tak paskudny numer, się chłopak kompletnie nie spodziewał.. Pieszczotę przyjął więc niejako z ochotą, a i nawet przymrużył oczy z odczuwanej przyjemności.... albo ewentualnie cieszył się niezmiernie z faktu, że jego pupil odkrył wreszcie, gdzie jego miejsce i jaka jego rola w tym ich dziwnym związku. Tak, czy inaczej, mężczyzna był kompletnie bezbronny w obliczu drobnej zemsty zielarki i pozwolił sobie zrobić naprawdę mocno zaakcentowany i cholernie przy tym barwny ślad na brzuchu.
- Ty mała...! - żachnął się i zapowietrzył tak bardzo, że przez gardło nie przeleciał mu epitet przeznaczony jeno do uszu blondyneczki, co zmusiło biedaka do posiłkowania się niecenzuralnym gestem. Zaraz potem popchnął ją na łóżko z mocą, następnie samemu na nie wkraczając. Kolano łotrzyka z niebywałą wprawą rozdzieliło wdzięczne uda polimorfki i wymownie zagroziło jej nagłej  autorytatywności. Gdy zaś Rook znalazł się na niej – co nastąpiło w dość spektakularny sposób, gdyż człek zwyczajnie przechylił się i poleciał wprost na kruche ciałko zmiennokształtnej, na szczęście dla niej asekurując się dłońmi w ostatniej fazie lotu - prostym ruchem nogi zaczął wytrącać jej resztki pewności siebie. W tym celu musiał co prawda przekrzywić się nieco i wesprzeć na łokciu ułożonym tuż nad jej głową , ale większa cześć jego ciała nadal groźnie zwisała nad nią, mimowolnie przypominając o śnie z minionego tygodnia.
- Za tą jedną zapłacisz mi dziesięcioma... nie! Dwudziestoma! - zagroził jej szeptem tak zimnym, że dźwięk ten mógł zmrozić wodę. Jego ciepły oddech jednak przyjemnie kontrastował z pogróżką, zwłaszcza w momentach gdy człek owiewał nim wrażliwą skórę dziewczęcia. Siłą zmusił, by wyciągnęła ręce ponad własną głowę i skrzyżował je uwłaczająco, dzięki czemu mógł też przytrzymać je przy użyciu zaledwie jednej swojej. Teraz to Szafir była zupełnie bezbronna i nie miała żadnych szans uwolnić się spod jego jarzma, co zresztą łajdak z sadystyczną przyjemnością udowodnił jej już sekundę później, gdy jego paluch powoli wędrował po jej gładkim ciele, wyznaczając szlak od  ust do lewej piersi.
- Może zacznę tutaj,o? -zapytał okrutnie i obdarzył zielarkę wynaturzonym uśmiechem. Jednym z tych, które tak bardzo ją przerażały. Jakby tego było mało, bydlak chwilę potem dwoma palcami ujął jej sutek i złośliwie uszczypnął, a zaraz potem pociągnął!
Nie torturował jej jednak dłużej, niż te parę sekund, najwyraźniej umyśliwszy sobie coś o wiele bardziej bezwzględnego – co zwiastował nie tylko niebezpieczny błysk w oku, ale równie nikczemny śmiech, skierowany wprost do ucha kocicy.
- A może powinienem wybrać to samo miejsce, co ty? - mruknął i pochylił się, by skraść jej krótki pocałunek. Zaraz potem zaczął zasypywać pocałunkami smukłą szyję dziewczyny, oraz bliższy mu obojczyk, z każdym razem wędrując coraz niżej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 28, 2015 7:59 pm

Na niemą obelgę dziewczyna odpowiedziała, szczerząc dumnie ząbki. Nic nie wskazywało na to, aby tym razem miała dać się tak łatwo zastraszyć. W swoim mniemaniu nie miała przecież zbyt wiele do stracenia. Nawet popchnięcie na łóżko nie pozbawiło jej animuszu. Dopiero, gdy Gawron zawisnął tuż nad nią, Szafir straciła odrobinę pewności siebie. Ale tylko odrobinę. Zamiast przejąć się groźbą, skupiła się na ciepłym oddechu na swojej skórze. Bezczelnie szepnęła nawet cichutko coś na kształt "ojejku jej". Unieruchomienie jej rąk zadziałało trochę lepiej, niż dotychczasowe działania złodzieja. Zielarka odchyliła głowę tak, by spojrzeć na własne nadgarstki i naparła nimi na dłonie mężczyzny, dla próby. Nie wyglądało na to, aby takie pomysły miały dać jakikolwiek skutek.
Widząc wyjątkowo nieprzyjemny uśmieszek łotra, dziewczyna szarpnęła rękami trochę mocniej, z cichym fuknięciem. Uszczypnięta, syknęła przez zęby i postanowiła odpuścić chwilowo próby uwolnienia się, powiązawszy je z bólem. Lepiej było nie ryzykować. Jednocześnie postanowiła, że nie mogła okazać zbytnio słabości. Musiała pokazać Gawronowi, że wcale jej nie przerażał, ani nie miał nad nią władzy. Ani troszku. A przynajmniej warto było spróbować.
- Czyżby nie spodobała ci się moja pieszczota i ślad po niej, ptaszynko? - Dziewczyna mruknęła, usiłując położyć się wygodniej. Przede wszystkim musiała poprawić ułożenie nóg. Jedną z nich zgięła nawet w kolanie, chcąc oprzeć piętę na łóżku. - I zrób ich, ile dusza zapragnie. Byle mocnych. Zawsze znajdzie się jakiś przesadnie ambitny obrońca, który uwierzy, że mnie tłuczesz. Mnie. Biedną, małą i bezbronną. I głodzisz! Będziesz miał kłopoty...
Zmiennokształtna przymknęła oczy, nie chcąc, aby złoczyńca zorientował się, że wcale nie czuła się tak pewna siebie, jak starała się udawać. Dla lepszego efektu objęła go nawet nogą w pasie, której i tak nie mogła jakoś wygodnie oprzeć i wyszczerzyła się złośliwie, jeszcze podczas mówienia. Twardo trzymała się postanowienia, żeby nie dać się speszyć, czy przerazić. Choćby miała stanąć na uszach, chciała robić pozory, że wszystko miała pod kontrolą. Aby sobie w tym pomóc, usiłowała skupiać się na tych przyjemniejszych doznaniach, ale jakoś nie do końca jej to wychodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 28, 2015 8:52 pm

Gawron całując dorodne ciało swej wybranki, nie przejmował się zbytnio konsekwencjami, choć raz jeden syknął poirytowany w odpowiedzi na wieść o tym, jaka to ona biedniutka i malutka. Ba! Właściwie to jeśli być już tak całkowicie szczerym, to w ogólne nie myślał... no chyba żeby wziąć pod uwagę ten słynny,ludowy eufemizm, który prawił jakoby to faceci myśleli tylko o jednym. Jednak nawet on zauważył, że dziewczę w naprawdę prosty sposób uchroniło się przed zapowiedzianą groźbą, obejmując go nogą w pasie akurat w tym samym momencie, gdy chciał się nieco zniżyć. Łajdak był wręcz pewien, że zrobiła to złośliwie i w tej chwili nabija się z jego bezradności w myślach, co nieco go podburzyło. No a pomijając znaną jeno z legend, męską dumę, to naprawdę miał ochotę zakosztować nieco więcej słodyczy jej ciała i zostało mu to tak po prostu odebrane. Ktoś powiedział kiedyś „zabierz dziecku cukierki i zobacz co się stanie”... cóż, Szafir miała się o tym przekonać w niedługim czasie...
- Fu, fu... Kłopoty? Ja jestem personifikacją tego słowa! - rzucił dumnie, na chwilę przerywając pieszczoty i zadzierając głowę w takie sposób, by móc spojrzeć swej kotce prosto w oczy. Który to już raz patrzył na nią z góry? Tak w przenośni, jak i dosłownym tego stwierdzenia znaczeniu. Złodziejowi jednak nigdy nie nudziło się to uczucie władzy nad nią. Uwielbiał obserwować jej bezowocnie starania stawiania oporu, strach i złość kłębiące się głęboko w błękitnym spojrzeniu, a także wyrazy arogancji i buty. Była charakterna i miała naprawdę krwisty temperament, lecz mu to nie przeszkadzało. Właściwie to upatrywał w tym wiele atrakcyjnych cech. A choć ona sama mu to ułatwiała, nie zawsze umiał tak do końca ją przejrzeć... Dlatego też tym razem postanowił rozegrać to w inny sposób....
Wsparł się pewnie na ręce i wywindował górę swojego ciała, jednocześnie poprawiając się w taki sposób, bo dosłownie dosiąść dziewczyny. Z łatwością mógł przytrzymać ją siłą własnych ud, więc krępowanie dłoni stało się bezsensowne. Uwolnione dłonie – bo jakżeby inaczej – zostały pozbawione jakichkolwiek hamulców moralnych i bez skrupułów objęły obie piersi dziewczyny. Jeśli wcześnie na niego syknęła ze złości, to teraz miała już powód rzucić się na i z pasją gryźć. A choć miała już wolne ręce i mogła nawet spróbować się wyswobodzić, jej pan zaciskał palce mocniej za każdym razem, gdy tylko spróbowała.
- Ty naprawdę myślisz, że stąd wyjdziesz, co? - zapytał szyderczo, na jeden moment zaprzestając tortur - śmiało więc! Spróbuj! Idź, przekonaj się! - dodał po chwili, przywołując na usta zuchwały uśmiech. Chwilę potem nawet oswobodził ją spod własnego ciała i położył się obok. Na koniec wsparł jeszcze głowę na ręce i zaczął obserwować, co zrobi.
Oczywiście było to zagranie poniżej pasa i łotrzyk doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Jakby nie było, kazał jej się wynosić, podczas gdy większość jej ubrań była przemoczona, a na zewnątrz panowała ujemna temperatura, której przygrywał bardzo zimny wiatr. Szafir nie miała nic i nie miała się gdzie podziać, więc na przekór dał jej możliwość odejścia tylko po to, by zobaczyć co zrobi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Sob Lis 28, 2015 9:24 pm

Zmiennokształtna szybko zrozumiała, że nie powinna próbować się wyrywać, choć ręce miała wolne. W jednym Gawron miał rację. Miał sporo wspólnego z kłopotami, cokolwiek ta perfonisicośtam znaczyła. A Szafir, jak to wiedźmi kot, przyciągała kłopoty. Albo może raczej lgnęła do nich? Gdy otrzymała zezwolenie opuszczenia poddasza, a złodziej uwolnił ją, zerwała się do pozycji siedzącej, patrząc podejrzliwie na łotrzyka.
Chciała wyjść. I to bardzo. Na bogów, jak miała dość siedzenia w jednym miejscu! Pragnęła chociaż krótkiego spaceru. Z drugiej strony, gdy ostatni raz pozwoliła się wyrzucić, wpakowała się w niezłe tarapaty. Spojrzała tęskno na okno, niepewna, co powinna zrobić. Wreszcie podjęła decyzję i przeniosła wzrok znów na swojego pana. Źrenice miała zwężone do dwóch cieniuśkich wrzecion i jakąś dzikość w głębi oczu, która powinna przypomnieć złodziejowi, że jego pupilek wcale nie był człowiekiem.
Zielarka nie skoczyła wbrew pozorom na równe nogi. Wręcz przeciwnie. Zaczęła mruczeć i przerzuciła jedną nogę przez biodra swojego pana, siadając na nim okrakiem.
- To niezwykle łaskawe, panie... - Szepnęła, pochyliwszy się nad nim. Raczyła go delikatnymi pocałunkami w szyję, a jego wolną dłoń przeniosła za pomocą własnych na swoją talię. Przesunęła szorstkim językiem po samym brzegu jednego ucha, nie przerywając ani na chwilę mruczenia. Biedaczek nie mógł zobaczyć, jak źrenice kotki rozszerzyły się, aż zasłoniły niemal całe tęczówki, co świadczyło o szykowaniu się na ofiarę. Czy to w zabawie, czy podczas polowania. Zielarka zmrużyła ślepia, zanim pozwoliła ich ustom połączyć się w długim pocałunku. Kiedy była już niemal pewna, że łotrzyk powinien całkowicie przestać myśleć o czymkolwiek, podciągnęła do góry skraj jego koszuli, zachęcając, by pozwolił pozbawić się tego fragmentu odzienia.
A tym razem Szafir była niezwykle przekonująca, bo i miała ku temu bardzo ważny powód. Gdy już udało jej się zdjąć koszulę z mężczyzny, pocałowała go jeszcze raz i spojrzała mu w oczy, oddychając ciężko.
- To była naprawdę łaskawa, hojna propozycja. - Szepnęła, zaciskając mocniej palce na tkaninie, którą wciąż trzymała w jednej dłoni. - Wrócę na kolację!
Zanim Gawron miałby czas pomyśleć, dziewczyna zerwała się z miejsca. Kotka miała bardzo prosty plan: koszula Rooka też była wilgotna, ale mniej od jej krótkiej kamizeleczki. Była też na tyle długa, że jej pasek wystarczyłby, aby zrobić z niej coś pomiędzy tuniką a gorsząco krótką sukienką. W każdym razie zielarka umiała leczyć zapalenie płuc, więc powinna przeżyć taką wycieczkę. Nie przemyślała tylko tego, że okna były cholernie wysoko, a ona nigdy nawet nie próbowała do nich sięgnąć, więc mogła utknąć pod jednym z nich w skradzionym ubraniu. Ale w końcu okraść złodzieja to nie zbrodnia... prawda?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 29, 2015 12:07 pm

Dziewka w dość spektakularny sposób została zatrzymana w pół drogi do okna, zaalarmowana nieprzyjemnym świstem czegoś, przelatującego tuż obok jej głowy. Czegoś ciężkiego i pędzącego w zawrotnym tempie... Owo „coś” okazało się być sporej wielkości nożem myśliwskim, który zakończył swą trasę wbijając się w pobliski regał z książkami i wydał przy tym głuchy stuk, przemieniający się momentalnie w sprężynujący dźwięk drgań ostrza. Szafir doskonale je znała, tak samo jak natychmiast umiałaby wskazać właściciela, a zresztą nie trzeba było detektywa, żeby wydedukować kto nim cisnął. Tak naprawdę Rook nie celował ani w nią, ani jej pobliskie okolice, za cel obierając regał oddalony od kocicy o dobre dwa metry. Nie był na tyle zręcznym akrobatą, by pokusić się o wykonanie pokazowej sztuczki i trafieniu minimetry od jej głowy, bo i też nigdy jej tak naprawdę nie opanował. Nie uznawał teorii „duży cel, duże pudło. Mały cel... celując w guzik od koszuli pomylisz się o milimetry, a celując w głowę... możesz nie mieć drugiej szansy”. Dla niego ważnym była użytkowość umiejętności, no bo po co miał tracić czas na naukę trafiania nożem w oko, skoro mógł go wbić komuś pod żebra? Tak czy inaczej spora wielkość ostrza i nietypowa w tym miejscu akustyka sprawiły o wiele lepsze wrażenie, niż sytuacja ta stanowiła w rzeczywistości i przede wszystkim podziałały na wyobraźnię zielarki, która bądź co bądź miała świadomość że jej pan ma jeszcze jeden... mniejszy, którym łatwiej się rzuca. Mimowolnie więc jej spojrzenie wpierw ślizgnęło się po sterczącym w drewnie nożu, a następnie powoli zaczęło przesuwać się po kolejnych meblach, aż na powrót znalazło się na mężczyźnie. Ten siedział na łóżku, z nogami skrzyżowanym i rękoma nonszalancko ułożonymi na podołku, jednak pomiędzy nimi nie dostrzegła broni. Drwiący uśmiech Gawrona wysyłał jednak wystarczająco ostrzegawcze sygnały, żeby tak po prostu go zignorować.
- Brawo! Bravissimo! Naprawdę nieźle rozegrane! - zawołał z uznaniem i z pełną powagą podniósł obie dłonie, by zaklaskać nimi dwakroć. Zaraz potem wybuchnął jednak gromkim śmiechem i nawet nie ukrywał, że blondyneczce udało się go srogo rozbawić.
- Szybko się uczysz! Chyba naprawdę jeszcze coś z ciebie będzie- dodał po chwili, ocierając łzy napływające mu do oczu   – Nie pomyliłem się, wybierając cię na kompana - choć nie przestawał się uśmiechać, nie był to ten sam szyderczy grymas, jakim łajdak raczył ją za każdym razem, gdy zrobiła, bądź powiedziała coś głupiego. To dziwne, ale człek wyglądał na naprawdę zadowolonego i... dumnego z pupila? Cieszył się na myśl, że być może uda mu się wyszkolić pełnoprawnego kompana, któremu mógłby powierzyć nawet własne życie... już od tak dawna działał sam, że zwyczajnie zaczęło mu się przykrzyć za starą kompanią, a teraz miał szansę stworzyć nową i był na najlepszej drodze do tego.
- Weź ten nóż, jeśli naprawdę chcesz wyjść - rzucił niedbale, opanowując się wreszcie. Wtedy też wyciągnął się wygodnie na łóżku i swobodnie wsunął obie dłonie pod głowę.
- Ulice o tej porze są naprawdę niebezpieczne, a ja ni cholery nie mam zamiaru wychowywać nieswoich kociąt... Nie, żebym na swoje miał ochotę... - z każdym kolejnym słowem jego głos słabnął, zupełnie jakby łotrzyk ze zmęczenia powoli odpływał w błogi sen. Na sam koniec nawet jego powieki opadły z wolna, a on sam przewrócił się na bok, naciągając na siebie kołdrę.
Gawron jednak nie usnął, w głowie odtwarzając sobie wydarzenia minionych chwil. Wciąż jeszcze czuł smak jej ust, ciała, a nawet potu, a dłonie nadal zdawały się pamiętać jędrność jej piersi i ud. Całe łóżko przesiąknięte było jej pociągającym zapachem, co połączeniu z kilkoma skromnymi wspomnieniami czyniło zeń więźnia uroku Szafir.
A potem przypomniał sobie, z jaką łatwością odebrała mu koszulę i z jaką arogancją zarzuciła ją na grzbiet, pozostawiając swego właściciela z niczym, prócz paru tęsknot ciała i aż uśmiechnął się na to mimowolnie.
- Być może już go znalazłaś, ale miałem dla ciebie przygotowany płaszcz odpowiedni do naszej profesji... na pewno znajdziesz... - rzekł nadal rozbawiony i zwinął się do pozycji embrionalnej.
Tja... Dobry złodziej, to bezczelny złodziej... To będzie zabawny czas....
Po za tym miał w zanadrzu jeszcze jedną paskudną lekcję dla swej kotki. Okna, zamykane były na poddaszu na grubą, metalową zasuwę. Na tyle trwałą, że nie szło jej przepiłować nawet wsuwając brzeszczot w szparę. Trwałoby to zwyczajnie za długo. Pozwalało to zabezpieczyć się to przed sytuacją, w której nieproszeni goście wtargnęliby do kamienicy przez dach(!), no i oczywiście przed wyrwaniem którejś framugi przez wiatr. Polimorfka nie wiedziała, że Rook wychodząc, zawsze zostawiał sobie jedno wyjście więcej, żeby go czasem nie odcięła od ich przytulnej kryjówki, ale ona sama mogła spędzić na dworze nawet i całą noc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 29, 2015 3:21 pm

W pierwszej chwili, Szafir była pewna, że z wycieczki nici. Nóż, który omal nie wbił się w jej głowę, był dostateczną pogróżką. Obróciła się w kierunku Rooka powoli. Z jakiegoś powodu obawiała się, że zobaczy go tuż za swoimi plecami, trzymającego w dłoni kolejne ostrze. Choć wciąż siedział na łóżku nieuzbrojony, nie było to jakimś wybitnym pocieszeniem. Dziewczyna zdążyła się nauczyć, że złodziejaszek potrafił wydobyć broń tak szybko, jakby korzystał z magicznych sztuczek.
Zielarka nie odpowiedziała łotrzykowi ani razu, bijąc się z myślami. Nie była pewna, co powinna zrobić. Przecież Gawron mógł w każdej chwili zmienić zdanie i zabronić jej wyjścia. Ta myśl była impulsem, którego potrzebowała do działania.
- Diabli z płaszczem, mam futro! - Szepnęła do siebie, postanowiwszy nie tracić czasu na poszukiwania. Nóż zdecydowała się jednak zabrać. Nieszczególnie umiała się nim posługiwać, ale zawsze to jakaś obrona. Bez dalszej zwłoki podbiegła do okna, podskoczyła i rozwarła okiennice. Chwycenie krawędzi i podciągnięcie się sprawiło jej pewien problem, ale była przecież kotem. Trochę kombinacji, oparcie stóp na jakimś meblu i już siedziała na dachu, pozwalając nogom zwisać do wnętrza poddasza.
Na dworze było chłodniej, niż myślała. Prawie zapomniała, jak duże było miasto, w porównaniu z jej wsią.
- Zgubię się. Jak gdzieś polezę, to nie dam rady wrócić. I Gawron mówił, że tam nie jest teraz bezpiecznie. Pewnie ma rację, w końcu jako pierwszego spotkałam tu jego, reszta mieszkańców musi być taka sama. - Zmiennokształtna spojrzała na trzymany w dłoni nóż swojego "pana", który miał zapewnić jej bezpieczeństwo. - Durna! A jak go zgubię? Gawron mnie zatłucze!
Szafir spojrzała do wnętrza poddasza i uśmiechnęła się lekko, widząc plecy mężczyzny. Miała pewien pomysł, który być może pozwoliłby jej zachować z takim trudem wywalczoną odrobinę szacunku. Ostrożnie zsunęła się na powrót do pomieszczenia, wykorzystując kocią zręczność, by poruszać się jak najciszej. Okiennicami trzasnęła za to porządnie, jak zrobiłaby to, będąc na zewnątrz. Na palcach zakradła się do łóżka, wciąż zaciskając palce na nożu myśliwskim. Stała nad posłaniem tylko przez ułamek sekundy, nie chcąc tracić czasu. Bezczelnie wlazła na posłanie, uzbrojonym ramieniem obejmując "właściciela". Ostrze położyła jednak jak najdalej mogła, na poduszce.
- Piździ jak głupie. Innym razem pójdę. I jestem głodna. - Mruknęła w ramach wyjaśnienia, wtulając się w złodzieja. Miała nadzieję, że udało jej się go zaskoczyć, ale nie wzięła pod uwagę, że jeśli tak było, łotrzyk mógł uznać ją za agresora i postanowić się bronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rook


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 29, 2015 4:25 pm

Przez jedną jedyną chwilę naprawdę się bał że wyszła i właściwie to już zdążył posłać ją do wszystkich diabołów, życzyć śmierci w cierpieniu i nader dosadnie zwyzywać. A przynajmniej taką batalię z wyimaginowaną, wyszczekaną Szafir toczył w głowie, bowiem nawet na potworny trzask okiennicy nie poruszył się choćby o minimetr. Właściwie to miał ochotę naciągnąć kołdrę na głowę i smętnie przespać resztę nocy, wieczora czy też co tam właśnie trwało... Ważne, że było już ciemno, a ona tam sama, biedna i taka bezbronna... Na jeden moment uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie, jak sama to powiedziała i jak ją wtedy wyśmiał. Czasami wystarczył zwykły syk, by pokazać jak bardzo z niej drwi, a czasami... cóż, nie mógł sobie z nią poradzić. Kocia natura blondyneczki naprawdę wdawała mu się we znaki i zmuszała do kombinatoryki na poziomie wyższym, co mimo wszystko było przyjemną odmianą od ludzi, których szło przejrzeć na wylot. Dzięki temu jednak właściwie przestał się przejmować, uznając że jego małą kicia na pewno sobie poradzi i... kompletnie zgłupiał, czując jak tuż za nim nagle pod czyimś ciężarem ugiął się siennik. A choć oniemiały, nie dał po sobie poznać tego zaskoczenia bardziej, niż to jedno spięcie wszystkich mięśni. Polimorfka, która właśnie się w niego wtuliła, wyczuła to doskonale i dodało jej to sporo animuszu.
- Przecież przyniosłem ci kurczaka... Pudełko było specjalnie woskowane, więc wciąż powinien być ciepły... - mruknął, jak gdyby nigdy nic, a jego dłoń delikatnie ujęła przedramię dzierżące ostrze. Rook nie bronił się jednak, by zamiast tego pogłaskać przyjemną w dotyku skórę dziewczęcia.
- Może jeszcze mam cię jeszcze pokarmić w nagrodę za to, że sobie nie poszłaś?! - wypalił nagle, z sarkazmem wyraźnie odcinającej się na tle wieczornej ciszy, lecz od razu pożałował, że nie ugryzł się w język.
- Nie, nie ma mowy! Zapomnij, że w ogóle coś mówiłem! Jesteś głodna, to se radź sama, ale nie licz, że znowu będę cię karmił!- sam nie wiedział, dlaczego w ogóle tak ją ostrzegał i wygrażał, wszak dziewczę kompletnie nic nie mówiło... no i wiedział, że nic mu to nie da.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Szafir


avatar


PisanieTemat: Re: Poddasze   Nie Lis 29, 2015 4:51 pm

Szafir właściwie nie sądziła, aby odpowiedź na to pytanie była konieczna. Wydawała jej się tak oczywista, że aż uśmiechnęła się szeroko, przytulając twarz do policzka Gawrona. Zaczęła nawet bezczelnie mruczeć, pozwalając, aby jej "pan" wyczuł silne drgania, jakie rozchodziły się od jej krtani.
- W końcu taki obowiązek, jak się ma kota. - Dziewczyna cmoknęła złodzieja w policzek i wypuściła wreszcie jego nóż z dłoni. Zaraz też podniosła się na chwilkę z łóżka i skorzystała z okazji, że miała na sobie jego koszulę. Skorzystała w taki sposób, że zdjęła wilgotną spódniczkę, zanim i zbyt duża "tunika" by przemokła. Po chwili namysłu wzruszyła ramionami i pozbyła się też bielizny. Oba elementy odzieży przewiesiła przez poręcz w nogach łóżka, po czym wlazła pod kołdrę.
- A jak już jesteśmy przy obowiązkach właściciela kota... - Zmiennokształtna znów wtuliła się w łotrzyka, bezczelnie ogrzewając się jego kosztem. Tym razem poszła o krok dalej i objęła go też jedną nogą w pasie. - Ty masz tych obowiązków odrobinę więcej, bo i twój kot jest większy. Pomożesz mi z butami?
Dla podkreślenia swoich słów odciągnęła kołdrę, pokazując narzuconą na mężczyznę nogę i swój ciężki bucior, który zdecydowanie nie powinien znajdować się w pościeli. Dziewczyna czuła się na tyle rozochocona swoim małym zwycięstwem, że zupełnie nie myślała o konsekwencjach. Przez cały czas mruczała, dając upust samozadowoleniu. Pozwoliła sobie nawet zacząć lizać kark i ucho złodzieja. Ta akurat czynność w jej mniemaniu była stosunkowo niewinna. Ot, serwowała mu małą kąpiel w kocim stylu.
Dlaczego tylko stosunkowo, a nie całkowicie niewinna? Przede wszystkim, Szafir zdawała sobie sprawę z tego, jak Rook mógł zareagować na taką bliskość. Tylko po części robiła to złośliwie. Mimo wszystko nawykła do spania obok złoczyńcy i nawet to polubiła. Ciepło jego ciała i znajomy zapach zaczęły dawać jej dziwne poczucie bezpieczeństwa. A pamiętała przecież doskonale, że Gawron niewiele miał wspólnego z bezpieczeństwem. Właściwie dla własnego dobra powinna była wyjść przez to okno i już nie wracać. Zamiast tego przylgnęła mocno do swojego człowieka i otarła się policzkiem o jego dolną szczękę. Zrobiła to z taką siłą, że aż odciągnęła przy tym kącik ust do tyłu i złodziejaszek mógł poczuć, jak przeszorowała zębami po jego skórze. Ot, zwykła drobna oznacza czułości od kota dla "właściciela". Wcale nie powiązania z zostawianiem swojego zapachu, co było równoznaczne z uznaniem go za swoją własność. Gdzieżby tam! Nie śmiałaby przecież. A już na pewno nie przycisnęłaby zaraz potem ust do boku jego szyi i nie wzięłaby głębokiego wdechu, by upewnić się, że chwilowo jej woń była dostatecznie silna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content





PisanieTemat: Re: Poddasze   

Powrót do góry Go down
 

Poddasze

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Szklane poddasze.
» Poddasze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Byakko :: Byakko :: Centrum Miasta-